Masochizm to słowo łatka, którego przez długi czas się bałam. To definicja czegoś z czym absolutnie się nie utożsamiałam. To nazwa zachowań, których bardzo długo się wstydziłam i które ukrywałam.

Był okres w moim życiu, w którym po przysłowiowym laniu potrafiłam się popłakać. Nie byłam wstanie się pogodzić z tym co odczuwałam, mimo że doskonale wiedziałam czym to jest. To za nic w świecie nie przyznawałam się do tego. Ukrywałam i tłumiłam reakcje. Wystarczyło zasłonić twarz włosami aby nie było widać oczu. Wystarczyło odrobina samokontroli by nie wypuścić z siebie dźwięku. Wystarczyło kontrolować odruchy… Z czasem jednak pewne rzeczy, potrzeby, zachowania wypływały na wierzch i nie sposób było już ukrywać ich w takim stopniu. Przestawałam panować nad reakcjami ciała, nie dawałam rady tłumić dźwięków jakie wydobywały się z moich ust. Nieświadomie prowokowałam, nie wiedziałam, że moje spojrzenie się zmieniało w chwili gdy chciałam… Więc siłą rzeczy kontrolować też tego nie mogłam.

Z czasem przestałam próbować to kontrolować, pozwoliłam temu się rozwijać…

– Ja pitole, uda.
– 🙂
– Jestem pierdolnięta chyba.
– Czy też tak chcesz?
– Nie… Ale podejrzewam, że kiedyś będę chciała.
– Mru
– Wiem jak to działa. Ciągle chcesz więcej, ale coś takiego leży raczej daleko poza moim kręgiem zainteresowań.
– Jeszcze zobaczymy.
– Jak to? Ja chyba wiem czego chcę.
– Ja też wiem czego chcę.
– Ale to Twoje chcę… Ono się nie przekłada na moje chcę.
– Zobaczymy.

Ale nadal nie mówiłam wprost. Zostawiałam wszystko przypadkowi, magii chwili. Bardzo ciężko mi było powiedzieć, że właśnie oto nadszedł moment, w którym chcę, pragnę lub potrzebuję. Rozmowy na temat potencjalnego zadawania mi bólu wyglądały jak zabawy w kotka i myszkę. Tu Jedna ewidentnie chce spuścić manto tej drugiej, a tą drugą zdecydowanie swędzi skóra. Tylko, że ta druga za nic w świecie, za żadne skarby nie przyzna się oficjalnie tej Pierwszej i nie powie „tak poproszę”. Trzeba było być jasnowidzem, a to nie jest łatwe zadanie jeśli nie zna się tej drugiej osoby.
W momentach, które mogłyby zadecydować o możliwości często się wycofywałam… Powiedzmy, że to wina strachu przed reakcjami i tego jak zareaguje druga osoba na nie kiedy już je zobaczy.

Kilka dni temu nie przez przypadek wpadło mi w ręce zdjęcie pamiątkowe jednego z pierwszych śladów jakie na mnie zostawiła. Patrzyłam na nie przez chwilę, zacmokałam i stwierdziłam brutalną prawdę, patrząc na kolorową plamkę wystającą spod szortów.
– Tak… Z pewnością nie jestem masochistką – pomyślałam.
Wtedy, kiedy to zdjęcie powstało z pewnością nie byłam nią w takim stopniu w jakim ta cząstka mnie rozwinęła się do chwili obecnej. Pamiętam ile płaczu było o tego małego, jednego siniaczka. Dzisiaj jak na to patrzę to mi się śmiać chce. Nie żeby to było zabawne, ale moje „coś ty mi zrobiła” zobrazowane na zdjęciu, dzisiaj budzi u mnie szczery uśmiech. Nie tylko na samo wspomnienie okoliczności w jakich powstała pamiątka po Burzy… Tak, ta zupa grzybowa, której nawet nie powąchałam… I ten tekst, który napisałam później, to wszystko są fajne wspomnienia. Ale i uśmiecham się mając wiedzę w jakim stopniu pewne rzeczy się zmieniły i jak bardzo potrafią być płynne gdy się spotka kogoś odpowiedniego.

Masochizm to słowo łatka i zawsze nią będzie, to wyraz którego przez długi czas się bałam. To definicja czegoś z czym absolutnie się nie utożsamiałam. To nazwa zachowań, których bardzo długo się wstydziłam i które ukrywałam… Ale przestałam i w pewnym momencie uznałam, że nie warto udawać kogoś innego. Dziś wolę się tym cieszyć i szczerze przyznać się przed samą sobą, że coś z tego we mnie jednak jest.

Ona uwolniła mnie z tego strachu, dzięki Niej przestałam się bać reakcji, to przez Jej podejście zaczęłam się nimi cieszyć. Krok po kroku oswajała, tłumaczyła i cieszyła się gdy ostrożnie nabierałam świadomości. Bez Niej… Nie wiem czy byłabym wstanie osiągnąć coś takiego, bo dziś mówić nie muszę, ponoć proszę całą sobą i wiem, że Ona to czuje, ale wiem też, jakim fajnym uczuciem jest proszenie i to zarówno to werbalne jak i to niewerbalne. A przy tym jaki to przecież ładny widok.