Chodziłam po mieszkaniu nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca, trzęsło mną i byłam jakaś taka poddenerwowana, ale musiałam wytrwać do tej 17… W głowie miałam natłok myśli i obaw. Kolejna impreza, wielu ludzi, głośno, mrok na sali i to dziwne mrowienie skóry, które mi towarzyszyło od chwili zwleczenia się z łóżka. Miałam wątpliwości, bo koniec cyklu zawsze wiązałam z mniejszą ochotą na „cokolwiek” poza ciastkiem z cukierni… Nie byłam pewna czy wieczór w ogóle będzie udany. Można by nawet powiedzieć, że się bałam, bo nie przepadałam nigdy za aktywnością wśród ludzi, zawsze wolałam gry i zabawy edukacyjne w gronie dwuosobowym. A tu psikus… Tak, to zdecydowanie najfajniejsza impreza klimatyczna na jakiej byłam i którą najmilej będę wspominała. Do czasu, aż kolejny event ją przebije.

****

– Głodna jestem – pojawiło się w oknie rozmowy, które zamigało ciepłym, pomarańczowym kolorem.
– Idź do kuchni i zrób sobie kanapkę – odpisałam. – Co byś zjadła? – napisałam po chwili zastanowienia.
– Pizzę – napisała. – Kebab – kolejne życzenie się pojawiło. – Chińszczyznę – szybka kalkulacja, chyba mnie nie stać na taki obiad.
– A możesz się zdecydować na jedno?
– Chińczyka.
W pośpiechu wstałam i zgarnęłam rzeczy, których jeszcze nie spakowałam do bagażnika.
– Kurwa? – stanęłam jak wryta na klatce schodowej. – Gdzie tu jest chińczyk? – od siedmiu lat mieszkam na tej dzielnicy i nie wiem gdzie jest dobry chinol. Wstyd, normalnie wstyd…
Jechałam drogą do Niej, gdy kątem oka zauważyłam śmieszne znaczki reklamujące chińsko-wietnamską restaurację. Ustaliłam konkretniej co chciała jeść, zamówiłam, odebrałam i pojechałam do Niej, a na zakrętach trzymałam pojemnik jak coś cholernie cennego.

– Am, am – powiedziała otwierając drzwi i szeroko się uśmiechając odebrała zamówione dla Niej jedzenie. Była taka „spokojna”, a Jej opanowanie momentalnie spowodowało, że moje wątpliwości i obawy odpłynęły gdzieś daleko, tam poza granicę mojego postrzegania. Nawet fakt, że sos wylał się z pojemnika mi nie przeszkadzał. Zaczynałam mieć nastawienie w stylu co ma być to będzie.

Zjadła, usiadła na łóżku, a ja obok Niej.
– Lubię jak tak patrzysz na mnie – powiedziała, a ja oczywiście nie wiedziałam co miała na myśli.
– Ale jak? – zapytałam mając nadzieję, że zostanę oświecona w swej niewiedzy.
– Właśnie tak – odwróciła się do mnie twarzą. – Dobrze, że tak patrzysz. Cieszy mnie to – w chwili gdy wypowiedziała te słowa zdałam sobie sprawę z tego o jakim wzroku mówi. W jednej chwili się wystraszyłam. Pomyślałam o ludziach, o dużej ilości ludzi w klubie. Takie zimne „coś” zalało mi plecy. Dotarło do mnie, że pragnienie wyrażone w moich oczach niezostanie zaspokojone przed wyjściem. Zmarkotniałam, czułam się rozdarta pomiędzy chcę i pragnę, a nie chcę i wstydzę się.

Chociaż ostatnio nie przeszkadzało mi kilka par oczu, które patrzyły to jednak teoretycznie tam mogłoby być ich więcej. Zaczynałam się zastanawiać czy byłabym zdolna do takiej mocnej izolacji tego co płynęło z otoczenia, a co z pewnością by mnie rozpraszało.

Istotna jest tutaj jedna rzecz.
Byłam pewna, że nie wydarzy się nic wbrew mojej woli. Byłam pewna, że nie zdarzy się coś na co nie byłabym gotowa. To tak jakbym była lekko pchana, ale niewrzucana na głęboką wodę. Ona czeka i zachęca do tego abym sama skoczyła i wiem, że zawsze mnie wyciągnie tej z wody jeśli uzna, że jest zbyt głęboka i się w niej utopię. To podejście sprawia, że darzę Ją cholernie dużym zaufaniem.

****

Pierwsze godziny były dla mnie zupełnie normalne, oswajałam się z ludźmi, witałam ze znajomymi, rozmawiałam, obserwowałam jak ktoś tam bije młodą kobietę przypiętą do krzyża, podziwiałam gorsety, oglądałam pokazy i tak dalej. Lady Daria szykowała się do zabawy ze swoim uległym, rozkładała baty. Dorwałam jeden z nich, taki o rozdwojonej końcówce, był taki ciepły i tak przyciągał… Zapach skóry zniewalał… Jednak uznałam, że to chyba za dużo na ten dzień i oddałam go. Od tego momentu atmosfera miejsca zrobiła się bardzo lekka, wręcz aromatycznie mile łechtała zmysły.

Zbliżała się północ, pierwsze moje skojarzenie było z Kopciuszkiem. Czar prysnął, a ja coraz bardziej czułam na co obie mamy ochotę. W każdym Jej ruchu, w każdym geście, w oczach… Patrzyła na mnie w taki sposób jak wtedy, dwa tygodnie wcześniej, pragnienie aż błyszczało i ociekało szklistą poświatą, żądza emocji, pożądanie bliskości i wszystkiego razem, skumulowanego i zmieszanego z odczuwaniem endorfin. Czerpanie satysfakcji z tych emocji, odczuwanie spełnienia, cieszenie oczu widokiem spełnienia tej drugiej osoby. I… Jak zwykle. To był impuls. Wszystko potoczyło się tak szybko. Przestało mnie interesować to czy ktoś na to patrzy czy nie. Po prostu się bawiłam, bawiłam się z Nią. A wstyd? A niech się wstydzi ten kto widzi.

Woda, woda zalała ciało i zmysły. Płynęłam, unoszona ciepłem endorfin rozlewających się po ciele rozkosznym mrowieniem. Nie rejestrowałam niczego z otoczenia, odcięłam się totalnie od tego co działo się wokół nas. Jedyne co pamiętam to to, że na kanapie leżały narzędzia zbrodni, które wbijając się tu i ówdzie skutecznie odwracały moją uwagę od tego co chciałam czuć. Wystarczyło się ich pozbyć i mogłam się zatopić w bezkresie odczuć.

Później już nie miało to dla mnie znaczenia czym, później już przestawało mnie obchodzić w jakim miejscu klubu i w które miejsce na moim ciele uderzała… Przecież byłam w Jej rękach, a Ona zna mnie tak dobrze, że chyba nie jest mi już potrzebne słowo bezpieczeństwa, choć wiem, że zawsze mogę go użyć jeśli zajdzie taka konieczność.

****

Nie mam pojęcia w jaki sposób osiągnęła to wszystko, nie wiem i nawet rozumieć nie muszę. Ciesze się tym. Ona kocha moje emocje, ja uwielbiam Jej. Spełniamy się obie, a dla mnie nie ma nic bardziej milszego niż to co czuję w chwili gdy wiem, że jest szczęśliwa. Gdy po wszystkim obie otulone endorfinami jesteśmy jednością. Zawsze wtedy płaczę… Ze szczęścia, że mogę TO mieć, że mogę być Jej, a Ona może być moja…
A tymczasem minęło właśnie pół roku od chwili gdy zapięła na mojej szyi obrożę, do dziś pamiętam każdą emocję z tego dnia…
Ciesze się tym, że mogę być sobą… Że mogę żartować, wypić kawę, piwo czy wino oglądając przy tym telewizję, plotkować o rzeczach mało istotnych jak wyprzedaż w sklepie z ciuchami i się śmiać, dużo się śmiać… Cieszę się, że to nie tylko moja Dominantka, ale i Przyjaciółka. Cieszę się, że odnalazłam swoje bdsm i to takie, w którym nie ma sztywności i twardych zasad tam gdzie ich nie potrzeba, takie w którym podczas chłosty mogę krzyknąć „aua, nie w szczepionkę” i takie, w którym każda z nas jest zadowolona.