Ptaszki raźno świergotały. Królik oglądał zniszczoną korę nad wejściem do norki.
– Piękną wiosnę mamy tej zimy – zamruczał pod nosem. – Rokita. Podły, wredny Rokita. Flet mu przytnę, cieniej ćwierkać będzie – splunął na bok.
– Kim jest Rokita? – Królik się obejrzał będąc lekko w szoku. Biedronka stoi, cała w kropki i się przygląda, minę ma srogą już zaczyna tupać nogą.
– A to ty nie wiesz?
– No pytam. Powiedz.
– Nie mogę. Obowiązuje mnie tajemnica – już, już miał powiedzieć spowiedzi, ale uznał to za mało śmieszne. – Co cię tak ten Rokita ciekawi? – złapał się za brodę i zrobił wielce zainteresowaną minę.
– Lubię wiedzieć.
– Biedronki to cholernie ciekawskie stworzenia mroku.
– Ciekawość to pierwszy stopień do piekła – zaśmiała się.
– No… Rokita to diaboł sam we własnej osobie. Pyskate i wredne bydle. Nic tylko kulki pod nogi rzuca.
– Nie znam nikogo takiego.
– Znasz, znasz – uśmiechnął się wrednie i przebiegle królik.
– Powiedz, ja chcę.
– Nie liczy się dla mnie to czego chcesz, ważne czego ja chce – zachichotał.
Biedronka się roześmiała.
– Wstrętny królik. Biedronka i kot…
– Biedronka ujeżdża kota, ledwo utrzymując się na jego grzbiecie, a wszystko to w imię sadomasochistycznej miłości… Czytała Krystyna Czubówna. Prawie jak Animal planet.
– Sadomasochistyczna miłość bywa, że boli.
– Nie boli, nie bój. Czytałem Greya, więc wiem co to ból.

****

– Rokita! – krzyknął króliczek, widząc diabła nad strumykiem. Diabeł podskoczył, aż mu kulki do rzeczki wpadły. – Biedronka się pytała o ciebie. Chciałaby wiedzieć kim jesteś.
Diabeł się rozpromienił, a po smutku związanym z utratą kulek już nie było śladu.
– Potrzymaj ją jeszcze trochę w niepewności.
– A daj spokój… – machnął łapką. – Z godzinę mnie męczyła.
– Pomęcz ją jeszcze troszeczkę, ona lubi. Ug, ug!
– Ale to ona mnie męczyła. Patrzeć jak trawa rośnie nie mogłem!
– Ale ją to w duszy piecze. Ug, ug. Ona lubi. Ty tez lubisz.
– Męczyć? Czy być męczonym?
– Jedno łajno. Ug.
– Nie lubię męczyć Biedronek. No nie pociąga mnie to i już… – zamyślił się. – Albo jeszcze o tym nie wiem, że lubię – wyszczerzył białe ząbki.
– Biedronka mówisz. Ug. Dawno żem nie widział, nie poznałby pewnie jakby spotkał. Ug, ug! Kulek jej się zachciało, takich pradawnych. O na pewno kulek pradawnych jej się chce. Ug, ug. Rokita zgubił, bo królik nastraszył.
– Tak myślisz Rokita?
– No. Takich mezozoicznych.
– A nie paleozoicznych?
– No jakoś tak, ona lubi starocie. Ug.
– Może głodna?
– Pewno by zjadła karpia albo orzecha, ale bez miodu. Zjadłaby tak jak prabiedronki jadały.
– Ale czekaj. Żywego karpia?
– No, żywego. Ug, ug.
– Fuj Rokita. Obleśny jesteś! Zostaw ten flet!
– No ale co Rokita, powiedzieć jej? Bo ja jej tak: no diaboł, w czystej postaci. Włochaty i butny. I że rogi nawet masz.
– No i nogi włochate, i myśli kosmate. Ug, ug.
– O tak, włochate. Wydepilować trza.
– Niech cierpi. Ug. I żyje w niewiedzy.
– Okropny jesteś… Sadysta jakiś.
– Oj ty się prosisz królik. Ug. Żeby cię ta włochata bestyja w dupkę na zachętę kopła.
– Dam ci. Ale pod warunkiem, że ja z Myśliwym ci wpierdolimy na dwa baty.
– Stawka za wysoka dla takich przyjemności. Ug, ug.
– Tchórz!
– Rozsądek. Ug, ug.