Dźwięki telewizora powoli cichły, wyłączałam je świadomie z mojego otoczenia, ponieważ nic nie mogło mnie rozpraszać gdy wkraczałam w ten świat.

Przyglądałam się Jej z drugiego końca stołu, po chwili wstałam i bez słowa uklękłam przed kanapą, na której leżała. Przeglądała coś w telefonie, a nogi opierała o chłopca siedzącego obok.
– Spójrz na mnie – pomyślałam, kładąc dłonie na udach. – Wychwyć moje spojrzenie.
Pilnowałam palców aby wszystkie były razem, wzięłam głęboki oddech, zmrużyłam oczy. Uśmiechnęła się kącikiem ust.
– Czuje mnie, wie, doskonale wie… – pomyślałam w przypływie fascynacji.
Z utkwionym w Niej spojrzeniem czekałam dalej klęcząc w milczeniu. Jej oczy stopniowo nabierały wyrazistego blasku, mimo że nie patrzyła na mnie to wyraz twarzy się zmieniał, a gdy już obróciła się do mnie…
– Czegoś chcesz króliczku? – zapytała, uśmiechając się.
– Ja? Ależ nie, nic – uciekłam spojrzeniem.

Bzdura. Chciałam! Oczywiście, że chciałam i Ona doskonale wiedziała czego.

Powietrze iskrzyło. Zaczynałam wyłapywać subtelne nuty zapachowe. Rzuciłam ukradkiem spojrzenie na oparcie kanapy, potem na Nią i ponownie na oparcie. Leżał tam całkiem pokaźnych rozmiarów arsenał broni dalekiego i bliskiego zasięgu, masa ustrojstwa zadającego ból o większej lub mniejszej sile masowego rażenia. Moje oczy wychwyciły plecioną rączkę Burzy…

Mimowolnie zaczęłam drżeć. Gdzieś tam w środku, gdzieś wewnątrz, czułam rosnące z sekundy na sekundę pragnienie, któremu nie sposób się było oprzeć…
– Ależ wystarczy poprosić – pomyślałam, przywierając przedramionami do dywanu i pochylając głowę.

Dźwięk tańczącego bata ujeżdżeniowego w Jej ręku był zapalnikiem… Już płonęłam, już, już za momencik ugaszę pragnienie.
Podniosłam się, splotłam dłonie za plecami dalej klęcząc w rozkroku. Zadzwonił telefon. Czekałam, ale zdecydowanie nie na to. Pragnienie przygasło w mgnieniu oka.

****

Gdy skończyła rozmawiać, ja już byłam w kącie, za stołem i grzecznie sobie siedziałam, spoglądając na drzewo za oknem. Odwróciłam się, czując na sobie Jej wzrok.
Jej oczy nadal błyszczały…
– I co? Tak mnie zachęciłaś, a teraz co?
To zdanie spowodowało, że bez namysłu wstałam i wróciłam na dywanik, mimo że nie czułam takiego pragnienia, potrzeby, chęci i co tam jeszcze można by wymienić co by się wymigać od interakcji. Czułam za to coś zupełnie innego, coś dzięki czemu gościł uśmiech na mojej twarzy. Czułam Jej pragnienie.

Pierwsze, drugie i trzecie smagnięcie batem nie zrobiło na mnie wrażenia. Czwarte wygięło moje ciało w łuk, jęk wydobył się z krtani, trzask bata pieścił zmysły samym dźwiękiem. Zadrżałam. Kolejny raz, jeszcze jeden i jeszcze kilka… Odgłosy koiły, ciepło tuliło, miliony małych igiełek… Woda, woda się polała, zalała całe moje ciało, niosła, unosiła w górę pragnienie odczuwania bólu i rozkoszy w jednym. Odrywane kawałki duszy wznosiły się w górę, coraz wyżej i wyżej… Latałam, rozwijając skrzydła coraz to szerzej, coraz mocniej, coraz intensywniej, coraz szybciej…

Kątem oka zauważyłam, że wstała. Już obrywałam z innej strony, a woda niosła, spływała po ciele nieustannie, drażniła zakończenia nerwowe. Sięgnęła do szafy po inny sprzęt.
– Pilarka! Marki Husqvarna… – przedarło się z telewizora. Nikt się nie powstrzymał, nikt.
– No i cały klimat diabły wziął – pomyślałam zanosząc się śmiechem wraz z Lady i chłopczykiem. Reklama totalnie wybiła mnie z rytmu.
– Bedeesem na wesoło – zaśmiałam się pod nosem, ustawiając się przy kanapie. Chłopiec ustąpił mi miejsca, był chyba nieco zagubiony w tym co widział, ale ja ponownie przestałam zwracać uwagę na to, co działo się wokół mnie.

Od dłuższego czasu płynęłam pragnieniem, a zalewana kolejnymi falami endorfin, trafiłam do świata, w którym pragnęłam się znaleźć.

Przerwała sycąc się widokiem drżącej i rozpływającej się kobiety. Usiadła na kanapie.

****

Klęczałam, dalej klęczałam z dłońmi położonymi na udach. Bez słowa patrzyłam na Nią błagalnym wzrokiem.
– Jeszcze? – brzmiało to tak jakby nie wierzyła w to czego chciałam, jakby to było dla Niej zaskoczenie.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Patrzyłam jak sięga dłonią w stronę różnych ustrojstw. Złapała za palcat, którego nie lubię. Pokręciłam głową, cały czas uśmiechając się i milcząc.
– No chyba nie Burzą? – w Jej głosie było coś co brzmiało jak zaskoczenie, pragnienie i duma jednocześnie. Brzmiało to jak wyzwanie.

Stanęłam, łapiąc się blatu, podsycając pragnienie wspomnieniem pierwszego razu gdy oberwałam tą „zabawką”. Walcząc ze strachem, kurczowo zaciskałam palce na okleinie stołu.
– Boję się – szepnęłam, sama do siebie. – Pragnę – pomyślałam.
Szum w mojej głowie zasygnalizował zburzenie muru granicznego – strach przed Burzą poszedł w niepamięć.
Trzymając się kurczowo karabińczyków uczepionych przy zielonym ringu LT, czułam ciągły niedosyt. Zaczęłam się nawet zastanawiać na ile to mój niedosyt, a na ile Jej.

Już miała w rękach flogger, już przerażenie malowało się na mojej twarzy, już małymi kroczkami szykowałam się do ewakuacji z pomieszczenia…
– Nie boli, nie bój.
Zacisnęłam palce na karabinkach, w głowie miałam chaos, czekanie na uderzenie doprowadzało mnie do szału. Zacisnęłam oczy walcząc ze strachem i oczekiwaniem.
Raz, dwa, trzy.
Szumu walącego się kolejnego muru nawet nie zauważyłam.
– Ahh, ciężkie – szepnęłam ledwo utrzymując się na nogach.
Cztery, pięć, sześć…
– Jeszcze tu poproszę – wyszczerzyłam się w uśmiechu numer pięć, wskazując na odcinek ud z tyłu.

Świat zawirował. Opadłam na kolana. Woda, woda chlusnęła większym strumieniem. Znów płynęłam, znów drżałam.

****

Jakimś sposobem znalazła się za mną. Przywarła do moich pleców, złapała jedną ręką za włosy, drugą biła. Stopniowo woda, woda, coraz mocniej. Położyła delikatnie dłoń na szyi, tuż nad obrożą, ścisnęła, pozbawiając mnie powietrza, uderzyła raz, drugi, trzeci… Ile razy? Nie wiem, nie pamiętam.
Woda, wodą… ale to był wodospad. Szum zalał wszystko, wszystkie zmysły płynęły. Nie było mnie tam.

Otworzyłam oczy czując chłodny powiew.
– Co jest kur… – urwałam w myślach.
Serce mi waliło jak oszalałe, czuła to, cały czas była blisko, tuliła, całowała, głaskała… Chwile mi zajęło aż doszłam do siebie. W jednym momencie popłynęły mi z oczu łzy, tak radykalnie inne, takie przyjemne, takie płynące ze spełnienia.
– Dziękuję – wyszeptałam, całując Jej dłoń. – To było piękne.
– Ja chcę jeszcze raz! – pojawiło się w mojej głowie i natychmiast wystraszyło.
Czułam, że mogę, czułam że chcę, pragnę, teraz, więcej, mocniej… I czułam, że Ona też… Stałam się jeszcze bardziej dopasowanym dopełnieniem. Mur… Kolejny mur poleciał z hukiem.