Prędzej czy później zaczynamy szukać dla siebie miejsca w szeroko pojmowanym społeczeństwie. Ludzie od dawien dawna byli stadni i zawsze będą zbijać się w grupy z ludźmi o podobnych zainteresowaniach, poglądach czy tak jak w naszym przypadku będziemy poszukiwać miejsc oraz osób o podobnych preferencjach seksualnych.

Czego szukamy w klimacie? Po latach prób i błędów każdy z nas potrafi po części sam odpowiedzieć na to pytanie, ale kiedyś przecież jakoś to musiało się zacząć.

W pewnym momencie objawiają się „dziwne” zainteresowania. Zaczyna nas martwić sprzeczność tego co odczuwamy jako potencjalnie przyjemne, ponieważ otaczający nas ludzie piętnują takie zachowania nazywając to dewiacją seksualną, bo inni nasze zachowania mogą uznawać lub nawet jawnie mówią o tym, że to złe, chore lub jak bardzo jest to destrukcyjne.
Parafilia czy wcześniej wspomniana dewiacja seksualna to słowa, które mogą ranić nasze uszy, gdy przyjdzie nam do głowy zwierzyć się niewłaściwej osobie z naszych fantazji, pragnień czy przeżyć.

Pierwsze przesłanki zazwyczaj pojawiają się w snach o zabarwieniu erotycznym. Wypierane latami pragnienia, chowane przez nas gdzieś na dnie świadomości czy podświadomości, przykrywane kolejnymi warstwami codziennych przeżyć… Tłumimy je do czasu aż wypełzną z tej naszej mrocznej strony na wierzch i upomną się o pieszczotę.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że to co kiedyś budziło obawy i strach przed brakiem akceptacji, dziś jest dla nas całkiem normalne, dziś jesteśmy nawet w stanie nazwać i sklasyfikować odpowiednio te zachowania, wiemy więcej o własnych potrzebach, preferencjach i w końcu znamy lepiej samych siebie.

Początki.

No dobrze, ale co w chwili gdy „to” upomina się o swoje?
Mamy mnóstwo pytań, więc szukamy na nie odpowiedzi, bo te wątpliwości coraz częściej zalewają nas potokami myśli, nieskładnie i nieporadnie stąpamy po „nowej drodze” szukając dla siebie miejsca wśród „zboczeńców”. Próbujemy nazwać to co lubimy, to czego potrzebujemy i to co daje nam to wszystko razem wzięte. Często zastanawiamy się nad przyczynami, cofamy się w czasie i znów szukamy odpowiedzi.
Człowiek uczy się całe życie, a i tak głupi umiera.

W pewnym momencie trafiamy na stronę, która zawiera link lub bezpośrednio na sam test ułatwiający poznanie tego co odczuwamy. Kto z nas nie zrobił testu inklinacji BDSM chociaż raz?
Dobra, przyznam się, przez ostatnie trzy lata zrobiłam cztery razy taki test i zapewne nikogo nie zdziwię jeśli napiszę, że cztery główne wyniki były takie same.
Jak działa taki test? Na podstawie udzielanych przez nas odpowiedzi na pytania zawarte w teście, system oblicza „prawdopodobieństwo” inklinacji w procentach.
Wyniki to jedno, a to co czujemy to oczywiście zupełnie inna sprawa, należy do tego podchodzić z dystansem na zasadzie ciekawostki i zabawy. Wyniki nie zawsze pokrywają się z tym jak nam się wydaje.

Ciągle się zmieniamy i nasze ciągoty do różnych „zboczeń” również. W zależności z kim przebywamy, nasze potrzeby i pragnienia zmieniają się. Przy jednych będziemy odczuwali większy pociąg do bólu, przy innych do odkrywania siebie przed innymi. Zmiany w procentowym „jak bardzo” jesteś masochistą/tką, sadystą/tką, potrzeba ekshibicjonizmu czy chęć eksperymentowania – te wszystkie uwarunkowania są zmienne. U switchów stopnie uległości czy potrzeba dominacji również, niestety nie wiem jak jest w przypadku osób ukierunkowanych na jedną stronę, ale wydaje mi się, że będzie podobnie.

Jestem tak uległa jak ty dominujący.

Mocno oklepane twierdzenie w tym momencie ma sens, bo przecież jeśli ja, jako uległa strona nie wyczuję u kogoś TEGO czegoś to raczej marnie widzę wielkie oddanie i padanie na kolana ;).

Jedno co nie powinno się zmieniać to sposób postrzegania klimatu, jednak cel dla którego szukamy drugiej połówki potrafi się zmienić w trakcie nawiązanej już relacji, a nawet już w podczas procesu samego poszukiwania gdy trafia się na tę właściwą osobę.

Ról, stron, preferencji, fetyszy poza, około i w samym klimacie jest mnóstwo i każdy jest wstanie znaleźć coś dla siebie.

Źródło: klik

Jednak na samym początku mało kto potrafi w pełni ocenić sam siebie, dlatego rozwiązujemy te quizy, ale spokojnie… Przecież to nic złego, bo i tak wiemy czego chcemy, jak tego chcemy i czego potrzebujemy, a umiejętność nazwania tego przychodzi z czasem. Wystarczy odrobina dystansu do wyniku, a dzięki niemu możemy się dowiedzieć czegoś, czego jeszcze nie wiemy lub nie czujemy, dzięki temu możemy wiedzieć więcej i w jakimś stopniu dalej się rozwijać.

Priorytety i postrzeganie.

To, że każdy ma swój klimat i cele nie oznacza, że jego BDSM jest mniej bedeesemowate niż moje.

To powiedzenie nabiera niemal miana legendy, bo rzeczywistość pokazuje zupełnie coś innego. Potyczki słowne pod zdjęciami, wyjazdy personalne i takie tam wojenki – to nic, to normalne zachowanie w każdej społeczności.

Czym są dla nas słowa określające uległość i dominację?

Uległość dla mnie to cechy charakteru, osobowości. Moja skłonność do dominacji rozciąga się na różne dziedziny życia, różne sytuacje, choć najpełniej wyraża się właśnie w związku D/u, gdyż wtedy nie napotyka na opór, lecz znajduje swoje dopełnienie w uległości. Analogicznie uległość uważam za cechę charakteru: podatność na wpływ ze strony osoby dominującej, najczęściej płci przeciwnej. Wiem, że wiele osób ogranicza dominację i uległość tylko do sfery erotycznej, mnie jednak zupełnie nie pasuje takie podejście. Dominuję na co dzień.

Czego tak na dobrą sprawę szukamy w klimacie?

W klimacie szukam skrajnych odczuć i emocji, od nienawiści i bólu aż po euforię, miłość i namiętność, lubię taką huśtawkę. Uległość kojarzy mi się wyłącznie z klimatem, obrożą, oddaniem fizycznym i psychicznym, tresurą, obrywaniem batów, spełnianiem porytych zachcianek PiW w zakresie seksu i czerpaniem z tego zajebistej przyjemności. Dominacja natomiast z niespełnionymi fantazjami, ogólnie to z tym wszystkim co uległości tylko, że na odwrót. Dominacja kojarzy mi się przede wszystkim z seksem, umiejętnościami technicznymi w zakresie wszelakim jak i z charyzmą.
Przez pojęcie układu rozumiem zawsze coś innego niż strona dominująca oczekuje, to mój drugi świat, osobny, nigdy nie niefunkcjonujący na tej samej płaszczyźnie z normalnym, to jest mi potrzebne do szczęścia, jestem trochę jak pijawka, lubię manipulować i być manipulowana, relacja jest dla mnie zboczoną grą. Jestem skrajnie uległa tylko wtedy, kiedy jesteśmy blisko „na dotyk” i w obroży.

Lubię stałość, poczucie bezpieczeństwa wynikające z długotrwałego związku. Dobrze się czuję wiedząc, że mogę polegać na swoim uległym. Dopiero w takim związku mam ochotę na perwersję w erotyce. Poza tym oczywiście wtedy jest możliwe naprawdę dobre porozumienie, nie ma też miejsca na udawanie – za dobrze się znamy.

Nie ma jednej, słusznej definicji uległości czy dominacji.

Nie jestem „mucho macho” nie czuję potrzeby dominowania wszystkiego w zasięgu wzroku ani zaliczania kolejnych zdobyczy.

Dla mnie w D/u najważniejsza jest „magia” zawarta w emocjach. Zmienia realia, zmienia zasady, sposób postrzegania. Otwiera bramę do magicznego świata, w którym wszystko jest możliwe.
By ją przekroczyć potrzebne jest zaufanie, wzajemne poznanie, ale i odrobina szaleństwa.
Jednak w naszym prozaicznym świecie nie da się cały czas nurzać w magii, poza tym magia „smarowana na codziennej kanapce” przestaje być magią.
Uległość jest dla mnie oddaniem w zachwycie tym że ktoś poprowadzi Cię w ten magiczny świat, a Dominacja odpowiedzialnością w zachwycie.
Uległość to wrażliwość w czułości, Dominacja to władza sprawowana pewną, silną ręką ale zestrojona w empatii z uległością.

Trudno to zdefiniować, wiem. Ale magia, jeśli się dokładnie nazwie i określi, przestaje być magią.

Czym jest ta magia? Dla każdego z nas będzie czymś zupełnie innym i każdy z nas musi odnaleźć tą osobę, przy której poczuje to wyjątkowe COŚ, co właśnie tą magią jest.

Dominacja i uległość to lifestyle dnia codziennego, jeśli chce się być gentleman’em i okazywać dobre maniery. Uległość wobec kobiety oznacza okazywanie jej szacunku na każdym kroku: całowanie w rękę przy powitaniu, puszczanie pierwszej przy wejściu, wyręczanie w niesieniu ciężarów, ofiarowanie prezentu przy każdej okazji, etc. Krótko mówiąc, na każdym kroku kobieta ma świadomość, że jest istotą wyższą wobec mężczyzny, który jest od tego by jej służyć, pomagać, czcić ją. Uległości tak rozumianej nie wolno mylić z pantoflarstwem! Natomiast dominacja i uległość w sensie BDSM jest taką samą relacją, tyle że wyrażoną w sposób skrajnie przesadzony, nader mocno przerysowany, dodatkowo ubarwioną elementami przemocy fizycznej i psychicznej, fetyszu, seksu, erotyki. Czyli taka sama relacja ale skomasowana i zwielokrotniona do n-tej potęgi. I przez to tak ekscytująca, gdyż świadomość skrajnego podporządkowania się kobiecie, łącznie z gotowością na znoszenie bólu i cierpienia, jest jedną z najwyższych form okazania poświęcenia dla płci przeciwnej. Z kolei np. dla mężczyzny, który nie ma możliwości wystarczającego wykazania się jako gentleman w życiu codziennym (brak lub mała liczba kobiet w rodzinie, brak kobiet w miejscu pracy, brak koleżanek) może to być szansa na „wyżycie się” jako ten uległy, który szanuje i czci płeć piękną.
Zapewne zgoła odmienne motywacje mogą skłaniać kobietę uległą do poddania się mężczyźnie dominującemu. Być może będzie to chęć przekornej zamiany ról, jakie wynikają z tradycyjnego pojmowania miejsca kobiety (jako bogini) i mężczyzny (jej uniżonego sługi) w relacjach interpersonalnych.

W chwili gdy chcielibyśmy zastanowić się kim jest osoba uległa, cześć z nas pomyśli o osobie, która poprzez oddanie się drugiej osobie osiąga spełnienie. Tutaj znów ocieramy się o etykietki i sposoby rozumienia słów, bo przecież każdy pojęcie oddania będzie rozumiał trochę inaczej.

Szukam osoby, która mi pasuje i mnie odczuwa. Dla mnie uległość jest równa z oddaniem, natomiast słowo oddanie ma przecież wiele płaszczyzn, wiele odcieni to jak z kolorami. Nie zawsze czerwień będzie takiej samej tonacji jak inna czerwień.
Dla mnie uległość wiąże się z oddaniem psyche, a nie tylko ciała, bo ciało to tylko rekwizyt.
Ja kocham emocje.
Dominacja natomiast jest odbiciem lustrzanym uległości. Jednak mają cechy wspólne takie jak współdzielenie, współodczuwanie, współodpowiedzialność czy troska.
Od relacji oczekuję wspólnego rozwijania się, uzupełniania… To wszystko daje mi spokój i satysfakcję z równowagi dwóch osób.

Ale czy to, że ktoś szuka czegoś innego daje nam prawo do oceniania go?

Uległość, spełnianie życzeń, zachcianek i rozkazów właśnie to daje mi „to” czego szukam. Czuję wtedy nieco wstydu, ale głównie przyjemność, a wstyd dlatego, że to co robię, to co mnie kreci, jest zupełnie inne od tego jaki jestem na co dzień… Tak, przyjmowanie strapona, zjadanie własnego białka z podłogi nie jest męskie, dlatego ciężko jest mi połączyć męskość i uległość. Chociaż niesamowicie mnie kręci takie poniżenie i oddanie kontroli nad sobą. Szukając, zwracam uwagę na pewno na wygląd, fizyczność, a z cech charakteru to poczucie humoru, bo przecież warto byłoby móc porozmawiać normalnie po za „łóżkiem”. Wystrzegałbym się nadmiernej zazdrości, ogólnego czepialstwa i bezpodstawnych wyrzutów.

Czy to, że ktoś lubi igły, a inny ktoś nie może nawet o nich myśleć bez negatywnych odczuć, daje mu prawo do osądzania go? Czy mamy przestać szanować kogoś, bo lubi spuścić manto komuś do krwi? Nie. Póki obie strony tego chcą, póki jest na to zgoda, to nadal jest to ich BDSM. Być może zbyt intensywny dla naszych oczu i odczuć, ale do chwili gdy działa się za przyzwoleniem to dalej jest to klimatem. Dopiero w przypadku gdy ktoś komuś robi coś wbrew jego woli jest to czysta przemoc i pogwałcenie praw… W takim przypadku postępowanie takiej osoby radykalnie wychodzi poza ramy BDSM.

Potrzeby.

Gdzie jest BDSM?

Dla części osób klimat jest w głowie, w psychice i tam jest główne źródło rozkoszy. Dla innych BDSM będzie ściśle powiązane z włóż, wyjmij, włóż, wyjmij, orgazm… Dla nich głównym źródłem przyjemności czerpanej z praktykowania będzie miejsce między nogami. Inni nie potrzebują spełnienia w pojęciu seksualności… Tak zgodzę się, BDSM jest seksualnością, specyficznymi bodźcami, które objawiają się również między udami.
Czasami mam jednak wrażenie, że niewielu ludzi czuje klimat te przysłowiowe pół metra nad przyrodzeniem, czy ud. Ok, ich sprawa.

Mówię o sobie, że potrzebuję czuć nad sobą siłę czyjegoś argumentu. Potrzebuję móc się komuś oddać, ale jednocześnie wymagam ogromnego oddania. Kiedy czuję, że mam rację, nie ustąpię. Stąd stwierdzenie, że jestem rasowym topping from the bottom. Ale jednocześnie switchem, bo czuję uległość i doskonale wiem, jak to jest dominować nad kimś psychicznie, prowadzić, przewodzić, mentorować.
Mimo że ulegam, to jednocześnie przewodzę.
Potrzebuję ulegać.
Potrzebuję przewodzić.

Dla mnie seks jest bardzo istotny. Mam ponadprzeciętne libido, owszem umiem je wyhamowywać, kiedy jest to konieczne, ale jeśli nie muszę… nie robię tego. Z drugiej strony mogę przepłynąć w swoją ciemność „niemyśli” na samych linkach, bez seksu. Pod warunkiem, że wiąże mnie odpowiednia osoba i podobnie jest z biciem. O ile bije odpowiednia ręka.

Czego ludzie szukają w klimacie?

Głównie, to szukamy akceptacji. Innych ludzi, z którymi możemy otwarcie rozmawiać na tematy, których nie możemy poruszać wśród „normalnych” znajomych, a więc również szukamy tego KOGOŚ.

I tutaj wchodzimy na jakże szeroki i głęboki temat rzekę, czyli wątek potrzeb klimatycznych.


Źródło: klik

Różnice w celach jakie chcemy osiągnąć wchodząc w relację w pierwszej kolejności definiuje nasza płeć. O tym, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa napisano wiele książek.

Jeśli chodzi o związki partnerskie (bo niewątpliwie niektóre relacje klimatyczne takimi również są) to różnice są spore i w sumie to nawet bym powiedziała, że fundamentalne.

Tak prezentuje się podział ról Dom/sub/switch względem płci:

Źródło: klik

Kobiety z natury są bardziej emocjonalne, rzadko szukają układów czysto sesyjnych. Chociaż i od tej reguły wyjątki się znajdą, bo sama kiedyś podchodziłam czysto przedmiotowo do pewnych rzeczy. Jednak spotykam częściej kobiety, które szukają bliskości, emocji… Nawet jeśli w ich przypadku wiązać się to będzie z prowadzeniem podwójnego życia.
Mężczyźni natomiast równie rzadko deklarują chęci do czegoś głębszego niż czyste sesje, chociaż i tutaj odstępstwa od normy występują.

Dlaczego powstała Dominacja komercyjna?

Bez większego zastanowienia można uznać, że najzwyczajniej w świecie prościej jest przyjść na sesję płatną niż zabiegać o względy Dominy niekomercyjnej, z którą trzeba będzie starać się zbudować jakąś relację. A tak – przychodzi, rozbiera się, Ona robi co trzeba i się wychodzi. Jednak takie stwierdzenie to byłoby zbyt duże uproszczenie i spłycenie tematu.
Nie zrozumcie mnie źle. Wątek Dominacji komercyjnej pojawia się tutaj specjalnie. Dlatego, że mężczyźni szukają głównie układów sesyjnych i niezobowiązujących przyjemności, ale i dlatego, że wśród nich jest grupa mężczyzn, która po prostu nie może sobie pozwolić na inne – nazwijmy to – zobowiązania i kontakty.
Czy oni szukają spełnienia własnych potrzeb bez konieczności wdawania się w jakieś więzi emocjonalne? Spełnienie samo w sobie, dające spokój i wytchnienie… Nie chcą uczuć, dlatego wolą zapłacić niż pakować się emocjonalnie w relację Femdom? Jest zapotrzebowanie na płatne usługi damskiej dominacji to też pojawiają się komercyjne Dominy.

Temat jest śliski. Jedni uważają, że dominujące kobiety pobierające opłaty za usługi stricte seksualne (bo przecież BDSM jest seksualnością) to kobiety nierządnice (ładnie to nazywając) nawet jeśli nie dochodzi do kontaktu genitalnego (seksu). Inni natomiast postrzegają je za zbawienie i chętnie przychodzą, korzystając z ich usług, a po zakończonej sesji grzecznie wracają do swoich żon/kochanek/dziewczyn lub po prostu do swojego życia/świata.
Wydawać się może, że dominacja za kasę to lekki kawałek chleba, ale mimo takiej „łatwej” otoczki wcale tak nie jest. Pamiętajmy jednak, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Skorzystałem raz z usług takiej dziewczyny z ogłoszenia w internecie, miałem wyjątkowego pecha bo skorzystałem z usług kobiety, która zdecydowanie nie miała powołania do tego czym się zajmowała.
Moim pragnieniem był seks analny. Gdy już było po wszystkim usłyszałem, że mam 10 minut na zebranie się i wyjście, ponieważ kolejny klient będzie za chwilę. No chyba, że chciałbym, aby i on mnie zerznął.
To co czułem w tamtej chwili było czymś okropnym. Długo brzydziłem się sam siebie.

Pomijam już braku aftercare, bo to w tej wypowiedzi jest oczywistym błędem ze strony „dominującej”, ale ta wypowiedź powyżej, opowiada nie tylko o tym, że mężczyzna skorzystał z usług nieodpowiedniej osoby, ale i sam być może nie był do końca gotów do tego czego tak pragnął.

To nie jest tak, że mężczyźni przychodzą do Domin komercyjnych tylko po to by Ta spuściła im ciśnienie z krzyża.

Moja żona wie czego potrzebuję, nie akceptuje tego. Być może tak bardzo kocha swojego mężczyznę, że serce jej by pękło, gdyby miała sprawić mu ból i zadać cierpienie? Jest typową wanilią. Nie wykazuje żadnych skłonności sadystycznych, żadnego zainteresowania zdecydowaną większością BDSMowych fetyszy. Ale z drugiej strony wykazuje zainteresowanie i akceptację wobec niektórych form ostrzejszego, bardziej „nietuzinkowego” seksu.

W gruncie rzeczy są to ludzie niemogący realizować się w swoich związkach. Nie wchodzą w układy emocjonalne nie dlatego, że Dominie komercyjnej prościej dać kasę, zrobi swoje i ma się z głowy. Nie zapominajmy o tym, że oni kochają swoje żony/partnerki. Mogą się z nimi fantastycznie dogadywać na wszelkich płaszczyznach życia i nie chcą tego zmieniać. Brakuje im tylko tego jednego elementu do pełni spełnienia i ten element odnajdują u Domin komercyjnych. Nie chcieliby i nie mogli nawet pakować się w związek z Dominą niekomercyjną.

Chcę czy nie, to jest jedyny układ jaki mogę mieć z zawodową Dominą. W pełni to akceptuję. Relacja jest jasna i klarowna dla obu stron. Obie strony czerpią radość z sesji, do tego Domina ma jeszcze konkretny materialny zysk ze spotkania z uległym. A że uległy jest jej, jak by na to nie patrzeć, klientem, musi się ona też nieco pod klienta dopasować, dostosować swoje emploi do jego oczekiwań, itd. Czyli tak samo jest „on dla Niej”, jak i „Ona dla niego”.
Nie sposób oczekiwać, żeby Domina wchodziła w relacje towarzyskie, inne niż typowo sesyjne, ze swoimi wszystkimi uległymi. Z drugiej strony ulegli będący w stałych związkach wcale nie garną się by wchodzić w głębsze, zobowiązujące relacje z kolejną kobietą/kobietami. Powiedzmy, że sesja BDSM to jak spotkanie dwojga pasjonatów/hobbystów z danej dziedziny, obydwoje mają poza tym swoje prywatne życie.

Zastanawialiście się kiedyś jak dominacja komercyjna może wyglądać od drugiej strony? Ja się zastanawiałam i doszłam do wniosku, że to bardzo odpowiedzialne zajęcie. W zasadzie nie znasz delikwenta, masz tylko to co sam ci przedstawi, a z opisywaniem pragnień bywa różnie… Mimo to musisz znać co wspomniany delikwent lubi, jakie ma granice czy jakie są jego limity śladowe, a dopiero po uzyskaniu takich informacjach można zabrać się za układanie kolejności czy wymyślania co się w danej sesji w ogóle znajdzie.
Do tego wypadałoby myśleć o sterylnych warunkach, odpowiednim arsenale narzędzi i o tym co po sesji zrobić z tym kolegą, którego przed chwilą zakończyło się okładać batem. Zakańczając wątek dominacji komercyjnej widzę, że zagłębiając się bardziej w temat widać więcej przyczyn dlaczego ulegli korzystają z płatnych sesji niż początkowo sądziłam traktując to pobieżnie.

I nie, nie czepiam się tego, że mężczyzna zdradza kobietę. Kobiety też zdradzają. To ich świadomy wybór i nic nam do tego.

Jednak jaki jest sens oszukiwania samego siebie, gdy szukając ukrywa się pewne rzeczy. Ze strachu? Przecież ukrywanie tego, że jedna ze stron w relacji ma „waniliowe” życie i partnera może więcej narobić złego niż dobrego. Przecież wystarczy, że jedno zadzwoni do drugiego w nieodpowiednim momencie i weź się teraz tłumacz partnerowi ze swojego „tak jest Pani/Panie”. Wychodzę z założenia, że lepiej jest grać w otwarte karty i jeśli szukamy „wrażeń” poza domową alkową, to klimatyczny partner powinien wiedzieć, że w ogóle taka istnieje.

Zrozumiałe jest to, że w pewnym wieku człowiek ma ułożone życie, a opowiadanie lub proszenie o jakąś „namiastkę” przyjemności klimatycznej jest wstydem… Pruderia, pruderia i jeszcze raz pruderia. Ale ciało i dusza swoje potrzeby mają.
A sama relacja na czym powinna polegać?

Relacje powinny opierać się na zaufaniu, a o zaufanie trudno bez szczerości.
Dlatego cenniejszy jest dla mnie dobry przyjaciel, czy zaufany znajomy, niż doraźna zdobycz na raz czy kilka razy.
Moje relacje są długofalowe, oparte na zrozumieniu, zagłębieniu się w emocjach i uczuciach. Sięgają daleko poza strefę BDSM. Moje uległe są również moimi przyjaciółkami, i nie przestają nimi być nawet gdy nie tworzymy już związku.
To jednak sprawia, że relacje, w które się angażuję są głębokie i dotykają uczuć, bywa, że do granic zakochania.

Podwójne życie.

Co nas pcha do tego, aby szukać szczęścia i klimatycznego spełnienia poza stałymi związkami?

Nie prowadzę podwójnego życia. Mój mąż wie o uległym i vice versa. Tworzymy otwarty związek, w którym obie strony dają sobie przyzwolenie na nawiązywanie relacji poza swoją parą. Osoby w waniliowych związkach, które szukają spełnienia w BDSM są w trudnej sytuacji, między obawą o trwałość związku, a swoimi niezaspokojonymi potrzebami. Jednak zdrada i podwójne życie często są w dłuższym okresie bardzo obciążające. W sposób niezamierzony utrwala się dystans między małżonkami, wzrasta mur, coraz trudniej o porozumienie. Do tego osoba, która spróbowała praktyk BDSM, często chce ich z czasem coraz więcej. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której uległy żonaty mężczyzna jest coraz bardziej nieszczęśliwy w swoim małżeństwie, a jednocześnie uwikłany w relację z dominą.
Uważam, że zanim podejmie się decyzję o podwójnym życiu, trzeba podjąć próbę rozwinięcia satysfakcjonującej nas relacji seksualnej we własnym związku.

Ale tak między prawdą, a kłamstwem to każdy z nas i tak prowadzi podwójne życie. Każdy z nas ukrywa tę stronę przed resztą świata, ale i wyjątkowo trudno jest ukrywać klimat przed mężem czy żoną.

Dominacja/uległość to dla mnie okna, czy bramy, w magiczny świat. Otwieram je świadomie, czy przynajmniej staram się tak to robić.
Jestem waniliowo, i szczęśliwie, żonaty. Moja żona to wspaniała osoba, to że zupełnie nie czuje klimatu nie zmienia tego, że łączy nas wiele rzeczy.
Rodzina, zainteresowania, czułość, bliskość… Niestety nie klimat. Kiedyś, dawno temu kiedy odkrywałem dopiero BDSM i okazało się, że to zupełnie nie jej świat, coś miedzy nami zaczęło się psuć, zaczęliśmy odsuwać się od siebie.
Paradoksalnie to moja pierwsza zdrada okazała się wentylem bezpieczeństwa, który rozładował konflikt. Moja żona nie wie o moich relacjach klimatycznych, nawet nie za bardzo o mojej aktywności w tym kierunku. Jest wrażliwą osobą, wiem, że ta wiedza bardzo by ją zraniła. Kompromis między małżeństwem a klimatem przebiega u mnie po linii „nie oddaję innym tego, czego ona nie potrzebuje”. A ilość hobby, zainteresowań i aktywności pozwala spokojnie wpleść klimat w mój czas bez stawiania wszystkiego na ostrzu noża i tłumaczenia się z czasu. Jednak staram się tego nie nadużywać i wyważyć swoje i jej potrzeby. Nie zawsze jest to łatwe…

Brak zrozumienia u partnera życiowego, wstyd. Są ludzie którzy prowadzą podwójne życie, takie zwykłe i takie ociekające endorfinami. Są też tacy, którzy mogą spełniać się w klimacie za zgodą i wiedzą partnera, który z BDSM nie ma nic wspólnego.

Mam wyjątkowe szczęście. Mój partner życiowy jest spoza klimatu, o moich potrzebach wie, długo musiałam tłumaczyć to wszystko, pokazywać i wiele rozmawiać o klimacie samym w sobie. Zaakceptował to i za jego zgodą oraz wiedzą mogę spełniać się z inną osobą.

Nie każdy trafia na równie tolerancyjnego partnera. Bywa nawet, że pozorna akceptacja potrzeb i uczestnictwo w zabawach spod znaku triskelionu tej osoby spoza klimatu, może prowadzić do rozpadu związku i sporych komplikacji w życiu, ale o tym później.

Prowadzę podwójne życie i jest to dość skomplikowane.
Lubię swoje życie, to normalne, ale nie umiem też żyć bez klimatu. Jest mi on potrzebny nie na co dzień, lecz od czasu do czasu i tyle mi w zupełności wystarcza.

Poznałam kiedyś mężczyznę, który od ponad dziesięciu lat był „wyposzczony” klimatycznie. Kochał żonę, kochał dzieci i nie był wstanie ich oszukiwać. Starał się na wszelkie sposoby tłumić swoje pragnienia. Cierpiał, bardzo cierpiał. Z jednej strony podziwiam gościa za siłę, bo wytrzymać tyle czasu na głodzie (ci co długo byli poza klimatem wiedzą co mam na myśli) to wielkie osiągnięcie. Z drugiej, jestem praktycznie pewna, że długo tak nie pociągnie. W ich małżeństwie nie działo się najlepiej, ona pruderyjna, grzeczna i klasyczna, on z ciągotami do dominacji i sadyzmu. Próbował z nią rozmawiać, nie przynosiło to efektów, ona nie byłaby wstanie zaakceptować tego, że ma inną kobietę.
Dziwiło mnie to, dlaczego nie zrobił tego co na jego miejscu zrobiła by większość dominujących facetów, dlaczego jej nie zdradzał? Nie mam pojęcia, ale podziwiam go za to i szanuję.

Ukrywanie podwójnego życia to wyzwanie.

Pogodzenie dwóch równoległych światów nie jest proste. Kombinujemy czas i miejsca na spotkania, a te podnosimy do rangi naszych wielkich świąt, zawsze wszystko planujemy… Co będziemy jeść i gdzie, co będziemy robić, w jaką „grę” tym razem zagramy. Lubię to, po takim spotkaniu (6 godz.) mam baterie naładowane na jakiś czas i bujam w obłokach jeszcze tydzień czasu.
Boję się, że mój mąż się dowie, że ktoś znajomy (normalny) się dowie, że On zrobi się zbyt zaborczy. A to wszystko może zaowocować rozpieprzeniem sobie poukładanego życia, a ja lubię mieć wszystko poukładane. Mojego faceta kocham, Jego też, ale taka inną, pojebaną miłością.

A co jeśli ktoś lubi dostać w skórę, a prowadzi podwójne życie? Albo narzucone są wtedy granice śladów, albo się kombinuje.

Sporo wcześniej od mojego wstaję rano, by zdążyć wziąć prysznic i się ubrać zanim on wstanie z łóżka. Po domu chodzę w dresie i wyciągniętej bluzie, narzekając na migrenę albo brzuch co by go na seks nie kusić. Wieczorem biorę prysznic kiedy on jest jeszcze w pracy. Po spotkaniu tydzień czasu omijam mojego szerokim łukiem jeśli chodzi o seks. Smaruję miejsca 2 razy dziennie maścią co by szybciej zeszły ślady.
Dotąd nie podpadłam, aczkolwiek raz zapytał się „co tu robią te gumowe rękawiczki”… Bo kiedy rozpakowując torbę położyłam je na komodzie i zapomniałam ukryć. Powiedziałam mu wtedy, że mi potrzebne, do wibratora. Najlepszym kłamstwem jest prawda. Moją torbę z zabawkami trzymam głęboko w szafie, przykrytą nieładem, głęboko schowaną.
Mam marzenie, aby mój wiedział o tym wszystkim bez czego nie umiem żyć i oczywiście aby nadal była taka sielanka.

Są tez przypadki, że układ powiedzmy waniliowy nałożył się na układ klimatyczny.

U nas jedna relacja nałożyła się na drugą.
Poznali się dość szybko. Obaj są heteroseksualni, więc podchodzą do siebie z widocznym fizycznym dystansem. Mężczyźni naprawdę się nie przytulają, ale jednocześnie, kiedy piszcząc, uciekam przed jednym, nie ma sensu, żebym szła do drugiego, tylko mnie zatrzyma w miejscu, unieruchomi i drugiemu nadstawi.
Ale ten seks w trójkę nie przyszedł od razu. Po kilku miesiącach i bardzo ostrożnie, żebyśmy się byli w stanie wszyscy nauczyć, jak to ma działać. Teraz często jest tak, że uprawiam go tylko z jednym z nich, drugi robi coś innego. Z klimatem podobnie. Nie zawsze wiążą obaj, ale owszem, często.
Co być może odróżnia nasz układ, to fakt jego zamknięcia. Ja się nie dzielę i oni też nie zamierzają. Owszem, odpowiednia osoba może mnie na moment „dostać” do wiązania czy lekkiego bicia, ale są rzeczy zarezerwowane wyłącznie dla stada.

Problemy pojawiają się w chwili, gdy jeden z partnerów zaczyna czuć, że jego pozycja jest zagrożona. W takich przypadkach nierzadko dochodzi do rozpadu małżeństw czy związków, mimo że przyzwolenie co do praktyk było świadome.

Jak głęboko może pójść znajomość między stroną dominującą, a uległą?

Emocje związane z praktykami są dużo silniejsze, potrzeba większej kontroli, większego oddania czy pogłębienie wiary w słuszność idei całego przedsięwzięcia zwiększa się z czasem. Nie od dzisiaj wiemy przecież, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ta droga to linia pochyła, prowadząca do coraz to mocniejszych wrażeń.

Moja żona była przy każdym spotkaniu. Po pewnym czasie zaczęła być zazdrosna, bo widziała jak ja reaguję na Nią. Dużo nie brakowało, a dziś byłbym rozwodnikiem.
Kocham żonę, ale kocham też to co związane z BDSM.
Obecnie nie szukam, ale gdybym miał szukać, to rozglądałbym się za Dominującą kochanką, która ma podobną sytuację jak ja.

Wielu „normalnych” ludzi nie jest w stanie zrozumieć co dają nam – „zboczeńcom” tak zwane klimatyczne zabawy.
Często przez to, że ktoś ma inklinacje klimatyczne jest samotny, nieszczęśliwy i nie ma rodziny, lub jego waniliowe związki są zagrożone rozpadem. Musi uciekać do podstępów, zaspokajać potrzeby czy to cielesne, czy to duchowe poza domem. Ukrywać, kombinować, kłamać… Lub pogodzić się z faktem różnic w poglądach, przyjąć smutną rzeczywistość, że cholernie ciężko jest trafić na kogoś kto faktycznie dobrze pasuje i pragnie tego samego co my.

Nawet w przypadku, gdy spotykają się dwie osoby klimatyczne, obie stanu wolnego, obie z pokrywającymi się upodobaniami i dopasowane. Nawet wtedy trudno jest utrzymać relację, która trwa długo. To wymaga ogromnego wysiłku oraz zaangażowania obu stron.

Ludzie stali się leniwi , egocentryczni, dlatego tak mało jest długotrwałych relacji.
Patrzą tylko na zaspokojenie swoich perwersji – tu i teraz. Patrzą na to aby zabłysnąć, nastroszyć piórka.
Traktują klimat jako zabawę, odreagowanie, czasem tylko ciekawostkę, płytką przygodę jedną z wielu.
Utrzymanie relacji to ciężka praca dla obydwu stron, nie każdego na nią stać.

Mało kto chce wchodzić w głęboką relację, mało kto ma na to siłę, odwagę i chęci.

Jeśli nie trafi swój na swego to dupa z tego. – Autor nieznany.

Klimat tworzą ludzie.

Jest wiele zachowań, które nas w jakiś sposób denerwują, ale jest równie wiele rzeczy, które wywołują uśmiech na naszej twarzy. Zachowania, relacje czy nasze imprezy to zagadnienia warte aby potraktować je jako odrębny temat.

Jednak na miłość boską, nie zapominajmy, że w pierwszej kolejności jesteśmy ludźmi. A klimat? Klimat to ewentualnie może się pojawić jeśli obie strony sobie tego życzą. Zabawa jest bowiem wtedy, kiedy obie strony wyrażą na to zgodę.

Obowiązkiem naszym, jako ludzi, jest szacunek dla drugiego człowieka. Niezależnie od tego, czy osobnik A posiada w profilu Dom/Domme/Master/Mistress (itp.) a osobnik B sub/slave. Nie można dehumanizować kogoś ze względu na preferencje. Jest na to miejsce i to miejsce to sesja – tam wcielamy się w pewne role, ale po niej jesteśmy takimi samymi osobami, o takich samych prawach m.in. do godności.

Trzeba mieć na uwadze, że klimat tworzą ludzie. Jednak są pewne zasady, których należy przestrzegać, aby ci ludzie dobrze się ze sobą czuli. Nie tylko zasady ‚klimatyczne’, ale także podstawowy savoir vivre. Znając to wszystko i respektując, jest szansa na to, że będziemy się czuli lepiej ze sobą i w swoim własnym gronie.

Musimy tylko pamiętać, że po drugiej stronie stoi człowiek i mimo, że różni się on od nas, bo np. ma inne preferencje czy stoi po innej stronie bata, to każdy z nas szuka i pragnie tego samego – spełnienia.

 

Z wyrazami szacunki i z przymrużeniem oka.
Mgr uszata
(specjalizacja: wsadzanie kija w mrowisko)