– Och – wysapał króliczek, ciągając jakiś kawałek materiału. – Gdybym ja wiedział – powtarzał pod nosem.
– To co, to co? – zainteresowała się sroka.
– Nie twój interes. A i ogon masz brzydki.
– Ja brzydki? No wiesz… – sroka zadarła dziób do góry, ale mimochodem zerkała jednym okiem na szarpaninę króliczka.
– Podły, okropny – dyszał króliczek, opierając się jedną łapką na kawałku pudełka, które właśnie ujrzało światło dzienne.
– A co tam masz? – zapytała sroka, nie dając za wygraną.
– Coś cennego.
– Ale to duże jest.
– No… Dlatego muszę pogadać z gajowym, może by mi podnajął kawałek leśniczówki. Tam bym to trzymał.
– No ale co to jest, no co to jest – sroka podskakiwała na gałęzi podekscytowana.
– Zobaczysz jutro.
– Ale jutro to będzie futro.
Króliczek oblizał nosek różowiutkim języczkiem.
– A jakże, futro będzie fruwało, oj będzie fruwało – szarpnął mocniej, a oczom sroki ukazał się karton z obrazkiem piły łańcuchowej.
– To jak króliczku? Idziemy na polowanie? – zapytał Myśliwy, wyłaniając się zza krzaka.
– Muhahahahha – zaśmiał się króliczek, zarzucił różową pilarkę na małe puchate plecki. Zamerdał ogonkiem i poszedł z Myśliwym w ciemny las, pogwizdując melodię ze Szczęk.

****

– Och – sapną króliczek – pognieciesz mi futerko – fuknął.
– I bardzo dobrze, bardzo dobrze. Stój, nie ruszaj się – zażądał Myśliwy.
– A moja piła? – zaniepokoił się.
– Teraz nie będzie ci potrzebna – uśmiechnął się tak wrednie, że króliczek aż zadrżał.
– A po co ci to? – zapytał, zerkając strachliwie na zawieszony, żelazny łańcuch.
– Zobaczysz – odpowiedział, dalej robiąc supełki.
– Oj, ale dlaczego ten supełek tak mi się tutaj wbija? Futerko mi zniszczysz – zirytował się.
– Futro? Futro będzie latało.
– No ale to nie moje futro miało latać! – krzyknął, wijąc się w sznurkach.
– Nie bój, nie bój, nie bój.
– Za każdym razem jak tak mówisz to ja bardziej się boję.
– Ciii… – uciszał króliczka, szarpiącego się w więzach. Próbował podprowadzić pod zwisające oczka srebrnego ustrojstwa.
Króliczek zaparł się łapkami, ale pchany przez Myśliwego ślizgał się po drewnianej podłodze leśniczówki. Wyglądał żałośnie próbując stawiać Mu opór.
– Teraz mi nie uciekniesz – zaśmiał się.
– Ale po co to… Dlaczego? – nie ustępował króliczek zasypując Myśliwego pytaniami.
– Zobaczysz… – Zamyślił się. – Albo jednak nie – powiedział, zawiązując przepaskę na króliczych oczkach.
Króliczek cicho zakwilił. Już wiedział, próbował się pogodzić z losem, który go czekał.
Myśliwy przywiązał króliczka tak, że nie był w stanie się ruszyć…
Las rozbrzmiewał urywanymi jękami, krzykami i płytkimi oddechami, a futro latało.
– Bu ha ha ha – rozbrzmiewało gromkim śmiechem Myśliwego i echem odbijało się pośród konarów drzew w bardzo ciemnym lesie.

****

– Co się tak cieszysz króliczku? – zapytała sroka, nerwowo podrygując ogonem.
– A tak jakoś.
– A czemu tak ostrożnie siadasz? – przechyliła główkę, przyglądając się uważnie pofalowanym włoskom pod ogonkiem króliczka.
– Na moje nowe loczki muszę uważać, bo się pogniotą, a wtedy trza będzie zrobić nowe.