Pisanie daje wolność. Pisanie daje możliwość wyprania, wyrzucenia i uporządkowania swoich emocji. Pisząc można wyrazić wszystko, wszystkie swoje myśli, poglądy, po prostu całego siebie, ale przecież słowa pisane równie wiele mówią o nas samych. Każdy tekst pokazuje to jacy jesteśmy, to jak odczuwamy, to jak traktujemy innych… To autoportret.

Od czasu gdy w ogóle zaczęłam pisać najłatwiej i „najprzyjemniej” pisało mi się o rzeczach trudnych, bolesnych, o emocjach związanych z rozstaniem, o tęsknocie za kimś lub za czymś. Najczęściej pisałam gdy byłam zła, albo przygnębiona i właśnie tak powstało kilka serii opowiadań. Oczywiście wśród nich są teksty, które pisałam pod wpływem ulewającej się tu i ówdzie tęczy lub wysokiego stężenia endorfin w mojej krwi.

Jednak ten tekst będzie inny. Dojrzałam do tego by dać samej sobie wolność, spokój i kilka odpowiedzi na pytania.

****

Nieproszona, przypadkowa znajomość po pewnym czasie przerodziła się w coś pięknego. Sielanka, jednorożce, elfy i wróżki, ogólnie rzecz ujmując raj gdzie Dominy dominują w dresach i potrafią się uśmiechać.
Tak było kiedyś, a dokładniej dwa miesiące temu. Dziś, po miesiącu chciałabym raz na zawsze zamknąć tamten rozdział i nigdy więcej do niego nie wracać, nie pamiętać, przestać wspominać i zacząć wierzyć ludziom, że nie pojawiają się w moim życiu tylko po to by zrobić mi krzywdę.

Z natury jestem nieufna, z natury bywam pesymistycznie nastawiona do wielu rzeczy oraz głównie do ludzi. Zakładam najgorsze scenariusze, unikam poznawania nowych ludzi z obawy przed jakąkolwiek krzywdą wycelowaną w moją stronę.
A wszystko to opiera się na tym irracjonalnym strachu przed stratą.

Nigdy bym nie przypuszczała, że Jej „stratę” tak boleśnie odczuję, a jednak… Życie bywa przewrotne.

Potrzebuję ciszy, niezakłóconej nawet szmerem twojego oddechu. Potrzebuję wiary w nieskończoność tego co jeszcze trwa, potrzebuję mieć nadzieję… Już wiem na czym polega różnica, za głęboko to siedzi, a takie dni jak wczoraj wyrywają to ze mnie kawałek po kawałku, razem z korzeniami…

W chwili gdy pisałam powyższe słowa, potrzebowałam przestrzeni. Miałam wrażenie, że pewne rzeczy zaszły za daleko, a sam układ zrobił się zbyt głęboki. Nie radziłam sobie z poczuciem bezsilności.
– Ja będę Jej, ale Ona nigdy nie będzie moja – ja to wiedziałam, rozumiałam to, nie miałam z tym problemu.
Do czasu.
Pewne sytuacje powodowały u mnie uczucie zazdrości, chociaż nie do końca można to tak nazwać, ponieważ ja nie chciałam powodować sytuacji, w których takie odczucia mogłaby mieć jedna, druga czy trzecia strona. Bądź co bądź, źle się czułam. Odczucia tłumiłam, starałam się nie pokazywać lęku przed ewentualnym odsunięciem/odrzuceniem, którego się bałam… Pomińmy już źródło tego całego bagna.

Tam gdzie w grę wchodzą emocje, tam bywa grząsko.

Kochać – jak to łatwo powiedzieć. Kochać – tylko to więcej nic, bo miłość jest niepokojem nie zna dnia, który da się powtórzyć.
(…)
Kochać – jak to łatwo powiedzieć . Kochać – to nie pytać o nic, bo miłość jest niewiadomą, lecz chcę wiedzieć czy wiary starczy mi.

Piotr Szczepanik

Kochać można na wiele sposobów. Kocha się nie tylko partnera, ale i przyjaciela, bratnią duszę, matkę, ojca, a nawet w jakiś sposób zwierzaki, które się trzyma pod dachem. Kochając innych ludzi tworzy się krąg, coś jak rodzina.
Jednak takie uczucie miłości nie jest tym samym jakim jest miłość w przypadku partnerstwa. Jest zupełnie inna, inaczej okazywana i inaczej odbierana.
Pewne zawiłości spowodowały u mnie strach, poczułam się zagrożona i zagubiona w sytuacji na pozór bez wyjścia. Dziś widziałabym znacznie więcej rozwiązań problemu, który się pojawił, a który chciałam rozwiązać usuwając się komuś z drogi kosztem własnego szczęścia. Dziś mam głęboko w poważaniu to czy ktoś ma coś do mnie, czy nie. Jak ma, to zapraszam, rozmowa potrafi rozwiać wszelkie wątpliwości.

****

Ale jednak życie to nie bajka. Związki, relacje, układy, a nawet zwykłe przyjaźnie i znajomości nie są tylko pięknymi obrazami. To emocje, zarówno te dobre, dające spełnienie jak i te złe, które wyciskają z nas łzy.
W pewnym momencie zagubiłam się w tym co odczuwałam, karciłam się sama… Chciałam rozwiązać problem własnym kosztem.
Wierzyłam, że to co robię jest dobre i potrzebne, że tak będzie lepiej… Ale nie wzięłam jednego pod uwagę. Nie byłam świadoma tego, jak bardzo się z Tobą związałam.

Wiele słów i wiele liter przemknęło mi wtedy przez palce, wiele myśli płynęło w mojej głowie. Ogromne ilości sprzecznych zdań.
Płakałam. Wyłam dzień i noc. Każdy oddech był chaosem, każda myśl cierpieniem. Pełzałam po dnie rozpaczy, bez sił by się podnieść, wstać i iść dalej.

– Gdzie to piękno? Gdzie wspólny język? Gdzie to zrozumienie? Chuj. Nic nie mogę. Zrozumienie? Może tak, ale to twoje zrozumienie, tak jak tobie się wydawało, tak jak ty to rozumiesz. Rzucasz się, atakujesz, ciągle zarzucasz mi, że sobie wmawiam. Nie wierzysz mi. Powinno się pomagać… Ale twoim zdaniem zapewne ja żądam, może uważasz że musisz, może masz coś zrobić… Może wydaje ci się że jesteś po to aby… Nie. To nie tak. Powinnam zostać wysłuchana i zrozumiana, powinnam nie czuć tego co czuję. W tej chwili nie wiem czy wiesz, ale nie widzę szans na odzyskanie tego co było kiedyś. Nie po tym co dzisiaj dostałam w wiadomości – rozpłakała się kolejny raz.
– Czuję jakby ktoś mi na żywca wyrywał obrożę, która zrosła się ze skórą. To okropne uczucie. Ja ci zaufałam, a ty mnie krzywdzisz – fluknęła, wciągając gila.
– Krzywdzisz mnie, a ja naiwnie wierzyłam, że nigdy tego nie zrobisz. Bo przecież ja jestem taka twarda na wierchu, a taka krucha wewnątrz. Nie masz pojęcia jak to jest być tak blisko, a jednocześnie tak daleko – dopisała.
– Przykro mi, że cię zawiodłam.

Cisza mnie niszczyła, tęsknota rozdrapywała rany, gdzie nie spojrzałam widziałam Ją. Byłam zła, wściekła… Gryzłam wszystkich wkoło i samą siebie.

Pewnego dnia gdy się obudziłam, za oknem była mgła. Tuż za mgłą – pomyślałam i się rozpłakałam. Miałam dość użalania się nad sobą.

W tym momencie zakończyłam fazę szoku. Zaczynałam wypierać wszystko co związane było z Nią. Czułam, chciałam czuć, że nigdy już to nie wróci, a jednocześnie byłam świadoma tego co straciłam i kogo. Mimo to byłam pewna, że jeżeli klimat by powrócił to tylko z Nią. Cholernie sprzeczne. Chcieć i nie chcieć jednocześnie.

A i tak miałam poczucie, że to jest ta właściwa osoba, nie chciałam zmian. Nie chciałam poszukiwań… A najbardziej bolało mnie to, że straciłam Jej przyjaźń i jednocześnie straciłam Ją.

Wmawiałam sobie ciągle to powtarzając, że nie będę wstanie zaufać po raz drugi komuś kto zadał mi taki ból. Zastanawiałam się co by się wydarzyło gdybym nie dała rady się podnieść. Szybko jednak przestałam, bo cisza została przerwana.

Dziś wiem, że co zrobiła, a zrobiła to z rozmysłem abym mogła zajrzeć w głąb siebie, zrozumieć i zobaczyć, poczuć to wszystko. Co gorsze, zrobiła to świadomie mimo bólu, który sama odczuwała z powodu rozłąki… Gdyby nie podjęła takiego kroku to wielu rzeczy bym nie zobaczyła. Nie miałabym okazji by poznać siebie, nie miałabym okazji dostrzec pewnych problemów i siłą rzeczy nie miałabym możliwości zrobienia czegokolwiek z nimi. Z jednej strony jestem wdzięczna za taką możliwość, a z drugiej… Sama nie wiem.

Tego samego dnia dostałam maila, a w nim nadzieję na lepsze jutro.

Będę tuż obok, za mgłą i będę trzymać kciuki. Moje skrzydła będą Cię otulać, nie odwracaj się idź przed siebie. Będziesz gotowa to sama przyjdę po Królika.

Jednak dziś czuję dystans do tego wszystkiego co miało miejsce miesiąc temu, czuję dystans do Niej samej, ale wiem, że to kiedyś minie, bo to już było, bo to przeszłość. Wiem, że ona umie oswoić, a teraz to już może być tylko lepiej.

Czuję potrzebę przeproszenia wszystkich razem i każdego z osobna. Każdego, dla kogo byłam lub mogłam być niemiła, nieuprzejma, wredna czy każdego, kogo mogłam po prostu skrzywdzić. Nie lubię krzywdzić ludzi…
Żałuję. Żałuję tych dni, tych słów, które mogły nigdy nie paść… Nie wiem czy kiedykolwiek mi wybaczysz… Może kiedyś znów będziemy razem lepiły pierogi głośno się przy tym śmiejąc. Może któregoś dnia znów pójdziemy razem na zakupy albo na spacer, na rower cokolwiek…
Może za jakiś czas znów będziesz chciała nazwać mnie swoim króliczkiem.

Czekam, cierpliwie czekam i będę czekać.

Bo dostałam wiarę w nieskończoność tego co trwa i trwać dalej będzie, bo teraz już wiem, że była bardzo blisko mimo bólu, który czuła, pilnowała aby mnie to oczyściło, a nie spaliło.
Jest przy mnie, a ja jestem przy Niej, mimo że być może tego nie widać. A status? To tylko literki.