– Popsute – rzuciła pod nosem, ciskając o podłogę resztkę puzzli, które miała w rączce.
Po chwili, nie wiadomo skąd stanęła za nią matka, wytarła mokre dłonie w fartuszek, pogłaskała nadąsaną córcię po główce.
– Nie są popsute – powiedziała ciepłym, łagodnym głosem. – Spójrz – uklękła obok swojej pociechy, wzięła jeden element do ręki i położyła obok drugiego.
Dziewczynka się uśmiechnęła.
– Pscółka – zasepleniła, radośnie potrząsając kucykami.
– Widzisz? Poszczególne elementy muszą do siebie pasować, aby tworzyć całość.
– To trudne – powiedziała, wpatrując się w rozrzucone części obrazka.
– Troszkę – powiedziała matka wstając.
– Popatrz mamo. Nawet taki mały paproch przeszkadza w dopasowaniu.
– To tak jak w życiu. Takie małe paprochy jak kłamstwa czy nieszczerość będą przeszkodą na drodze do stworzenia jednej całości.

****

– Życie jest taką układanką. Masz mnóstwo porozrzucanych elementów, a twoim zadaniem jest je wszystkie ułożyć w odpowiedni sposób. Taka niby zwykła, a jednak niezwykła układanka – zamyśliła się… – Czasami mam wrażenie, że jesteś takim zagubionym elementem mojej układanki. Wiesz? – powiedziała, mocniej przywierając policzkiem do welurowego dresu. – Czasami mam wrażenie, że idealnie pasujesz do mojej układanki – szepnęła. – Pod wieloma względami.
– Przyciąć się nie dam – odpowiedziała i obie się roześmiały.