Kiedyś życie było prostsze. Nie martwiłam się o to co będzie jutro, o to czy będę czuć to co czuję lub czy dalej będzie to trwać bo… Bo nie miałam pojęcia co lubię, jak lubię i co faktycznie daje mi szczęście.

– Switche są nijakie.
– Jak to? – oburzyłam się.
– Patrz. Wodę masz albo zimną, albo gorącą.
– No jeszcze masz letnią.
– Zgadza się, ale ta woda nie jest ani gorąca, ani zimna.
– Ale nadal jest to woda – pomyślałam sobie. – Ale jak możesz porównywać to do wody?
– Normalnie. Switche nie są zdolni by odczuwać uległość, żeby tak szczerze w pełni ulegać, a co dopiero mówić o dominowaniu – pisał znajomy.
Miałam głęboko w poważaniu jego opinię, nie zgadzałam się z nią, bo przecież to co czułam po obu stronach było prawdziwe i nikt mi nie wmówi, że było inaczej.

Czas mijał, a ja dzień po dniu zaczynałam co raz bardziej zastanawiać się nad trafnością tezy mojego kolegi.
– Taką wodą być – powtarzałam sobie w myślach nucąc melodię.
Wiedziałam, że kiedyś znajdę. Wiedziałam, że kiedyś trafię na odpowiednią osobę i obalę mit nijakiego switcha.

****

Zupełnie nieproszona pojawiła się w moim życiu i rozgościła się w nim, czekając aż w chłodny wieczór przyniosę Jej ciepłą herbatę i herbatniki w czekoladzie. Sama odnalazła drogę do mnie i jednocześnie dla mnie, sama się tą drogą stała. Zupełnie niepostrzeżenie sama zaczęłam pragnąć być Jej, po prostu należeć do Niej. Zaczęłam czuć, że Ona też tego chce.
Przywiązała mnie do siebie, w jakiś dziwny, niematerialny sposób naznaczyła duszę i od tej chwili byłam Jej.

– Zaczynam mieć kryzys tożsamości klimatycznej. Znaczy kryzys jak kryzys, raczej zmiana postrzegania choć wiem, że jest inaczej. Po prostu w tej chwili odczuwam siebie jako uległą – przypomniał mi się temat o rynkowym kursie switcha i roześmiałam się w myślach. Kiedyś mi się wydawało, że ludzie o takich predyspozycjach są wyjątkowi, bo strona dominująca musi być dużo „silniejsza” od nich. Kiedyś sądziłam, że znalezienie odpowiedniego dominującego będzie cholernie trudne, bo większość z nich odbierałam jako słabszych lub równych sobie. Myślałam, że switch to wyzwanie. – A tu takie figle mi życie płata i babę na moją drogę zsyła – uśmiechałam się w duchu, będąc losowi wdzięczna za to.
– Ciesz się tym. Zaakceptuj – pisała.
– Ale mnie to nie martwi, absolutnie nie – co jak co, ale problemu z akceptacją tego co odczuwałam nie miałam, a wręcz przeciwnie, cieszyłam się tym. – Czuję po prostu, że zeszłam niżej niż do tej pory… – przypomniało mi się jak jechałam „w środku przysłowiowej nocy” z paczką herbatników w czekoladzie, bo Lady pół dnia o nich wspominała i „przypadkiem” znalazłam je w sklepie. Pochwaliłam się i to był mój błąd, bo chciała je już teraz w tej chwili. – A to Twoja zasługa – pisałam dalej. – Bo wydobywając to ze mnie pokazałaś, że potrafię. Kształtujesz coś czego nigdy nie poznałam w takim stopniu.

****

Wiedziałam, że kiedyś znajdę. Wiedziałam, że kiedyś trafię na odpowiednią osobę, ale w życiu nie sądziłam, że będzie to Kobieta.
Dziś zastanawiam się co będzie jutro. Zastanawiam się czy będę czuć to co czuję, zastanawiam się czy dalej będzie to trwać, bo… Bo nie chcę tego stracić, a tak na prawdę to nie chcę stracić Jej.
Kiedyś życie było prostsze, ale nie było tak pełne barw szczęścia.