Strach i jego zrozumienie.

Czasami boimy się strachu samego w sobie, boimy się skrywanego demona, przerażają nas koszmary i dostajemy ciarek na wspomnienie jakiegoś wydarzenia.
Bywają chwile, że ten strach przed strachem jest tak kuriozalny, że aż śmieszny z punktu widzenia osób trzecich lub nawet (o zgrozo) przez nas samych gdy analizujemy go z perspektywy czasu… Ale nadal jest to jednak strach, który nie pozwala w danej chwili iść dalej, a czasami sprawia, że mamy ochotę się cofnąć o krok lub dwa.
Dopiero w momencie gdy stajemy oko w oko ze źródłem naszego podświadomego lęku orientujemy się co, tak naprawdę go powoduje i czym on jest. Wtedy stawiamy mu czoła lub nie… A co jeśli strach, który odczuwamy jest strachem przed pragnieniem czegoś? Sprawa się komplikuje.

– Nie bój – słyszałam te słowa dziesiątki razy jak nie setki, a im częściej Ona je wypowiadała, tym bardziej trzęsłam się ze strachu. Wyczuwałam podstęp, nie wierzyłam lub nie chciałam wierzyć, że są szczere. Miałam świadomość, że przekraczając próg tego mieszkania byłam jeszcze bardziej Jej… Jeszcze bardziej od Niej zależna, jeszcze bardziej uległa. Wiedziałam na czym to polega. Wiedziałam, że do wielu rzeczy będzie wstanie mnie przekonać… Zwłaszcza dzisiaj, zwłaszcza teraz.
– Ale czego ja mam się bać? – pytałam zaczepnie niby to prowokując, niby to próbując odwrócić Jej uwagę od widoku moich drżących rąk, które schowałam do kieszeni spodni. – Boję się – pomyślałam – ale cholera jedna wie czego… – urwałam myśl, bo już widziałam, że się zbliża.
– Nie bój – powtórzyła słodkim, spokojnym i ciepłym głosem wpatrując się w moje wystraszone, złote oczy. Momentalnie przypomniałam sobie słowa, które padły dzień wcześniej.
– Nie będę cię biła – mówiła wtedy. – Szkoda – pomyślałam i z żalem westchnęłam. Strach wrócił, czułam się jakbym była pokryta grubą warstwą lęku, zaczęłam drżeć pod samym Jej spojrzeniem.
Przeczesała palcami moje włosy, zgarnęła ich część trochę jakby od niechcenia i zacisnęła na nich palce, pociągnęła odchylając moją głowę. Patrzyła jak z oczu znika strach, a na jego miejscu pojawia się to specyficzne zamglone spojrzenie.
Wiedziałam, czułam… Byłam Jej mimo swojego strachu.

Zaufanie i oddanie.

Piękno przychodzi z czasem, na to piękno pracujemy wspólnie. Sprzeczki, kompromisy czy tłumaczenie kwestii spornych  to normalna sprawa, ale na wszystko to potrzeba czasu. Bez chęci do rozmowy, bez zaufania i zrozumienia tego piękna nie ma i nie będzie. Gdy chociaż raz poczujemy piękno będące kolejnym krokiem zaraz po zrozumieniu już więcej nie będziemy chcieć inaczej.
Takiego szczerego oddania nie ma bez zaufania, takiego głębokiego oddania kiedy chcemy i pragniemy i robimy bardzo wiele by sprawić komuś radość… Nie. Nie mam na myśli „jestem gotowy na/zrobię wszystko”, ponieważ uważam, że należy zachować zdrowy rozsądek.
Piękno zaufania jest cholernie kruche i bardzo delikatne. Gdy raz się zawiedzie czyjeś zaufanie już nigdy nie wróci ono do takiego samego stanu, już nigdy nie będzie tak silne i tak głębokie jak kiedyś.
Ale… Nie powinno się ufać bezgranicznie.
Są chwilę, że czujemy, że pragniemy aby ta konkretna osoba nas prowadziła, bo UFAMY, że nie zrobi nam krzywdy. Skrzywdzić jest łatwo… Nie, nie mam na myśli siniaków, bo te po jakimś czasie w końcu znikają i nie ma po nich śladu. O wiele gorsze w „leczeniu” są rany na duszy.

– Poleję cię woskiem – patrzyłam na Nią jak przysłowiowe ciele na malowane wrota.
– Nie… – wymamrotałam pod nosem.
– Zaufaj mi, nie poparzę cię.
Już miałam chaos w głowie. Wprawdzie wiedziałam, że krzywdy mi nie zrobi, bo niby po co? Ale jednak wosk był zawsze czymś co źle się kojarzyło, czymś co znałam i zdecydowanie nie lubiłam.
– Proszę nie rób mi tego – zakwiliłam żałośnie.
– I tak zrobię to co będę uważała za słuszne – powiedziała i temat się skończył.
Nieświadoma potęgi wredności tej Kobiety, prześcigałyśmy się z pomysłami odnośnie zastosowania drewnianej belki zawieszonej pod sufitem. Śmiechy i chichy rozbrzmiewały z pokoju. No kto by pomyślał, że dominujący ludzie potrafią się śmiać, żartować… Brzuch mnie rozbolał od nadmiaru wesołości.
– Będziemy się wiązać – padło w jednej chwili. Przypomniałam sobie jak miesiąc temu wyartykułowałam magiczną prośbę o możliwość poczucia liny na skórze. Ucieszyłam się.
– Ściągaj to – przewróciłam oczami jak tylko nie patrzyła. No ale siłą rzeczy rozebrać się trzeba było, bo skoro sposobność była, szkoda było ją marnować. Naga od pasa w górę stałam jak sup soli, w ciężkim stresie mieszającym się z podnieceniem. Przecież oto już zaraz… Ach! Wstydliwa się jakaś zrobiłam, przedramionami próbowałam się okryć. Po co? Nie mam pojęcia.
– Pudełko Ci zrobię – szeroko się uśmiechnęłam.
– Nie ma ogona, to na co mi pudełko – zażartowałam. Szybko przemyślałam swoją wypowiedź i doszłam do wniosku, że to niebezpiecznie tak żartować.
Chwilę później już czułam jak juta ocierała się o moją skórę. Dwie chwile później już klęczałam pod hakiem. Trzy chwile później już liny trzymały moje ciało lekko się wpijając. Cztery chwile później Ona wyszła. Zaczęłam się trząść.
– Błagam nie – szepnęłam. Wiedziałam, czułam to podświadomie…
– Nie patrz, nie odwracaj się – wzrok utkwiłam w podłodze, kilka sekund później zacisnęłam zęby i powieki godząc się w myślach na to co zaraz poczuję. – Nie zrobi mi krzywdy, nie zrobi mi krzywdy – powtarzałam sobie w myślach. Ciepłe coś polało się po skórze.
Byłam zaskoczona tym jak bardzo było to odmienne od tego uczucia, które pamiętałam. Cholera, to było nawet przyjemne.

Dopełnienie oraz Spełnienie.

Zrozumienie strachu i reakcji, rozmowa, zaufanie i szczerość to klucz nie tylko do akceptacji samego siebie, samorealizacji, ale do Dopełnienia i do Spełnienia obu stron. Wychodzę z założenia, że strony powinny się przeciwważyć, razem rozwijać, uczyć się siebie i od siebie… Dopełniać. Wtedy będą odczuwać satysfakcję i spełnienie obustronnie.

– Już kocham to uczucie – szepnęłam gdy mnie rozwiązywała.
– Wiem, widziałam i słyszałam.
– Jak to słyszałaś? – spojrzałam na Nią, uśmiechnęła się zadowolona.
– I jakie ładne zdjęcia są – zmieniła temat. Wiedziałam co miała na myśli.
Nikt wcześniej nie zaszedł tak daleko, nikomu wcześniej nie pokazałam tej strony tak głęboko… Nikt przed Nią nie zdobył mojego zaufania. Nikt nie wiedział o moim tryptyku.
Jestem Jej i jestem z tego dumna.