Szła. Parkowa alejka pokryta była grubym dywanem wilgotnych liści, zatapiała w nich stopy i rozrzucała na boki kolorowe oznaki jesieni.
Szła, pogrążona we własnych myślach, a na jej twarzy nie było widać cienia emocji.
Poprawiła słuchawkę, która wysunęła się z ucha, spojrzała na telefon.
– Jeszcze trochę – usłyszała własną myśl. Spojrzała na huśtawkę, podeszła do niej i usiadła, odepchnęła się stopami od żwiru. Włosy rozwiał wiatr wywołany ruchem bujawki. Spojrzała w niebo i już bujała w obłokach.

– Czasem chciałabym – pojawiło się w głowie. – Chciałabym abyś czuła to o czym myślę. To by tak wiele rzeczy nam ułatwiło.
Jedynie po oczach można było zauważyć jak żałowała tej myśli, źrenice zmieniły swój kształt. Odchyliła głowę jeszcze bardziej pokazując światu jasną skórę szyi na której bezustannie czuła coś, czego tam nie było.
– Dlaczego to takie trudne – poderwała się gwałtownie, zatapiając spojrzenie w żwirze pod stopami.
– Chciałabym… – westchnęła. Wszystkie wcześniejsze pragnienia nie kłóciły się aż tak z jej wnętrzem jak to.
– Zmiany – powiedziała cicho. – Jesień… – mruknęła wpatrując się w odległą fontannę, wstała i ruszyła w jej kierunku brodząc w przypływie kolorowych liści.

Od kilku dni miała dziwne wrażenie, od kilku dni była w zasadzie pewna. Zbierała w sobie siłę by się przyznać, a z drugiej strony była pewna, że wie.
– Ślepa nie jest – skomentowała pod nosem. – Może to tak zostawić? – zastanawiała się. – E… schlebi Jej to. Lubi słyszeć to co trudne do powiedzenia.

Szła. Nierówny chodnik utrudniał marsz. Miała wrażenie, że coś stoi na przeszkodzie. Zatrzymała się pod drzewem z dziwnie przyjaznym kształtem liści.
– Miłorząb – powiedziała. – To tak rzadko rosnące drzewo w mieście… – wzięła liść i obracając go w palcach szła dalej.

****

– Ona nie jest podobna do mnie – zaprzeczała chociaż celowo pewne szczegóły zrobiła takie, a nie inne.
– Ona jest podobna – upierała się.
– No co Ty, każda jest ruda… – wykręcała się.
– Nie o to chodzi. Chodzi o przekaz…
– Serio?
– Pokazujesz tak swoje wnętrze – gdy to czytała, zacisnęła odruchowo dłoń na myszce. Nie sądziła, że ją tak szybko przejrzy.
– Oesu – napisała po chwili. – Na każdym kroku obdzieram się z intymności, to chciałaś mi zasugerować?
– Poniekąd. Rysujesz odczucia – czytając, przewróciła oczami. – Ja to tak odbieram. Nawet foch był trafiony.
Ociupinkę się przestraszyła. Narysowała kobietę z lubieżnym spojrzeniem, pragnącą czegoś na co patrzy. Samo przyszło, samo się zrobiło…
– Foch to inna bajka… Ja kocham emocje Lady, więc lubię je rysować, a to że przypadkiem naszła mnie ochota na „pragnienie” to już inna kwestia – zamyśliła się. – Ja mam takie spojrzenie kiedy pragnę… pragnę/pożądam/chcę etc niepotrzebne skreślić, bo przecież wychodzi na jedno w sumie – wystukała, wysłała, a jak już wysłała zdała sobie sprawę z tego co za chwilę się stanie.
– Tak się patrzysz kusząco kusicielko. Spójrz mi tak prosto w oczy.
– Oho robi się nieciekawie – pomyślała.
– Widziałaś u mnie takie spojrzenie?
– Tak.
– Kurwa – i już wiedziała, że wie, że nie ukryje tego, że nie przeczeka a nóż widelec samo przejdzie. I już chciała pisać o problemie czytania w myślach, ale postanowiła zmienić temat.