– Chodź – szepnęła, wyciągając w moim kierunku dłoń. – Daj rękę – powiedziała stanowczym tonem. – Pokażę ci świat, którego jeszcze nie znasz.
W Jej głosie było coś, co z jednej strony kusiło i pociągało, a z drugiej kazało się poważnie zastanowić nad konsekwencjami kolejnego kroku, do którego zachęcała.
– Czy ja chcę poznawać ten świat? – plątało się po mojej głowie. – Czy ja jestem gotowa na to aby go poczuć? – zaczynałam wątpić w siebie, w Nią, w to co robiła ze mną i w cały otaczający nas świat. – Przecież tak jest dobrze, nie potrzebuję zmian. Ja nie chcę zmian… – powtarzałam w myślach.

****

Stała, patrząc na mnie swoim świdrującym wzrokiem, czekała aż podejmę decyzję i chwycę Ją za rękę.
– Boję się – szepnęłam.
– Jeszcze nie wiesz czego, a już się boisz? – roześmiała się. – Nie bój się. Obiecuję, że nie zrobię ci krzywdy – po chwili dodała, widząc jeszcze większe przerażenie w moich oczach. – Nie bój się – powtórzyła zupełnie innym głosem, jednocześnie podchodząc do mnie bliżej i opuszkami palców delikatnie muskając skórę przedramienia. Cofnęłam się, czując mrowiący ślad znaczący ścieżkę Jej dłoni.
– Jak to możliwe… – w mojej głowie był chaos. Przecież ta sama dłoń zadawała mi cierpienia, ta sama osoba patrzyła na moje łzy i wsłuchiwała się w krzyki gdy raz za razem przekraczałam przeze mnie tolerowany próg bólu.
– Jak to możliwe, że taka osoba jest zdolna do czegoś tak delikatnego jak to? – zapytałam, zapominając o wszystkich zasadach jakie mi wpoiła.
– A co ty myślisz, że ja z kosmosu jestem? – powiedziała, potrząsając włosami.
Zamilkłam, uciekając wzrokiem gdzieś na bok tylko po to, by nie zauważyła mojego zmieszania swoim durnym pytaniem, a jednak po chwili spojrzałam na Nią… Dłoń nadal czekała wyciągnięta.
– Chodź – powiedziała, a w Jej oczach widziałam pragnienie, któremu się nie odmawia. Zadziałał odruch, mimo że nie wiedziałam co mnie czeka.

****

Sztywniałam pod dotykiem chłodnej dłoni płynącej po mojej skórze. W jednej chwili strąciłam Jej rękę.
– Nie odtrącaj mnie – powiedziała. – Bo długo będziesz czekać, aż ponownie cię dotknę – dodała.
Zimno spłynęło na mnie ponownie, walczyłam z odruchem zrzucenia go z siebie.

Wewnątrz mnie trwała kolejna wojna.
– To kolejna próba – myślałam. – Tylko czego ma mnie nauczyć? – zastanawiałam się.

– Za dużo myślisz – szepnęła mi do ucha, przeczesując palcami włosy. – Za dużo analizujesz.
– Wiem, ale… – urwałam.
– Ale lubisz wiedzieć i rozumieć – dokończyła za mnie.
Uśmiechnęłam się. Znała mnie jak przysłowiową własną kieszeń.
Zamknęłam oczy i cieszyłam się chwilą delikatności i czułości jakiej doświadczałam. Przestało mi przeszkadzać, że to kobieta, przestało mi przeszkadzać, że to ta konkretna Kobieta.

****

Jej chłodne i moje ciepłe ciało złączone w jednej wielkiej pieszczocie. Dłonie splecione i gorące, płytkie oddechy. Usta przywierające do skóry, język wyznaczający trasę wędrówki krasnoludków z gór aż do dolin nad samo jezioro.
Pamiętałam co mówiła, pamiętałam co lubiła.
Widok prężącego się ciała z rozkoszy to widok, którego się nie zapomina.

****

Obudziłam się muśnięta chłodem i zmieszana snem, który przed chwilą zszedł z moich powiek.
– Apetyt rośnie w miarę jedzenia – pomyślałam, patrząc na zegar. Była czwarta nad ranem, przede mną jeszcze sporo czasu na sen.
– Otul mnie chłodnym ramieniem Nocy. Jeszcze raz. Proszę.