Był lekko zdenerwowany. Stał przed brązowymi drzwiami hotelowego pokoju, zastanawiając się czy nie zrezygnować w ostatniej chwili. Wyciągną drżącą rękę w kierunku klamki. Zawahał się.
– Może jednak powinienem zostawić to w sferze fantazji? – przemknęło mu przez myśl.
Cofnął rękę, wyprostował się, potrząsnął głową i zapukał.

– Tak? – rozległ się głos zza drewnianej przeszkody, stojącej pomiędzy nim, a innym światem, którego nie znał. Kolejny raz szarpał się z myślami.
– Ja – odpowiedział w chwili, gdy ciekawość była większa niż strach.
– Wejdź.

Otworzył nieśmiało drzwi, zobaczył plecy kobiety stojącej przed oknem i z nostalgią wpatrującej się w widok za oknem. Nie odezwał się, nie miał odwagi przerwać Jej tego zajęcia.

– Rozbierz się – rzuciła niedbale, jakby do granic wytrzymałości znudzona tym czego jeszcze nie przeżyła. – Sądziłam, że nie przyjdziesz – powiedziała, odwracając się. – Myślałam, że w ostatniej chwili zrezygnujesz, że postąpisz jak większość… – urwała, sięgnęła ręką po paczkę papierosów. – Internetowi fantaści, żerujący na takich Kobietach jak Ja – usiadła na brzegu stolika i przypaliła papierosa. – Wiesz? Ja też mam swoje potrzeby, męczą mnie niekończące się rozmowy wirtualne.
– Wiem – odpowiedział drżącym głosem.
– Boisz się – stwierdziła.
– Tak – szepnął, spuszczając wzrok.
– Czego?
– Ciebie.
– Ponieważ?
– Ponieważ – głos uwiązł mu w gardle, przełkną ślinę. – Ponieważ się nie znamy.
– Tylko?
– Nie.
Podeszła do niego i wplątała czule długi palce w jego gęste, czarne włosy. Mężczyzna jęknął z rozkoszy. Słysząc jego reakcję, zacisnęła palce boleśnie ciągnąc do tyłu, jego głowa potulnie wędrowała za jej dłonią. Szarpnęła mocniej, mężczyzna wylądował na kolanach. Dłonią musnęła jego policzek, a po chwili ramie. Spojrzała w dół.
– No proszę – pochwaliła ciepłym głosem i usiadła na przeciwko niego. Mężczyzna oblał się rumieńcem.
– Przestań, nie masz powodu aby się Mnie wstydzić – jej głos zmienił barwę.

****

Ostro-kwaśny zapach lakieru drążył nozdrza, kręciło mu się już w głowie od tego zapachu, a mimo to dalej trzymał pędzelek w ustach.
– Niegrzeczny chłopczyk – skarciła go słownie chwilę po tym, jak pomalował jej kawałek skórki przy paznokciu.
Drgnął. Związane ręce za plecami zaczynały być bardziej odczuwalne. Czuł ból w barkach.
– No. Został ci ostatni – powiedziała zachęcając go dotykiem gołej stopy między udami. – Zaraz dostaniesz swoją nagrodę.

Skończył.
Ona założyła nogę na nogę i uważnie przyjrzała się pomalowanym paznokciom u stóp. Spojrzała na niego.
– Zostaniesz ukarany za niedbalstwo – Jej słowa sprawiły, że aż się skulił.
Wstała i energicznymi ruchami zaczęła rozwiązywać swoje supełki. Gdy ręce miał już wolne, chwyciła go za nadgarstki i ponownie związała. Patrzył na Nią z niedowierzaniem.
Przerzuciła jeden koniec sznurka przez rurę pod sufitem, schowaną za firanką. Drugi przewlekła między dłoniami i pociągnęła. Syknął, bo tępy ból ramion nasilił się w chwili podniesienia ich do góry.
– Nogi szeroko – warknęła. Nie zareagował. Własnymi stopami ustawiła go w odpowiedniej pozycji. Tkwił bez ruchu wpatrując się w biegające w parku za oknem dzieci.
Sięgnęła między uda. Delikatna i pofałdowana skóra na jądrach ściągnęła się pod Jej dłonią.

Rozejrzała się po pokoju.
Z torby podróżnej wyciągnęła ładowarkę do telefonu, pasek i bambusowy kijek.
Kilka pierwszych razów zadała pasem, ale znudzona brakiem reakcji złapała się za patyk.
Obserwowała jak skóra zmienia barwę po każdym uderzeniu, syciła się widokiem napinających się mięśni, delektowała się dźwiękami jakie z niego wydobywała.
On natomiast nie powiedział ani słowa.
Chciała usłyszeć prośbę aby przestała.
Złapała za ładowarkę. Cienki półtora metrowy kabel złożyła na pół. Zamachnęła się. Przecięte powietrze wydało jęk. Wrzask mężczyzny, drżenie nóg, krwisto czerwona pręga w kształcie pętelki. Uderzyła kolejny raz i kolejny…
– Dość – szepnął. – Błagam przestań.

****

Siedzieli popijając wino, które przyniósł ze sobą na spotkanie. Rozmawiali o tym co wspólnie przed chwilą przeżyli.

– Odpowiadałoby mi to – powiedział, kryjąc rumieniec.
– Znaczy co?
– Przyjeżdżałbym do ciebie raz w miesiącu.
Skrzywiła się. Ona chciała związku, chciała czegoś więcej niż sesji od czasu do czasu. On miał rodzinę, o czym nie powiedział wcześniej. Miał żonę, miał dzieci, a nawet psa.
– Nie znoszę kłamstw, jednak jesteś jak większość, a ja naiwna myślałam, że jesteś jak ten malowany chłopiec. Zastanawiam się tylko jak wytłumaczysz swojej żonie ślady na tyłku…- urwała podnosząc się z fotela. Zabrała torbę i wyszła.
Malowany chłopiec został sam w czterech ścianach hotelowego pokoju.
– Przepraszam – szepnął w głuchą ciszę.