Pośpiesznie wyszła z pracy, chłodny wiatr prześlizgnął się po policzku gdy tylko przekroczyła drzwi budynku. Słońce już dawno schowało się za horyzontem, a ona z każdym kolejnym dniem traciła poczucie czasu. Dni stawały się co raz krótsze, chłodniejsze, co raz bardziej puste.
– Jesień – westchnęła i spojrzała w niebo okrywając się szczelniej swetrem. Ruszyła przed siebie, szybkim krokiem zmierzając ku domowi.

– Konsekwencje – pomyślała. – Takie są konsekwencje błędnych wyborów.
Minęła kościół, jej wzrok zatrzymał się na latarni.
– Jest taka inna. Ledwo się tli.
Faktycznie, w tym miejscu było ciemniej. Żarówka jednej z przydrożnych latarni ledwo się paliła, dając delikatne niebiesko-szare światło, które nawet nie sięgało do jednej trzeciej wysokości słupa.
Mijała właśnie kanałek. Zwolniła, wsłuchując się w szum wody i świerszcze odgrywające swoje ballady w wysokiej trawie. Wcześniej nie zwracała uwagi na dźwięki natury.
– To okropne. Czuć pustkę i jednocześnie być przy… Ale tak obok… Zupełnie obco. – zadrżała na samo wspomnienie wymierzonej kary.
– Ale wszystko co robi… Przecież jest dla mojego dobra – wpadło jej do głowy w chwili gdy przechodziła już przez jezdnię.

****

– Mam cel i do niego dążę. Krok po kroku – napisała jej jakiś czas temu. Te słowa już wtedy świdrowały myśli. Dziś tylko upewniają w Jej konsekwentnym działaniu. Od tygodnia zmieniała nawyki żywieniowe na Jej wyraźne polecenie. Zmieniła sposób czesania, a nawet częściej się malowała… Bo Ona chciała wydobyć z niej piękno.

Wiatr polizał chłodnym dreszczem kark pod związanymi włosami. Dotknęła bezwiednie koralika w kształcie małego króliczka trzymającego marchewkę, zawieszonego na zielonym rzemieniu.

– Lubisz to czuć maleńka – pisała do niej.
– Lubie. Ale… No właśnie zawsze jest jakieś ale.
– Sama sobie je robisz. Po co tyle komplikacji?
– Mam złe nastawienie to raz – urwała, chowając się za kolejną zasłoną złudzeń i strachu.
– Złe nastawienie do mnie? Co czujesz, że się źle nastawiasz?
– Zagubienie to na pewno.
– Zagubienia przy mojej otwartości? To Cię dezorientuje?
– Pragnienie…
– Ale się go boisz.
– Nie jestem pewna czy zdajesz sobie sprawę z tego czego ja pragnę.

Zwolniła kroku, zdała sobie sprawę, że wszelki opór jest pozbawiony sensu. Zeszła ostrożnie w dół po stromym wale. Poprawiła torbę zsuwającą się z ramienia.
– Zrozumienie czasem przychodzi później – przypomniała sobie Jej słowa i przeszył ją dreszcz. Weszła do klatki, przeszła krętym korytarzem, guzikiem przywołała windę. Dotknęła zielonej bransoletki na nadgarstku. Przez cały dzień analizowała lekcję, której jej udzielono, zaczynała ją jeszcze bardziej rozumieć niż w pierwszej chwili.

– Nie jesteś zaskoczona? – pytała w chwili gdy tak niewiele brakowało, a napisałaby czego tak pragnęła.
– Dlaczego miałabym być skoro sama do tego doprowadziłam.
– Jak mogłaś?
– Bo chciałam.

– Chciała, chce… – pomyślała, mijając kolejne piętra. Znów szarpała się z uporem i lękiem.
– Nie można ciągle uciekać przed samym sobą – przypomniała sobie i już spokojna minęła próg mieszkania.