A ty pisz, pisz, pisz i dalej idź. Ciszej, nic nie mów, bo mnie rozpraszasz…

Słowa, które tak łatwo przechodzą mi przez palce, to te same słowa, które więzną w gardle i nic nie mogę… Nie, nie przyznam się, nie przyznam się nawet sama przed sobą jak bardzo mi to przeszkadza, jak bardzo mi to nie na rękę. Wiesz jak bardzo komplikuje mi to życie?

Najtrudniej jest wtedy gdy w pewnych chwilach próbuję coś powiedzieć, ale coś zaciska się na krtani. Brak mi, po prostu brak mi odwagi. To boli, przecież wiesz.
Siedzę, obserwuję każdy Twój gest, każdy ruch i mam nadzieję, że właśnie teraz, już za chwilę poczuję ulgę. Chociaż minimalną, chociaż namiastkę tego czego pragnę podświadomie, ale nie powiem, nie wydobędę z siebie dźwięku. Siedzę cicho gdzieś obok, a tak bardzo pragnę wzbić się w powietrze. Tak bardzo potrzebuję… Łapię chaotyczne myśli, zastanawiam się jak dać Ci to do zrozumienia, jak powiedzieć i mięknę, pochylam głowę i milknę. Gdzieś z tyłu głowy coś mi mówi „pisz, pisz, pisz”…

Uśmiechniesz się, ja wiem i Ty też to wiesz. Zawsze wiesz… Nie musisz nawet patrzeć na mnie by wiedzieć, bo przecież Ty to doskonale czujesz. Nie potrzebujesz słyszeć by rozumieć… Wymagasz. Chcesz słów i emocji, a ja boję się, że się odwrócisz jeśli powiem. To boli, przecież wiesz…

Na raz, dwa, trzy, cztery, znikają wszystkie szmery.

Gdyby to było takie proste nie wymagałoby tylu wyrzeczeń, takiego zaangażowania, takiego zaufania… Wiesz? Czasem to aż się boję własnych myśli, własnych pragnień i czasem sobie myślę, że dopiero teraz faktycznie chciałabym się w tym zatracić, że dopiero teraz pragnę czuć i dać się prowadzić.
Wiesz, zrozumiesz, przy Tobie każdy mój oddech ma inny smak, drżę cała wewnątrz gdy na mnie patrzysz.

Tyle się ostatnio wydarzyło.
Żałuję, a to boli przecież wiesz.
Ale już nie jesteśmy takie same. Kształtujesz mnie.
Ty to wiesz i ja to wiem.