Męskość czy też jej brak, przez osoby takie jak my jest zupełnie inaczej postrzegana niż przez ogół społeczeństwa. Więcej zachowań generalnie zaliczanych jako niemęskie jest oznaką nie słabości, ale wręcz siły.

Przekopałam kilkanaście artykułów o zachowaniach niemęskich i wiecie co? Nie mogę się z nimi zgodzić. Zaraz się posypią komentarze, że każdy jest inny i inaczej patrzy na życie. Właśnie dlatego chciałabym podkreślić, że to moje zdanie i tylko i wyłącznie moja opinia.

Kiedyś, dawno, dawno temu istniał stereotyp o męskości według, którego mężczyzna kojarzony był z siłą, zaradnością, stanowczością i dominacją. Do głównych zadań faceta należało utrzymywanie domu, zapewnienie bezpieczeństwa rodzinie i takie tam pierdoły. W dzisiejszych czasach jednak role są podzielone, bowiem zdarza się, że oboje pracują… a czasami nawet tylko kobieta, a mężczyzna realizuje się w zupełnie inny sposób. Coś jest na rzeczy, bo nawet jeśli to mężczyzna jest głową rodziny, to kobieta jest szyją tej głowy, a przecież to szyja kręci głową jak chce ;).

No dobrze, bo odbiegam od tematu.
Jakie zachowania płci „brzydkiej” są niemęskie?
„Normalne” społeczeństwo uważa, że główne ich grzechy to: niezdecydowanie, brak zaradności życiowej, przesadna emocjonalność, nieobowiązkowość, niepunktualność, nieśmiałość, przesadna dbałość o swój wygląd i (UWAGA) uległość.
Z częścią się zgadzam. Chociaż nieobowiązkowość czy brak punktualności w moim odczuciu od razu wskazuje człowieka jako niegodnego mojego zaufania i bez znaczenia jest dla mnie płeć tej osoby.
No dobrze, ale jak to się ma do klimatu?
Część męskiego środowiska uzna, że uległy facet nie jest męski. Dlaczego? Bo tak i już. Bo żyją stereotypami, są nauczeni przez środowisko, w którym się wychowali, że uległość nie jest męska, że nie pasuje do kogoś kto ma siurka między nogami, bo to kobiety z natury są uległe… Z pewnością jeszcze kilka innych ciekawych tłumaczeń można by dopisać.

Mężczyźni wstydzą się swoich uczuć, boją się, że okazanie emocji określi ich jako niemęskich. Liczą się ze zdaniem innych otaczających ich samców i zamiast skupić się na sobie i osobie, z którą przyszli/są/spotykają się, chowają się za zasłonkami, murkami i maskami. Zapadają się we własnym wstydzie, strachu i obawach zamiast odkryć siebie i cieszyć się tym co czują. Boją się być postrzegani jako ulegli, oddani… Dlaczego? Czy uległa kobieta jest mniej kobieca niż dominująca? No tak… Kobiecość i męskość to nie jest to samo.

Czasami mi się wydaje, że faceci mają zbyt przerośnięte ego, bo jeśli kobieta jest zaangażowana w relację z dominującym to przecież oczywistą oczywistością będzie dla niej stawanie na uszach aby tylko dać Mu to czego chce. To On dba o jej komfort, bezpieczeństwo i spełnienie. Czasami mam wrażenie, że faceci boją się oddać całkowicie, zaufać i poczuć siebie. I może właśnie dlatego, że boją się czuć swoje wnętrze zachowują się tak, a nie inaczej?

Natura płata nam figle i trafiają się kobiety zarówno dominujące jak i uległe z mężczyznami jest dokładnie tak samo.
Tylko, że faceci boją się otworzyć. Boją się oceniania przez innych.
Sądzę, że to właśnie dlatego część z nich nie określa się jako switch lub uległy. Wolą założyć dwa konta, bo boją się przyznać przed samym sobą co lubią i jak to ich pociąga, a przecież akceptacja samego siebie to podstawa.

Dlatego na pytanie o to czy ktoś ma być męski czy niemęski odpowiedziałabym – chcę abyś był sobą.