Misternie utkane w myślach chęci, wyrażone w słowach pragnienia, gdzieś tam schowane w głębi umysłu… Wcześniej czy później i tak zawsze dochodzą do głosu. Jednak zabawnie jest obserwować jak wcielają się w życie, jak z marzeń zmieniają się w rzeczywistość, a i tak nie dowierzasz, szczypiesz się co jakiś czas sprawdzając czy to wszystko czasem nie jest znowu tylko snem.

****

Budzę się, otwieram leniwie oczy. Resztki tuszu zlepiły rzęsy, bo wczorajszy wieczór był na tyle udany, że po powrocie szybko i mało dokładnie zmyłam makijaż, umyłam ząbki, zmówiłam paciorek i poszłam lulu.
Przedpołudniowe słońce przedzierało się przez rolety, a mimo to dzień wydawał się być szary i ponury. Wstaję i już czuję, że jednak jest kolorowy… Uśmiecham się na myśl o wymalowanej tęczy, którą niebawem zobaczę gdy tylko nabierze barw. Wnętrze uda od środka pali żywym ogniem. To znak, że w tym miejscu wkrótce zobaczę coś wielobarwnego.
– A jednak życie bywa przewrotne – pomyślałam, przeciągając się. – I nigdy nie mów nigdy.

****

Byłam pełna obaw, a mimo to chciałam dać Jej ten palcat.
Zabawne jak człowiek w głowie układa sobie idealny plan i w myślach notuje szczegóły, o których chce pamiętać lub, które chciałby poczuć. Dla mnie było ich kilka, ale najbardziej jednak przykładałam uwagę do tego, po której stronie miałaby być rączka, bo przecież… Epicki moment… Nie wiele brakowało, a w pewnym momencie miałabym w poważaniu (z całym szacunkiem do zebranych) całe to zgromadzone towarzystwo i padłabym na kolanka tu i teraz, w tej chwili, nie zważając na ilość oczu, które by to całe zajście obserwowały.
Trzęsłam się wewnątrz, kurczowo zaciskając dłoń na bacie, który od samego początku nie był dla mnie.
Czułam jak sama myśl o ofiarowaniu Jej tego narzędzia mnie podniecała. Zaczynałam rozumieć dlaczego uległe nie noszą majtek. To zdecydowanie za dużo prania, zbankrutować można z powodu dużego zużycia proszku, a ile się przy tym człowiek umęczy, wieszając je wszystkie na sznurki. Jednak chyba wolę jak są wykorzystywane do innych celów niż suszenie prania.

****

Pewnego dnia poczułam przemożne, silne pragnienie sprezentowania Jej bata. Na początku miała to być niespodzianka. Coś miłego, ot tak po prostu… Nie potrafię trzymać języka za zębami. Szukałam go dobre trzy tygodnie, bo przecież kolor ma znaczenie, a palcatu z zielonej skóry nie dostanie się ot tak w pierwszym z brzegu sklepie. Aż któregoś dnia, w akcie desperacji zapytałam znajomego koniarza o sklep godny polecenia i który byłby dobrze zaopatrzony. Zadzwoniłam. Mają. Kobieta przez telefon mi go opisywała, a ja coraz bardziej chciałam go zobaczyć. Miałam wrażenie, że to ten jedyny, właściwy, ten odpowiedni. W końcu pojechałam po niego, a to co zobaczyłam momentalnie sprawiło, że się w nim zakochałam. Skóra pachniała, przeploty czarnej i zielonej skóry ze srebrnymi wykończeniami przyciągały wzrok. Wzięłam go do ręki, momentalnie dostałam gęsiej skórki.
– Ciepły – pomyślałam i machnęłam nim niby od niechcenia. – Jest idealny – powiedziałam do kobiety za ladą, zapłaciłam i wyszłam. Kilka kroków za sklepem zamachnęłam się ponownie, próbując wyłapać z szumu ulicy dźwięk jaki wydaje. Przeszył mnie dreszcz.
– Będzie bolał – pomyślałam, dotykając kawałka skóry na jego końcu. Po czym sprawdziłam delikatnie się klepiąc w łydkę. Nie myliłam się, będzie bolał…

****

Spojrzałam w niebo, gdy wyszliśmy gromadką przed klub, od tej chwili rejestrowałam nawet najmniejszy podmuch wiatru, nawet najcichszy szept czy szelest. Chłonęłam wszystko co znajdowało się wokół mnie. W jednej chwili zdałam sobie sprawę, że nie mam oporu przed zrobieniem tego. Setki razy w głowie odtwarzałam film z tą sceną. Nie bałam się. Chciałam, a to pragnienie trzęsło całym moim ciałem i spływało przyjemnym ciepłem między udami.

– Chciałabym ci to dać – szepnęłam, odrobinę speszona nową sytuacją. Czułam chłód ziemi pod kolanami, ale nie przejmowałam się tym, że się ubrudzę.
– Ja też mam coś dla ciebie – powiedziała. Wystraszyłam się w pierwszej chwili, bo nie wiedziałam co to jest. W życiu bym nie wpadła na taki pomysł.
– Obroża – powiedziałam tak cicho, że tylko stojąc blisko można by było zauważyć ruch warg. Mrowiła mnie skóra na karku, na plecach, po prostu wszędzie. Pochyliłam głowę. Chłód skóry prześlizgującej się po mojej własnej był taki kojący, a dźwięk zapinanej sprzączki tak przyjemny dla mojej duszy…
W jednej chwili wlało się we mnie szczęście i uwielbienie wszystkiego co mnie otaczało. Oczy mi się śmiały, a jakbym miała ogon to bym nim merdała.
Dotknęłam jej ukradkiem mając nadzieję, że nikt tego nie zauważy. Zachwycałam się się gładkim, zielonym kawałkiem skórki na mojej szyi, delektowałam się tym, że jest od Niej.
Właśnie tak chciałam to poczuć i trwać w tym.