Szła krokiem tak szybkim, że niewiele brakowało, a zgubiłaby klapki, które miała na nogach.
Była umówiona, nie chciała się spóźnić no i przecież źle by to wyglądało, a jeszcze gorzej by to o niej świadczyło. Mimo że była zmęczona kolejnym, całym dniem w pracy, łudziła się nadzieją, że będzie miała okazję zaspokoić własne, popaprane pragnienia. Ta myśl burzyła nieco jej światopogląd, bo nie chciała tak do tego podchodzić, ale głód przybierał na sile. To jak zasypywanie studni, która nie ma dna. Ciągle chcesz więcej i więcej, a ona chciała być, chciała czuć, że ktoś też tego chce. Po prostu dać to komuś, kto tego pragnął. Aż pewnego dnia pomocna dłoń wyciągnięta przez osobę, o której nigdy w życiu by tak nie pomyślała… Ten gest ją zaskoczył.
– Robię to, bo chcę ci sprawić przyjemność – słyszała za każdym razem. Dziwne, bo ona miałaby dokładnie taką samą odpowiedź, gdyby ktokolwiek się jej zapytał dlaczego to robi, dlaczego się na to godzi, albo dlaczego tego chce.

****

Chłód wieczoru powoli zajmował miejsce upalnego dnia. Szłam szybkim krokiem, ledwo łapiąc powietrze. Zauważyłam, że moje myśli ucichły, nic mnie nie rozpraszało i czułam wewnętrzny spokój. Moja skóra mrowiła coraz bardziej z każdym kolejnym krokiem, który przybliżał mnie do celu mojej wędrówki.
Zwolniłam. W głowie pojawiło się pytanie, czy to bardziej ta zupa grzybowa czy chęć obejrzenia z bliska tego zielonego ustrojstwa tak mnie kusiła, aby jednak iść dalej, mimo że opcja fantazji seksualnej o wyspaniu się we wszystkich możliwych pozycjach też była kusząca.
Potrząsnęłam głową, włosy połaskotały mnie po karku.
– Ale czy to ważne? – pomyślałam. – Nie mam powodu aby się kryć ze swoim chorym postrzeganiem świata albo żeby się wstydzić czegokolwiek – uśmiechnęłam się sama do siebie. – Akceptacja to słowo kluczowe w tym wszystkim – pomyślałam i z głupim wyrazem twarzy znów przyspieszyłam kroku. – Wystarczy, że wyrażę chęć, a mogłabym przecież… Wystarczy, że poproszę… – urwałam, przerażona własnymi myślami. – Ot tak? Wystarczy powiedzieć proszę? – przeszył mnie dreszcz. Chciałam, pragnęłam tego. – Ale to tak się kłóci z tym wszystkim. Z tym wszystkim, co na samym początku myślałam.
Nie dowierzałam, że zebrałabym w sobie tyle siły by wypowiedzieć tak proste do wyartykułowania słowo.
– Ale nie. Nie chcę. Nie, nigdy w życiu i koniec kropka – krzyczałam, karcąc się w myślach. – Nie myśl w taki sposób o tym! Nie jesteś pępkiem świata!
– No ale przecież… To barter, wymiana… Coś za coś – konflikt interesów mi się włączył, czułam się rozdarta pomiędzy „chcę”, a „nie chcę cię traktować jak wibrator, tylko do zaspokojenia i sprawiania samej sobie frajdy”. Chciałam się dzielić tym co odczuwałam, chciałam być wyzwolona i oddawać swoje emocje właśnie tej osobie.

Przechodziłam już przez jezdnię, jak zwykle w tym miejscu objawiło się kilka pomarańczowych błysków na poczet pamiątkowych, drogich zdjęć z podróży. Po chwili już byłam przy furtce, już wchodziłam do klatki. Wpadłam do mieszkania zdyszana i jeszcze bardziej zmęczona niż te piętnaście minut temu.

****

– Dziewiczy jest – powiedział znajomy przesuwając batem po mojej nodze. Momentalnie poczułam mrowienie i jeszcze szybciej próbowałam ukryć reakcję odsuwając się z zasięgu jego ręki.
– Och, a ja mam takie brzydkie majtki i nieogolone nogi, a poza tym nie chcę – próbowałam zniechęcać.
– Wygląda groźnie – pomyślałam, biorąc ustrojstwo do ręki. Palcami szybko przemykając po plecionych rzemieniach, oswajałam się z gonitwą własnych, sprośnych myśli. – Chcę – pojawiło się w jednej chwili, mocne zdecydowane pragnienie. Nawet jeżeli miałabym być królikiem doświadczalnym i posłużyć za element ćwiczenia i nabierania wprawy do operowania tym czymś. Nawet jeśli pierwsze razy nie będą tym, czym być powinny w moim odczuciu, nawet jeżeliby się ześlizgiwał… Nawet jeśliby bolało jak diabli.
– Mmmmm – mruknęłam. – Jaki to ma ładny zapach – pochłaniałam łapczywie kolejne zapachowe nuty. Podeszłam do okna, w świetle dnia bat był ciemno zielony.
Patrzyła, obserwowała mnie kątem oka jak pochłaniałam woń plecionej skóry. Chyba wiedziała, a ja już zaczynałam odczuwać strach przed kolejnymi minutami spędzonymi z nią i z tym paskudztwem sam na sam.

****

Strach przed czymś nowym i zupełnie nieznanym paraliżował, dawał powód by jednak zmienić zdanie. Świadomość tego, że oberwę czymś co pierwszy raz miałam w rękach, ba nawet pierwszy raz widziałam na oczy, powodowała ciekawość wymieszaną z panicznym strachem przed samym kontaktem cielesnym.
– Za późno by się wycofać – mówiłam sobie. – Dostałam pozwolenie. Mogę. Ja chcę i Ona też tego chce – tłumaczyłam sobie.
Jej głos mnie uspokajał. Chłodną dłonią ustawiła sobie cel na środku pokoju. Czułam jak mięśnie pośladków i ud same się napinają ze strachu przed uderzeniem. Nie lubię tak, oj nie lubię…
Machnęła pierwszy raz niby od niechcenia. Lekki w ręku bat, ciężko wylądował na prawym pośladku.
– Nie jest źle – pomyślałam.
Kolejny raz już rozpłynął się znajomym, ciepłym mrowieniem po mięśniu. Szybko zmieniłam zdanie i ochrzciłam w myślach narzędzie diabła, nazywając go wielkim zielonym złem. Ból czułam aż wewnątrz tkanek.
– Siniaki mi zrobisz.
– No i dobrze.
Jej szeroki uśmiech momentalnie mi uzmysłowił, że w tej chwili mam mało do powiedzenia w kwestii śladów.
Zacisnęłam zęby w niemym krzyku, dostałam plecioną częścią gdzieś pomiędzy udo, a pośladek. Czułam jakbym dostała czymś gumowym i ciężkim. Walczyłam ze sobą chcąc stłumić reakcje obronne, aby nie próbować czasem zasłonić się ręką. Nie udało mi się. Po chwili na nadgarstku pojawiła się czerwona plama.
– Gdyby był cieńszy, owinął by się wokół mojej ręki – pomyślałam.

Przerwa, kilka informacji jak odczuwałam każdy raz. Sądziłam, że przyda Jej się to na przyszłość…

Po chwili znów stałam, tym razem twarzą do okna. Rozległ się dźwięk uderzenia bata o ciało… Taki rozkoszny, taki ciepły, taki płynący. Zakręciło mi się w głowie, z ust wydobyło się niekontrolowane „och”. Złapałam się za kant stołu, a po całym ciele jakby płynęła woda.
Już wcześniej drżałam wewnątrz, ale teraz trzęsłam się cała i było to widoczne. Pewnie syciła się tym widokiem, ale nie przeszkadzało mi to. Chciałam by widziała wszystko, by czuła to wszystko co ja. Oddawałam Jej więcej własnych emocji niż wszystkim innym razem wziętym, którzy kiedyś mnie lali. Pragnęłam się odwdzięczyć za to co sama dostawałam, a to był jedyny sposób jaki przyszedł mi do głowy.

****

– Chyba za bardzo ci uciekam, to taka forma berka. Bardziej męcząca niż normalna – zaśmiałam się. – Wiesz, może… – urwałam.
– No nie wiem. Co może?
Głupio było się przyznać, że chciałam jeszcze, mimo że uda pulsowały bolesnym ciepłem. Spojrzałam na kanapę, na której siedziałyśmy. Złapała w mig i już po chwili oparta o mebel z kolankami na chodniczku, obrywałam dalej.
– Cholera – roześmiałam się. – Chodniczek mi się przesuwa pod nogami – powiedziałam, poprawiając się.
Pociemniało mi w oczach, tępy, ciężki ból sprowadził mnie na ziemie. Miałam zdecydowanie dość. Poszłam zobaczyć efekt. Wystraszyłam się, nie spodziewałam się tego co zobaczyłam. Bordowo-fioletowy liść przerażał swym kolorem, do oczu napłynęły mi łzy.
– Coś ty mi zrobiła… – urwałam, łkając. Podeszła i bez słowa mnie przytuliła, właśnie tego w tym momencie potrzebowałam.

Mimo szoku spowodowanego tak szybko widocznymi śladami… Ilość, siła i natężenie była wystarczająca by pofrunąć, a że czułam się bezpiecznie to bez najmniejszych oporów oddałam się temu.
Przetrzymała mnie w tym uczuciu fruwania i drżenia jeszcze długo, bijąc tak jak lubię i tam gdzie lubię, a każdy kolejny dotyk linijki na udzie powodował u mnie niepohamowany jęk, a ciało niczym nieskrępowane na Jej oczach wyginało się z rozkoszy. Nie ważne, że po raz kolejny biła mnie czymś, czego nie znałam. Nie przeszkadzało mi to. Latałam.
Do kompletu przeżywania satysfakcji mentalnej, brakowało mi tylko jednego – obroży.

– Dlaczego mnie bijesz? – zapytałam, w chwili gdy opadły już emocje.
– Bo lubię twoje reakcje.

****

– Napisz o mnie opowiadanie – rzuciła nagle, kiedyś przy okazji gdy u Niej byłam. – Nigdy nie napisałaś nic dla mnie.
– Nie, nie chcesz tego – skrzywiłam się mimowolnie, bo przypomniało mi się coś, czym dzielić się nie chciałam, mimo że poniekąd byłoby piękne. – Bo przecież… – zaczęłam, ale umilkłam gdy się odezwała.
– Chcę, napisz – zamruczała.
– Bo przecież – kończyłam w myślach. – Jak można tak człowieka obdzierać żywcem z intymności, jak można komuś siłą wydzierać myśli, które skrzętnie próbuje ukryć.
Ja czułam czego chciała, zupełnie podświadomie byłam prawie pewna, że pragnęła emocji, piękna tego wszystkiego gdy dwie osoby trafiają na siebie całkiem przypadkiem. I jeszcze większym przypadkiem okazuje się, że pod pewnymi względami do siebie pasują.
– O tym to książkę można byłoby napisać, o istocie takiego piękna, o całej tej zależności między klimatycznymi ludźmi – pomyślałam. – Ale w jednym opowiadaniu, straciłoby to sens i całe piękno szlag by trafił.

****

Środowisko klimatyczne jest tak różnorodne, że nigdy nie wiadomo na kogo się trafi i jakiej płci będzie osoba, która przypadkiem ma podobny sposób postrzegania co my sami…
Był czas, że nigdy w życiu nawet bym nie nawiązała wirtualnej znajomości z Dominującą Kobietą, a co dopiero mówić o wspólnym wyjściu na rower czy chociażby na zakupy. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że mogłabym odczuwać coś takiego… Nigdy w życiu by mi nawet przez myśl nie przemknęło, że mogłabym chcieć, pragnąć, prosić… Prosić, aby Kobieta taka jak Ona mnie biła, prosić by pozwoliła mi to poczuć. Nie, nigdy w życiu… A jednak życie bywa przewrotne.

Nie sztuką jest zabrać, po prostu wziąć sobie to czego chcemy, sztuką jest spowodować, że ten ktoś sam nam daje to, czego pragniemy – sam z własnej nieprzymuszonej woli.