Resztki dnia powoli gasły w świetle zachodzącego słońca, a małe, różowe chmurki nadawały niebu cholernie romantyczny i zarazem mdły charakter.
Kobieta stała wsparta o parapet i obserwowała latające za oknem jaskółki, patrzyła jak agresywnie, krzycząc przy tym głośno, chwytały zwinnie owady w locie.
– O tej porze roku zawsze polują na chrabąszcze – pomyślała, uśmiechając się na wspomnienie o małych haczykowatych łapkach, wbijających się w delikatną skórę dekoltu.

– Marzenia się spełniają, wiem to – szepnęła, a na parapet obok niej wskoczył rudy kot i głośno zaczął domagać się pieszczot. Kobieta uśmiechnęła się lekko, rozczulona żądaniami kota. Głaskała go, dalej wpatrując się w nicość za oknem. Sama jeszcze nie potrafiła określić co ją tak nęka, co takiego powoduje, że czuje się jakby coś próbowała od siebie odepchnąć i jednocześnie nie chciała tego stracić.

– Poprowadzę cię tam, gdzie jeszcze nie byłaś – rozbrzmiewało echem w jej głowie, a Jego słowa głucho obijały się od ścian zbudowanych ze strachu, niepewności i nieufności.

Mężczyzna siedział na łóżku uważnie przypatrując się kobiecie, jej reakcjom na swoje słowa. Zawsze reagowała emocjonalnie, ale dziś… Przeszła samą siebie.

– Zmiany, kolejne zmiany – znów się bała. – Echo słów kluczy… Furtki, zardzewiałe, metalowe. Czy to wszystko musi być tak skomplikowane? – zastanawiała się, wypowiadając chaotycznie myśli. – Dlaczego nie wystarczy tylko chcieć? – szepnęła do kota, który z zapałem zabrał się za lizanie swojego ogona.

****

– Kiedy nadejdzie czas, wszystko stanie się łatwe i proste – powiedział.
– Czyli kiedy?
– Gdy dojrzejesz do takich wniosków.
– Wiesz? Wydaje mi się, że nie potrafię…
– Czego? Oddać się w pełni?
– Czy Ty zawsze musisz wszystko wiedzieć?
– Takim mnie pragniesz.
– To już cios poniżej pasa, ale tak… Masz rację.
– To bzdura i wiesz o tym.
– Nie jestem przekonana do tego co mi się wydaję.
– Bo się boisz.
– Skąd taki pomysł?
– Czuję. Pamiętasz uciekanie przez las?
– Pamiętam.
– Co cię wtedy goniło?
– Mój własny strach, to on napędzał całą karuzelę… A gdy przestałam…
– Wszystko stało się prostsze.
– Tak.
– Grzeczna dziewczynka. Podejdź do mnie.
Kobieta niechętnie oderwała dłonie od parapetu i zbliżyła się do mężczyzny. Usiadła na podłodze tuż obok Jego lewej nogi. Zamknęła oczy, a On pogłaskał ją w nagrodę po głowie.
– Grzeczna i mądra. Widzisz… Doskonale radzisz sobie sama ze swoimi wątpliwościami. Jedynie musisz uwierzyć, że to co odczuwasz jest prawdziwe i TYLKO twoje. Nikt inny tego nie poczuje tak jak Ty.
– Rozumiem już… Na drodze mojego spełnienia pragnień może stanąć tylko i wyłącznie mój własny strach. Wtedy Twój własny strach oplata Cię tymi swoimi mackami i tchórzysz, wycofujesz się… Po prostu uciekasz i zamykasz sobie drogę do wolności.
Mężczyzna siedział zasłuchany w to o czym mówiła kobieta.
– Wystarczy pragnąć – powiedział.
– To tylko i aż… – zamyśliła się. – Bo faktycznie pragnienie dodaje skrzydeł… – urwała nagle.
– Bo jeśli pragniesz zadowolić Jego to droga do szczęścia nie jest już taka istotna. Ważny jest cel, a dopiero później docenisz drogę, którą przeszłaś.
– Więc wszystko sprowadza się do pragnienia i strachu przed nim lub przed efektami własnych pragnień.
– Wszystko jest w głowie.
– Powinnam wiedzieć o tym już dawno.
– A nie wiedziałaś? Inaczej cię odbierałem.
– Wiedziałam, ale jednak nie pozwiązywałam pragnienia i strachu.
– Wszystko we właściwym momencie.

Pochyliła głowę, Jego dłoń wylądowała na jej karku.

– Drżysz.
– Wiem.
– Dlaczego?
– Bo jest coś co powinnam powiedzieć.
– Słucham.
– To nie jest łatwe…
– Nikt nie powiedział, że będzie łatwo i przyjemnie.
– Doszłam do wniosku, że tak jak do niektórych rzeczy, tak i do pewnych odczuć czy wniosków człowiek po prostu dojrzewa lub nie. Ja wiem, że powinnam, czuję to i wiem, że tego byś oczekiwał, ale póki co nie potrafię tego z siebie wyrzucić.
– Przyjdzie czas. Per aspera ad astra.
– Ad augusta per angusta – uśmiechnęła się, spoglądając w Jego zadowolone oczy.