Czasami warto jest siedzieć cicho i nie wychylać się ze swoimi pragnieniami. Lepiej przemyśleć na zimno pewne rzeczy niż w euforii wypowiedzieć o jedno słowo za dużo, a czasami nawet lepiej jest ugryźć się w język i przemilczeć temat, bo przecież całkiem przypadkiem można to dostać w najmniej oczekiwanej chwili i w sposób daleko odbiegający od tego jaki się chciało lub jaki się oczekiwało. Natomiast nasze nieszczęście, niedola, ból i upokorzenie będzie bawiło oczywiście tylko jedną osobę. Wredny, podły, okropny, a do tego złośliwiec i oczywiście Sadysta, nieczuły do granic wytrzymałości, ucieleśnienie lęków, strachów czy demonów. Tak to prawda, że każda z nas opisuje ich inaczej, jednak złośliwość to chyba najczęściej powtarzająca się cecha.

Zawsze wszystko zaczyna się niewinnie i oczywiście teraz też tak było, jednak ta opowieść mrozi w żyłach krew, przyprawia o mdłości i dreszcze niepewności albo nawet gorzej – dreszcze przeogromnej zazdrości.

****

– Nie wmówisz mi, że tego nie pragniesz – skomentował wysłany do niego obrazek. – Ostatnio podsyłasz mi albo sznurki albo igły.
– Bystrzak – pomyślałam. Patrzenie na sznurki sprawiało, że mój zmysł estetyki zachwycał się skomplikowanymi splotami, przeplotami i supełkami, natomiast gorsety czy skrzydła z piór… Owszem cieszyły, ale w zupełnie inny sposób, a do tego mój zdrowy rozsądek twierdził, że powinnam zająć się raczej artystycznym haftem zamiast myśleć o wbijaniu czegoś ostrego w moje ciało.
– Nie. No co ty, to absolutnie nie leży w kręgu moich zainteresowań – kłamałam, chociaż dobrze wiedziałam, że i tak to z góry przegrana walka. Wystarczy przecież, że On będzie chciał… i od razu cała reszta będzie miała teoretycznie, mniejsze znaczenie, a mój opór zacznie maleć aż do momentu, w którym mnie przekona, albo co gorsze przyznam się, że chcę i jeszcze o to poproszę.
– O co to, to nie – krzyczałam w duchu, ale już czytając „prędzej czy później” wiedziałam, że robi się groźnie. Trzeba było się wyżalić przyjaciółce.
– Wredny widział iglastą i uznał, że chcę pragnę i takie tam – marudziłam.
– Bo chcesz.
Miała rację, ale to nie oznaczało, że każdy musi znać moja małą tajemnicę, a poza tym wcale, a wcale nie musiałam jej wcielać w życie.
– No dobrze, ale czy on musi? Wolałabym jednak jakby nie wiedział.
– Ale chcesz i już. On o tym wie. Dominujący wiedzą zawsze to czego nie powinni, albo przynajmniej się domyślają.
– Ejj to jest nie fair… Bałabym się.
– No i?
– Podła.
– Dlatego nigdy się nie zgodzisz. Nigdy w życiu i za żadne pieniądze.
– Na pewno.
– I niech sobie wybije to z głowy i takie tam.
– Ale zabawne, wcześniej mnie to nie interesowało.
– Nie, absolutnie nic.
– No, nawet tyci tak. Nic, a nic. W głowę się pukałam czytając te twoje opowiadanie o igłach.
– Ale to było kiedyś.
– Wredna jesteś… Ale wiesz co? Zaczęło się od jednego zdjęcia, które gdzieś tam widziałam. Dziewczyna miała „gorset” przez długość całego ciała. Potem była jazda na zdjęcia aniołków, masa zdjęć z piórami i to przeróżnymi. I stwierdziłam że to ładne jest, mój zmysł artystyczny mówił piękne i może nawet ta dziwna część mnie by chciała, ale rozsądek mi podpowiadał i ciągle podpowiada, że to cholernie głupi pomysł.
– Przegra.
– Okrutna ty!

****

Niby nic wielkiego, ale właśnie od tej rozmowy się zaczęło, a potem to już było tylko gorzej.

– Co słychać?
No proszę! Zostałam zaszczycona audiencją u swojego własnego Pana i Władcy.
Ostatnio moja Paskudna Bestia ma mało czasu, a roboty dużo, a że nasz układ nie obejmował codziennych wiadomości „co, jak, gdzie i po co”, więc zdecydowanie nie był na bieżąco.
– Boli mnie – powiedziałam.
– Przecież lubisz jak cie boli.
Podła Szuja! Znał mnie, cholera znał mnie. No ale przecież nie przyznam się, że ból żeber do pewnego momentu był nawet przyjemny.
– Lubię, ale wiesz… Wolę jednak jak ty mi ten ból zadajesz. Taki inny jest, inaczej smakuje.

Chociaż z drugiej strony to co przeżyłam, nadawało się jako szkic pod scenariusz do jakiegoś horrorka klasy b czy nawet c wystarczyło go tylko trochę podkolorować.
Dwa razy prosić nie musiał i już po chwili snułam swoją opowieść.

****

Miasto owiane snem, ciemno i głucho aż nagle ciszę przerywa wycie karetki pogotowia.
Pojazd zatrzymuje się przed jedną z kletek wysokiego bloku. Z samochodu wysiada dwóch postawnych facetów, biegną po schodach ku drzwiom. Potem dalej schodami, efektownie wdzierają się do mieszkania.
Kobieta na ich widok łapie się parapetu, blada na twarzy bez słowa patrzy na nich i prawie mdleje z przerażenia.
Mężczyźni oglądają, mierzą, zaglądają to tu to tam aż w końcu potakująco kiwając do siebie głowami podejmują decyzje. Jeden z sanitariuszy bierze kobietę pod ramię, ta słania się na nogach schodząc po schodach, próbuje łapać się poręczy.
Boczne drzwi karetki otworzyły się z furkotem, wnętrze odpychało czerwonym, przygaszonym światłem i szpitalnym zapachem.

****

– Chcesz mi powiedzieć, że siłą?
– No pewnie, a co mam żałować sobie w kreowaniu scenariusza?
– Przecież nie lubisz.
– A czy ja muszę lubić wszystko o czym piszę? Wyobraź sobie, że w tym wszystkim co napisałam mało jest tego czystego „lubię to”, a człowiek musi się rozwijać przecież.
– I oswajać.
– O teraz to przesadziłeś.

****

Siłą wepchnięta do wnętrza karetki kobieta rozgląda się po dziwnych narzędziach wiszących na ściankach pojazdu. Ostatni mężczyzna wchodząc zamyka drzwi, przytwierdza ją do leżanki pasami, które wbija się w jej ciało i pozbawia możliwości ruchu. Sprawdza jeszcze puls, ciśnienie i daje znać kierowcy żeby ruszać.
Między zespołem trwa ożywiona dyskusja aż dochodzą do porozumienia i decydują się na ośrodek badawczy na Górnej.
– Ośrodek badawczy – powtarza w myślach kobieta. Była przerażona, nie wiedziała dokąd ją wiozą i po co.

Dojechali. Budynek wyglądał jak szpital i nawet tak pachniał.
Trzymali ją za ramiona mocno tak by nie upadła. Wprowadzili do ośrodka, jasne światło raziło ją w oczy.
Po chwili wyszła do niej starsza kobieta, pytała o coś, ale dziewczyna była skupiona na wyglądzie staruszki.
Pielęgniarka miała na sobie biały fartuch z brunatnymi plamami, jej postać nieco przygarbiona poruszała się wolno i niezgrabnie.
Po jakiś dziesięciu minutach przyszła pani doktor. Wysoka blondynka, szczupła i całkiem ładna, ale biło od niej takie specyficzne zimno.
– Nie ma w niej litości – pomyślała dziewczyna i przetarła oczy.

Blondynka wygłosiła mowę powitalną i przedstawiła zasady, po czym wyszła, a na jej miejsce znów powróciła stara pielęgniarka.

– Usiądź tutaj – powiedziała łagodnym głosem.
Staruszka przywiązała przedramiona młodej kobiety i zabrała się do wkłucia.
Ręce jej się trzęsły, próbowała kilka razy aż udało się to dopiero za dziewiątym podejściem. Krew trysnęła na biały fartuch pielęgniarki. Młoda kobieta zemdlała.

****

– Wiesz co?
– Co? Nie podoba ci się?
– Ty masz chorą wyobraźnię.
– I właśnie za to mnie lubisz.
– Owszem, ale i tak ci mówiłem, że wcześniej czy później igły na sobie poczujesz.
– Daj spokój, wykorzystałam limit do końca roku na doznawanie bólu i upokorzenia w ciągu ostatnich dni.
– Eee, nie przesadzaj. Oboje wiemy, że aż tak ci to nie przeszkadzało.
– Wredny jesteś, wiesz?
– Wiem i właśnie za to mnie kochasz.
– O! Jeszcze czego, ja cię nawet nie darzę sympatią.
– Uhm, a jednorożce biegają po polach mokotowskich. Wiedziałaś?
– Złośliwiec.
– Dobrze, że receptę dostałaś, bo tak nici by było z uciech.