Uwaga! Będę narzekać, wywlekać wszystko, pluć i ziać ogniem. Dlaczego? A to dlatego, że chyba nie jestem wstanie uargumentować odpowiednio mojej wściekłości i chyba pozostaje mi tylko zaszczepić się albo zafundować sobie znieczulenie…
Chociaż nie. Wyrzucę z siebie i będzie mi lepiej, lżej i takie tam.

Niemiłosiernie mnie wkurza podejście niektórych jednostek do tematu, brak szeroko pojmowanego dobrego wychowania lub aspołeczne podejście… E nie, aspołeczność to coś innego. Może lepsze będzie określenie „moje jest bardziej mojsze, bo moje, a ty masz G***O do powiedzenia, bo moja prawda jest bardziej prawdziwasza” – czyli takie mocno egoistyczne podejście gdzie widzi się tylko czubek własnego zasmarkanego kinola.

Piana z pyska toczy mi się od kilku dni i nie może przestać, bo co chwila słyszę o kwiatkach i kwiecistych przygodach. Nie, nie mam żadnego stanu napięcia czy innego „upośledzenie” damskiej psychiki. Obecnie mam po prostu zmniejszoną tolerancję na głupotę u innych – czytaj nietolerancję innych. Oczywiście nikt nikogo nie zmusza do lubienia bigosu ze śliwką, ale też nikt nie powinien się wpieprzać w czyjeś przepisy i wkładać nosa, smarkając do tego gara.

Dla zachowania – powiedzmy – anonimowości i równowagi posłużę się jakimiś tam pierwszymi z brzegu imionami, więc wszelkie prawdopodobieństwa oczywiście będą przypadkowe.

Gdzieś tam w odmętach internetowych społeczności toczyła się niezobowiązująca rozmowa między Kasią, a kimś tam płci męskiej o sprawach wiadomych – nazwijmy go Kamilem, niech ma chłopina jakieś imię.
Wymiana poglądów, wniosków i tak dalej nawet ciekawie znajomość mogła się zapowiadać… Aż do momentu, w którym ów szanowny Jegomość zapytał Kasie o przebieg poprzednich relacji. No bo koniec końców dziewcze w związku, to jak to tam ona sobie radziła i jak sobie to ewentualnie wyobrażała.
Kamil doznał ciężkiego szoku po informacji, że Kasia żyje w związku i jej partner wie, a co więcej wyraża na to zgodę. Kamil wpierw zwyzywał partnera Kasi od ciot i frajerów, a później samą zainteresowaną od głupich pizd i fantastek.
Kasia napisała prawdę.
Kamil, żonaty facet w wieku „średnim” z dorosłymi już dzieciakami pod dachem, doprawia żonie rogi i to według niego jest oczywiście jak najbardziej okej.

Ludzie mają różne podejście do tematu otwartości i szczerości w związku. Jedni zdradzają, inni są zdradzani, a jeszcze inni grają w otwarte karty i uprawiają „wolną” miłość. Co komu do tego? Trzeba przyjąć informację jak fakt, a nie szukać dziury w całym.

Moja piana zaczęła się toczyć z ust gdy tylko o tym usłyszałam, bo nijak nie potrafię zrozumieć gdzie jest powód do obrażania innego człowieka dlatego, że nie jest monogamistą czy dlatego, że woli powiedzieć szczerze i otwarcie prawdę swojemu partnerowi… No nie potrafię. Widocznie nie jestem tolerancyjna.

Inna sprawa.
Dziewcze – nazwijmy ją Krysią, rozmawia sobie grzecznie z jakimś dominującym, który tak nawiasem mówiąc raczej odbierany jest przez nią jako niekoniecznie ten jedyny i wyjątkowy, miły i sympatyczny tak, ale przecież nie ma konieczności tworzenia jakiegoś układu, relacji czy związku z kimś kto nam nie odpowiada. Rozmawiać można, spotkać się towarzysko też. Krysia zaznaczyła Marcinowi, że nie jest zainteresowana bliższym poznaniem w sensie penetracji tego czy innego miejsca jej ciała tym czy tamtym przedmiotem lub organem. Pan Marcin zirytował się, bo przecież on poruchać chciał, nazwał Krysie nikim. Krysia wcześniej określiła się mianem switcha, bo przecież lubi jedno i drugie. Usłyszała, że albo jest się zimnym albo gorącym, a jedno i drugie daje nijakość – letnią wodę. Argument oczywiście z sensem, ale jednak czy na pewno odpowiedni co do określenia upodobań? Można było powiedzieć inaczej? Można było. Już pomijam, że dziewczyna nie ukrywała zamiłowania do obu stron od samego początku, a Panu Marcinowi to jakoś nie przeszkadzało do momentu w którym ona nie oznajmiła że z „kopulacji” nici.
Krysia stwierdziła, że ma w poważaniu rozmowę z kimś takim jak Marcin i w uroczy sposób pożegnała się, prosząc aby ten nie tracił czasu na rozmawianie o dyrdymałach z kimś nijakim – takim jak ona.

Dym zaczął powoli wydobywać się z mojego nosa.
Nie rozumiem, jak można być tak pustym człowiekiem. Owszem, można mieć własne zdanie, ale do jasnej cholery można je argumentować nie ubliżając komuś innemu tylko dlatego, że ma inne upodobania. Tak samo nie reagować frustracją na odmowę czy zwyzywaniem…

Chociaż ja częściej spotykałam się z szybką ewakuacją osób określających się mianem dominujących chwilę po tym jak informowałam o swoich zapędach do obu stron. Niepocieszona wtedy byłam, bo nawet się nie żegnali.

Wychowanie, wychowanie i jeszcze raz wychowanie, a do tego inteligencja i ta no… Empatia?
Ja wiem, że polska języka trudna jest.
Ale poziom rozmów pisanych i artykulacji własnych poglądów, kształt i wydźwięk argumentów jak i umiejętność rozmowy z innymi ludźmi to podstawa. Ja wiem, że w dzisiejszych czasach zamek, białego konia i królewnę za żonę temu księciu który potrafi rozmawiać… Nie próbując narzucać własnego JA komuś, kto nie jest zainteresowany tym jego JA.

Cholernie cenię sobie ludzi, którzy mimo tego, czy tamtego końca bata są normalni i traktują innych jak człowieka, a EWENTUALNIE klimat pojawia się później lub się nie pojawia.

Kłamstwo na kłamstwie, kłamstwem pogania i problemy z rozumieniem czytanego tekstu do zestawu.
Irytuje mnie chyba nawet bardziej niż widok wywalonej zawartości szuflady, bo kot chciał sobie tam pospać.
Nicki na czatach czy role ustawiane w profilach, które sugerują dominujący charakterek, a w trakcie rozmowy wychodzi szydło z worka i w przypływie szczerości dowiadujemy się, że Master/Pan czy jakiś inny tego pokroju:
– nie ma zielonego pojęcia o temacie
– żyje tylko światem wirtualnym
– on to by chciał, aby go baba zlała (o zgrozo… nie żeby mi to przeszkadzało, samo w sobie, ale jednak jest to – powiedzmy sobie szczerze – zabawne. Podejście ja nie dam ci po tyłku, to może ty mi dasz? Wrrr)
– a do tego „ogon kręci psem”

ogon kręci psem – cytat pochodzący z jednego z lubianych przeze mnie opowiadań

Brak mi słów. Ktoś kto wobec mnie jest nieszczery od samego początku i chociażbym miała ogromną chęć, ręce by mnie swędziały i w głowie się kręciło – nie. Nie ma mowy, bo taki ktoś cholernie traci w moich oczach na wartości.

Okazuje się, że umiejętność rozmowy to podstawa aby tworzyć zdrowe relacje interpersonalne. Wiem, Ameryki nie odkryłam, ale do cholery jasnej… Co stoi na przeszkodzie, abyśmy się wzajemnie szanowali, akceptowali i rozumieli? Przecież nie musimy się od razu wszyscy kochać i przyjaźnić…
My, ludzie, których społeczeństwo nazywa zboczeńcami, dewiantami i sama jeszcze nie wiem czym.
A tymczasem mam wrażenie, że środowisko ludzi czerpiących satysfakcję z BDSM – czy to mentalną, czy to fizyczną – jest bardziej podzielone, niż by się mogło wydawać. Mam wrażenie, że szukając akceptacji dla własnego JA niektórzy narzucają je innym nie akceptując tym samym upodobań tejże osoby.
Dobra, ponarzekałam i ognia chyba też nie było.

Soooo therapeutic 😉