– Dość – powiedziała Żaneta, kobieta z kruczoczarnymi, długimi włosami. – Zagracie w naszą grę, według naszych zasad albo możecie się ubierać i wynosić.
– Jakich? – zapytałem lekko zaskoczony, ale zaciekawiony tym co może nas spotkać.
– Ty pójdziesz z nami – do Żanety dołączyły dwie inne kobiety, jedna pulchniejsza z krótkimi brązowymi włosami oraz drobnej budowy blondynka.
Poszedłem, zostawiając Adama samego z rudowłosą lolitką, która wpatrywała się w niego z nieukrywaną lubieżnością.
– Oho, będzie się działo. Może nawet sobie chłopaczyna porucha – pomyślałem, zerkając jeszcze za plecy i próbując złowić wzrok kumpla. Jednak on miał wzrok wbity w kobietę, która coś do niego mówiła, ale z takiej odległości nie byłem wstanie wychwycić nawet strzępek tego monologu.
Drzwi zamknęły się, a my szliśmy wąskim korytarzem, potem po schodach do góry aż dotarliśmy do sypialni Żanety jak się domyśliłem po sposobie poruszania się jej po pomieszczeniu.
– Mamy Adama – powiedziała stanowczo.
– Macie – potwierdziłem dodatkowo kiwając głową.
– Ale nie mamy Ewy.
– Żadna z was nie ma na imię Ewa? – zapytałem zdziwiony.
– Ma, ale to nie my dajemy przedstawienie, a wy.
– Nie rozumiem.
– Czego nie rozumiesz? Tego, że przeobrazimy cię zaraz w Ewę?
Parsknąłem śmiechem mimo wszystko nie mogąc się powstrzymać.

****

Leżałem teraz na łóżku przytrzymywany przez pozostałe dwie, a Żaneta pocierała w dłoniach listek wosku, którym zamierzała pozbawić mnie owłosienia.
– To nie może być straszne – pomyślałem. – W końcu kobiety to robią, a wiadomo, że to słaba płeć.
Nie broniłem się, byłem cholernie ciekawy przebiegu kolejnych zdarzeń. W końcu coś innego niż te oklepane rozbierane występy.
Jakbym chciał to bym się wyrwał, bo brunetka siedziała na moich nogach, a blondynka trzymała mnie za ręce. Drobniejsza miała mniej siły, wystarczyłoby się raz dobrze szarpnąć i by puściła, a pulchniejszą pchnąć tak by spadła z łóżka.
– Eee, nie – odpędzałem myśli o ucieczce. Jakoś mi było dobrze, leżałem i pachniałem, a one się dobrze bawiły. – Niech się bawią, co mi tam. Mogę być przecież miły.

– No to zaczynamy – szepnęła Żaneta. Automatycznie blondyneczka wepchała mi jakąś szmatkę do ust.
Ciepłe coś, zapewne ten plasterek z woskiem wylądował na łydce, a drugi na udzie. Szarpnęła.
– AAAAAAAmmmmmmmmmmmmmmmm – krzyknąłem w szmatę.
Nie spodziewałem się czegoś takiego, włosy to pikuś, ale ona chyba mi wyrwała płat skóry razem z tymi moimi kędziorkami.
Postanowiłem, że będę twardy i już nie będę się drzeć, ale gdy przewróciły mnie na brzuch i rozchyliły pośladki…
– Yyy-ymmmy – próbowałem wyrazić sprzeciw dodatkowo się wyrywając.
Któraś złapała mnie za ręce podciągając zgięte za plecami, odechciało mi się.
Ciepło plasterka, szarpnięcie i łzy same mi się zakręciły.
Puściły mnie. Wyjąłem szmatkę z ust, którą okazały się całkiem fajne majtki.
– No tak to mnie jeszcze nie potraktowano – powiedziałem lekko urażonym tonem.
– Oj, narzekasz? Przecież kobiety regularnie depilują woskiem całe swoje ciało, a my oszczędziłyśmy ci klatki piersiowej i tych przy tej zabawnej małej kiełbasce.

Umowa między mną, a nią zawierała spełnianie zachcianek o ile takowe się pojawią. Jednak gdyby się pojawiły kwota wzrastała trzykrotnie.

– Nie. Ale może tak delikatniej?
– Francuski piesek się znalazł – odezwała się pulchniejsza z kobiet, a blondynka szyderczo się uśmiechnęła.

****

– Spójrz.
– O kurczę.
– Każdego paskudnego bazyla można zrobić atrakcyjną bebeczkę – kiwała z uznaniem brunetka.
– No tak. Bóg stworzył kobietę i powiedział jej „a ty to się malować będziesz musiała”.
Dziewczyny żartu jednak nie chwyciły, a ja momentalnie pożałowałem tego co powiedziałem.

Patrzyłem trochę oniemiały na odbicie w lustrze. Z tafli szkła patrzyła na mnie rudowłosa dziewczyna, jedynie owłosienie na klacie nie pasowało do całości obrazu. Zacząłem się zastanawiać.
– Szkoda, że nie pozbyłyście się też tych – złapałem za kępkę włosków wystających spod różowej koszulki na ramiączkach.
– Leniwa jestem. Może następnym razem, za dużo przyjemności od razu to też niedobrze.
– I niezdrowo – dodała blondynka.

Zrobiły taki makijaż, że moja matka by mnie nie poznała. Nawet paznokcie u rąk pomalowały. Rzęsy zakręciły czymś co wyglądało groźnie, a wołały na to zalotka.

****

– To jest Ewa – przedstawiła mnie pozostałym kobietom, które zostały z Adamem.
Właśnie! Adam, gdzie on jest. Rozejrzałem się uważnie po saloniku. Zauważyłem go dopiero po chwili. Przywiązały go do ławy, a na jego ciele ułożyły na talerze z jedzeniem.
– O widzę, że też się świetnie bawiłyście – klasnęła z zachwytem w dłonie Żaneta.
– Pewnie, on też. Mimo, że z początku czuł się nieco zagubiony.
– Ale wspaniała Kornelia wszystko mu wyjaśniła – dodała kobieta siedząca po prawej stronie rudowłosej dziewczyny.
– No to teraz możemy odegrać scenkę rodzajową, bo skoro mamy Adama i Ewę…
– Jestem hetero – odpowiedziałem.
– I lubisz damskie ciuszki?
Zamilkłem nie wiedząc co odpowiedzieć, bo przecież moje podniecenie było widoczne.
– A może jesteś masochistą? – zapytała zadziornie ruda.
– Nie wiem.
– To przekonajmy się.
– Dobrze – odpowiedziałem, czując coś dziwnego, nieokreślonego i coś co było dziwne, nowe i w dodatku całkiem przyjemne.