9 maja, piątek

Zmiany. Czuję zmiany głównie w sobie, ale i na około też. Zaczynam się zastanawiać dlaczego i po co to coś się zmienia. Było mi w sumie dobrze… Teraz jakby inaczej na to wszystko patrzę, bardziej czuję.

Wczoraj ciężko było mi zasnąć mimo to, że chciało mi się spać. Wspomnienia jak żywe stawały obrazami przed oczami, powodowały dreszcze i takie miłe mrowienie na całym ciele.
Przestałam czuć strach, zaczęłam pragnąć, a to wszystko Jego wina. Och… Nawiasem mówiąc zawsze i wszystko to będzie Jego wina. Ktoś musi zostać nią obarczony, na kogoś trzeba to wszystko zwalić. Najgorzej w takich sytuacjach mają Dominujący.

Wszystko to co czułam, co widziałam kręciło się w klimacie bez strachu, za to z pełną świadomością czerpania satysfakcji z uległości. Zabawne, bo zawsze pociągał mnie psychiczny jej aspekt, a ja po prostu zaczęłam chcieć. Chcieć pokazać… A przecież czuć to, to ja lubię, ale już pokazywać to niekoniecznie. Zmiana dotyczy tego, że chciałabym żeby zobaczył to zamglone moje spojrzenie. Przecież ten widok jest tak cholernie miły dla strony Dominującej.
Uległość smakuje inaczej, daje inną satysfakcje i inny rodzaj spełnienia. Nawet bym powiedziała, że jest swoistego rodzaju dopełnieniem.

Wyobrażałam sobie nawet ten moment, w którym On pozwala mi się przytulić policzkiem do swojego uda… Kiedy wierzchem dłoni dotyka mojej twarzy. Normalnie czułam jak odgarnia mi włosy.
Stop, przecież ja byłam nastawiona anty takim rzeczom, a tutaj proszę wyobrażenie takie realne, chłód zapięcia obroży na moim karku. To jest okropne! Nie mogę pojąć dlaczego mam takie myśli…

No ale to co zaczęło się plątać po głowie w kilka dni po pierwszym mniej publicznym spotkaniu zaczęło mnie niepokoić. Bzdura. Wystraszyło mnie cholernie.
Czy to nie jest aby za proste? Tak bardzo chciałam być wyzwaniem… Cholera. Musiał znaleźć sposób jak trafić w te moje całe chciejstwo. To kolejny powód do tego, żeby go nie lubić.

– Ciągle się powtarzasz. Znajdź coś ciekawszego.
– Nie lubię cię jak parówek sojowych. O! – powiedziałam pamiętnego dnia wytrzymując Jego spojrzenie.
Jego wzrok przestał powodować ucieczkę, problem zniknął jak ręką odjąć, zaufałam Mu… Nie mam pojęcia jak tego dokonał, ale udało mu się to, abym uwierzyła i przekonała się o tym, że nie zrobi mi krzywdy.
Zastanawiałam się nad znaczeniem tego co się właśnie kotłuje w mojej głowie, bo ja generalnie lubię rozumieć co się dzieje… Doszłam jednak do wniosku, że przyjdzie ten dzień, w którym zrozumiem bo będę na to gotowa. Nie muszę się śpieszyć. Uhh, nie lubię słowa musisz, bo sprawia, że jeszcze bardziej mi się nie chce.

Chcę jednego. Świadomej i bezpiecznej relacji i będę walczyć o to by była ona satysfakcjonująca dla obu stron.

Zaczynam mieć pewne ukierunkowane myśli, bardziej obrazujące to czego chcę i jak. Och i ta naiwna teoria o kształtowaniu Dominującego. Śmiać mi się chce z tego, ale to tak jakby mieć wyobrażenie o kimś podświadomie, a ten Ktoś się zjawia i jest na tyle elastyczny, że dopasowuje się do moich pragnień. Staje się taki jaki chciałabym aby był, staje się koszmarną odpowiedzią na pragnienia i marzenia, a ktoś mi ostatnio mówił, żebym uważała na życzenia, bo czasami się spełniają. Wredny był, bo mógł mi to powiedzieć wcześniej.