26 kwietnia, sobota

A wszystko zaczęło się w sumie tak niewinnie… Nigdy w życiu bym nie przypuszczała… Eee… Nie, nie mogę powiedzieć nigdy w życiu, bo to jest niepoprawne politycznie i nie daj Boże On by to przeczytał, to od razu by się przyczepił. Powiedziałby zapewne tak:
– Jesteś pewna, że nigdy?
Człowiekowi w mgnieniu oka odechciewa się dyskusji, bo przecież każdy kto kiedykolwiek miał styczność z takimi jak On wie, że to tylko kwestia czasu i doboru odpowiednich słów, a wtedy to „nigdy” zamienia się w chcę/pragnę/pożądam/zawsze – niepotrzebne skreślić.

No ale zacznę może od początku, żebym czytając to kiedyś wiedziała o co chodzi bez zbytniego cofania się w przeszłość.

Zawsze lubiłam czaty, bo czasami mogłam trafić na kogoś ciekawego i po prostu porozmawiać o bzdetach, więc tak egzystowałam sobie w wirtualnym świecie przychodząc na jeden z czatów, jednak od dłuższego czasu raczej ignorowałam potencjalnych rozmówców, po prostu sobie wisiałam. Bywało, że odzywałam się na ogólnym kanale, a nawet chętnie wdawałam się w potyczki słowne i dyskusje na tematy bliżej niesprecyzowane.


Pewnego dnia pojawił się On i z miejsca dostał etykietkę półgłówka czatowego, który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy i w dodatku uważa siebie za dominującego. O matko i córko! Większość tych idiotów myli niebo z gwiazdami nocą odbite na tafli jeziora, no ale co ja im poradzę. Uczyć dominacji czy tam wykładać uległość na uniwersytetach nie mam zamiaru. Chociaż z drugiej strony mogłoby być to dość ciekawe doświadczenie i z pewnością zabawne. Już widzę tę masę kobiet i dziewcząt pragnących nauczyć się uległości bo to teraz jest takie modne. No ale do rzeczy bo zgubię wątek.
Z założenia omijałam takich delikwentów szerokim łukiem. Gdy, któryś z nich pojawiał się w oknie prywatnej wiadomości ignorowałam go. Kiedyś to mnie nawet bawiło – takie droczenie się z nimi, dyskutowanie z tymi wszystkimi nazywających się szumnie Panami, Władcami, Dominującymi czy Masterami – jednak wszystko co przychodzi zbyt łatwo, szybko się nudzi, bo przecież łatwe zwycięstwa to nie zwycięstwa. Tak?

Zaczęło się od rozmowy na temat książki właśnie na kanale ogólnym. Tematyka rozmowy odbiegała od tej podświadomie podyktowanej treścią Jego nicka, więc ostatecznie mogła sobie trwać dalej. Nawet przyjemnie się pisało, a ja dostawałam kolejnych mentalnych orgazmów widząc kropki i przecinki już nie wspomnę o braku błędów ortograficznych czy rozróżnianiu bynajmniej od przynajmniej. Temat zszedł na pisanie, a ja jak zwykle mam za długi jęzor i w przypływie euforii i braku ostrożności pochwaliłam się, że ja też pisuję. Błąd, pierwszy poważny błąd. Dlaczego? Bo chciał przeczytać, a ja z przyczyn oczywistych nie chciałam mu tego pokazać. Uparty, wredny i okropny podał maila żądając teraz, natychmiast wysłania jakiejś próbki. To była taka „prośba”, którą się wykonuje bezzwłocznie i taka gdzie nie ma miejsca na sprzeciw. Normalnie przeokropny i już go nie lubiłam. Wysłałam, niech sobie ma. Przeczytał dodał kilka uwag i po bólu.
No prawie po bólu, bo zaraz potem zaproponował przejście na gadu gadu.
Eeee… Sieć zarzucona ciekawe czy rybka wpłynie. Zapewne nie jedna łyknęła już ten haczyk, ale co tam w końcu ostatecznie szukał uległej tyle, że ja nie byłam specjalnie zainteresowana. No, ale przecież pogadać mogłam, należy mi się w końcu coś od życia, tak? No dobra, nie przyznam się, ale chciałam utrzymać kontakt, więc odezwałam się na numer, który mi zostawił.

W ciągu całego tego czasu jaki poświęciłam na kontakt wirtualny z Nim bywało różnie. Myśli i odczucia były różne, były nawet i momenty, że chciałam uciekać gdzie pieprz rośnie, ale nie pozwolono mi, a potencjalny Oprawca zniechęcić czy odstraszyć też się nie dawał. O ile było by łatwiej jakby sam zrezygnował? Bez porównania łatwiej no, ale co miałam zrobić? A tak szarpałam się z myślami „chcę” i „nie chcę”, „pragnę” i „się boję”. Ha! Ja do końca nawet nie wiedziałam czego się bałam, ani przed czym chciałam uciekać – po pewnym czasie doszłam do wniosku, że chyba przed samą sobą chciałam uciekać. Wredne wiem.
Bo przecież czy nie tego chciałam? Czy nie tego właśnie szukałam? Bzdura! Niczego nie szukałam. Samo przyszło, samo się rozgościło, a że pozwoliłam się „Temu” rozgościć to już inna sprawa. Jedno się nasuwa od razu – uważaj na życzenia, bo mogą się spełnić.

****

Noc była zimna, a ja biegłam lasem co chwila wpadając w gałęzie. Bezbronna, wystraszona, w panice uciekałam przed czymś co było nieuniknione. Dźwięk jakże znany, ale zapomniany i gdzieś w głębi duszy głęboko skrywany, szelest był co raz bardziej wyraźny, wabił, przywoływał… Skierowałam swoje kroki w jego stronę, biegłam w popłochu goniona przez coś lub kogoś, biegłam oplątana swoim strachem. Szum narastał, wkrótce opanował moje myśli, lekkie srebrzyste światło przyciągało prześwitując przez gałęzie sosnowego lasu. Piach łapczywie pochłaniał moje kroki, łapał chłodem za kostki, próbował zatrzymać.
Morze. Fale spienionej wody rozpływały się z szumem w piaszczystym brzegu, do którego podchodziłam nieufnie. Patrzyłam zahipnotyzowana w głębię błękitu. Morze piękne i rozległe…
Może powinnam przestać uciekać? Może powinnam…
Usiadłam na zimnym piasku i więzy strachu opadły bezwładnie zwracając mi wolność.

****

Obudziłam się rano słysząc krople deszczu dzwoniące o parapet. Od razu pomyślałam, że znowu coś robię nie tak jak powinnam, bo moja podświadomość znów przegoniła mnie po tym pieprzonym lasie.

Wczorajszy dzień był okropny. Niby tutaj jak gdyby nic, nie będąc do końca pewna czy spotkanie jest aktualne czy nie, zajęta byłam bazgroleniem kolejnej półnagiej baby na przysłowiowe własne potrzeby. No powiedzmy, że na własne bo wojna o poszerzenie ilości dam na kartach trwała z miesiąc do momentu, aż „sama” uznałam, że można by było nawet i całą talię zrobić.
Poziom stresu w sumie zerowy, nawet wiedząc już, że oto nadszedł sądny dzień i poznam Tego Wrednego Jegomościa. A gówno prawda. Czułam się jakbym szła do dentysty. Mało kto lubi, ale wiadomo o co chodzi. Idziesz bo musisz, a ja w sumie to chciałam iść – normalnie szczyt masochizmu w moim wydaniu, ale nic ponad to. Chyba powinnam coś czuć dodatkowo.

Sytuacja się zmieniła gdy przyszedł. Chciałam wstać i się grzecznie przywitać, więc żeby było zabawniej poślizgnęłam się i klapnęłam z powrotem na skórzaną, obdrapaną jasną sofę. W tym momencie poczułam się dokładnie tak jak kiedyś, totalnie onieśmielona, zbita z tropu, siedziałam cicho wbita w beżową lożę… No chyba, że ktoś mnie o coś pytał to łaskawie odpowiadałam.
Czułam na sobie Jego wzrok, czułam jak zagląda w każdy ciemny zakamarek mojej duszy, byłam wręcz pewna, że niczego nie jestem wstanie ukryć. To cholernie głupie uczucie i bardzo go nie lubię. Zaczęłam panikować.

– Idę zapalić – już od dłuższego czasu kombinowałam jak się wyrwać z towarzystwa i wyjść chociażby na te dwie minuty.
Na całe nieszczęście wyszliśmy wszyscy na zewnątrz zmieniając otoczenie, tam można było palić, więc paliłam ciągle słysząc, że nie powinnam, że za dużo palę i takie tam.
Wiedziałam, że sobie nie odmówi, byłam pewna, że spróbuje, ale takiego efektu się nie spodziewałam. Był dużo gorszy w rzeczywistości niż przez kabel. Barwa głosu, spojrzenie, gesty. Zabijać go chciałam! Kilka niewygodnych pytań i znów wpadłam w panikę. Dotknął mnie, wcześniej pytając mojego o zgodę. Ta delikatność nie pasowała mi do Niego, a to co poczułam dodatkowo wystraszyło. Zebrałam się w sobie i poprosiłam żeby przestał. Ciepło, które poczułam nadal tam było mimo, że noc była chłodna, a Jego ręka już nie opierała się na mojej głowie i to mrowienie… Byłam wściekła, na siebie, na Niego, na wszystko. Kurwa! Miejsce publiczne, no przecież nic stać się nie może, a tutaj takie kwiatki.

Rozmowa między facetami toczyła się na zupełnie mi obce tematy. W pewnym momencie jakoś zeszło na wiązanie.
– Nie będę wisieć na drzewie – powiedziałam zadzierając głowę.
– Ty słyszałeś? Ona powiedziała, że nie będzie wisieć na drzewie. Coś w ogóle dużo tych „nie” z jej strony – powiedział odwracając się do mojego partnera.
– Dzisiaj jeszcze może sobie na to bezpiecznie pozwolić – odpowiedział z uroczym uśmiechem, a po chwili się roześmiał.

Nie lubię Go. Nie lubię ich obu. Miałam ochotę zabijać. W pierwszej kolejności Dominującego, z którym się właśnie spotkałam, a w drugiej mojego faceta, który świetnie się bawił moim kosztem. Ot dwie podłe szuje…

Sięgnęłam po papierosa pogrążona w myślach…
– Nie pal – mówił, a paczka została porwana przez mojego lubego. Zdrajca jeden z nim trzyma, ja mu pokaże w domu gdzie raki zimują.
Po stoczeniu potyczki słowno-wzrokowej kupiłam jednego papierosa za pięć pytań. Drogo wiem, ale co zrobić, chciało mi się palić to i zapłacić musiałam.

– Czego chcesz, czego oczekujesz? – padło z Jego ust.
Milczałam nie wiedząc co powiedzieć. Jedno pytanie, które było niewygodne i przestałam wiedzieć czego chcę. Nie potrafiłam odpowiedzieć. Bałam się. Cholernie się bałam. Bo oto On Jaśnie Wielmożny Pan i Władca, ucieleśnienie moich pragnień i lęków siedział obok mnie. Uhhhh jak ja Go nienawidzę. Za co? Za to, że w ogóle istnieje…
– Nie wiem, nie jestem pewna, już niczego nie jestem pewna – odpowiedziałam gasząc papierosa.
Zapytał o jeszcze dwie mniej istotne rzeczy, po czym przywalił z grubej rury tak, że aż się skuliłam szukając wzrokiem wsparcia u partnera.
– Czy masz życzenie spotkać się ze mną w mniej publicznym miejscu?
– Mniej publicznym? Kurwa… – panikowałam w myślach.
– To nie jest dobre pytanie. Chyba nie mogę na nie odpowiedzieć.
– Możesz, pyta cię o twoje zdanie – odezwał się mój facet już lekko przysypiając.
– Tak – szepnęłam odwracając głowę. Nie wierzyłam w to co się dzieje. Nie wierzyłam w to co właśnie powiedziałam…

Zabawne bo chciałam spotkać Kogoś silniejszego od siebie samej, ale do cholery jasnej nie aż tak. Teraz nie jest mi do śmiechu.

Te wszystkie pytania zwalające z nóg, te wszystkie słowa, które czułam i które odbijały się echem gdzieś wewnątrz. Po prostu koszmar, koszmar zwany uległością.

Jednak w sobotę jeszcze przez pół dnia czułam mrowienie na granicy czoła i włosów dokładnie w tym miejscu w którym zostałam obdarowana pożegnalnym pocałunkiem. To był cholernie fajny i miły gest, bo poczułam się Jego. Poczułam, że mimo tej wredności i okropności jaka wręcz od niego biła, nie zrobi mi krzywdy.