Już dobre dwie godziny jechali drogą na Kraków w kompletnej ciszy. Zjechała z trasy, a po kilku metrach wjechała w las. Leśną wyjeżdżoną ścieżką toczyli się wolno może z piętnaście minut. Zatrzymała się zaraz za polaną, wjeżdżając na posesję dworku.
– Jesteśmy na miejscu – powiedziała prostując swoje ciało. – Weź z bagażnika rzeczy – rozkazała.
Odwrócił się i zobaczył mały, biały dworek. Jego nowa Pani wspominała o nim, wyglądał dokładnie tak jak ten z jego snów. Tak samo pedantycznie wysprzątane podwórko, dokładnie taki sam płot. Wszystko było identyczne, jakby żywcem przeniesione w realny świat wprost ze snu.

****

Zadzwoniła dzwonkiem, a po chwili otworzył im drzwi wysoki szczupły mężczyzna w samej obroży na szyi.
– Witam Państwa. Proszę, zapraszam. Podać już wino? – zapytał ustępując z drogi gościom w drzwiach.
– Tak i wskaż mi drogę do dziewcząt.
Mężczyzna krótko opisał którędy ma iść Kobieta, aby trafić do jego Damy.
W tym czasie uległy, który został przywieziony wraz z Satynową stał posłusznie trzymając w rękach Jej bagaże.

Walet kier obserwował przez chwilę jego ręce, które nawet nie drgnęły od ciężaru jaki trzymały.
– Silny jest i wytrzymały – pomyślał. – Nie widziałem cię wcześniej – zaczął. – Długo u Niej jesteś?
– Odpowiedz skoro już zostałeś zapytany – powiedziała stanowczo Satynowa, która już była przebrana w swoją suknię.
– Nie, moja Pani przyjęła mnie niespełna miesiąc temu.

****

Szli długim i ciemnym korytarzem. Pozostali mężczyźni znali to miejsce i ten specyficzny zapach jak i klimat jaki towarzyszył każdej nocy gdy księżyc był w pełni.
– O remoncik zrobiłaś – odezwała się krótko ostrzyżona, rudowłosa Panna odziana w biel.
– Po ostatniej imprezie musiałam – roześmiała się pani domu.
– No tak, ale ty Satynowa i tak masz większe zmiany – odezwała się Dama Pik. – To przez ostatnie losowanie?
– Nie – spochmurniała. – Zmiana jest spowodowana nie tyle ostatnią imprezą co powiększeniem rodziny u Kamila. Nie mógł dłużej zostać w Polsce i wyprowadził się z żoną za granice.

Kobiety rozsiadły się wygodnie w fotelach w barokowym stylu, a ich ulegli zajęli pozycję po prawej stronie. Wszyscy prócz waleta karo, mężczyzna w średnim wieku o pięknie wyrzeźbionym ciele klęczał po lewej stronie Satynowej Damy.

– To chyba pierwszy twój uległy, który tak szybko przyswoił informację o tym, że jesteś leworęczna.
– Zmieniłam to i owo, ale fakt – pierwszy, można by rzec, że doświadczalny.
Kobiety roześmiały się.
Pani domu wstała i podeszła do jednego z regałów, które stały zaraz przy wejściu do lochu.

****

Surowa cegła pomalowana na krwiście czerwony kolor od razu budziła skojarzenia z brutalnością. Czerń mebli, mocowań w ścianach i sufitach dodawała pikanterii. Jedynie słup z surowego drewna na środku piwnicy burzył harmonię otoczenia.

– Jako że masz nową zabawkę – zachichotała Kobieta w bordowej sukni. – Losujesz pierwsza.
Zabawa polegała na losowaniu z pośród 7 kart jednej, która przedstawiała albo symbol Dominującej, albo liczbę. W przypadku wylosowania karty z liczbą odpowiadającej ilości Kobiet, które wezmą czynny udział w zabawie rozstrzygano to ilością oczek na wyrzuconej kostce. Dzięki temu było wiadomo, które z Pań będą obserwować, a które bawić się w dręczenie. Dopiero później analogicznie wybierano ofiarę. Pozostali czekali na swoją kolej służąc Dominującym podając wino i przekąski.

– Dwa – ucieszyła się Kobieta w satynie.
– Ostro, zawsze chciałam pojechać uległego na dwa baty – zatarła ręce blondynka w warkoczu.
– Ale, że jak? – zainteresowała się Ruda.

Rzuciły kostką, sześć oczek wyrzuciła Kobieta w bieli, pięć Dama Pik, tylko trzy Pani domu, cztery oczka trafiły się Kobiecie w satynie.

– Samanta – zawołała kruczo czarna Kobieta do Satynowej Damy. – Losuj.
– Mam – wyciągnęła kartę. – Walet – trzymała w napięciu mężczyzn. – Karo.
Uległy Satynowej podniósł głowę i spojrzał na swoją Właścicielkę, bo wiedział, że ten kolor jest przypisany do Niej.

****

Rudowłosa sprawdzała łańcuchy, którymi właśnie został przytwierdzony w pozycji klęczącej mężczyzna. Już całkiem nagiemu Dama Pik założyła pas cnoty upewniając się przy okazji czy przytwierdzony do podłoża metalowy element jest na tyle wytrzymały, by przypadkiem nie został wyrwany.

Właścicielka nakazała dwóm innym uległym przeniesienie fotela bliżej swojego psa, tak aby żaden szczegół nie mógł umknąć Jej oczom.

Rudowłosa podeszła do czarnej kraty, na której wisiały przeróżne narzędzia tortur.
– Zaczniemy delikatnie – zaśmiała się sięgając po czarny palcat. Blondynka miała już bliźniaczy, czerwony w rękach.
Trzaski rozległy się po piwnicy, nasilały się razy, a mężczyzna co raz szybciej oddychał.
– Doprowadźcie go do łez – powiedziała i uśmiechnęła się Kobieta w satynie rozsiadając się wygodniej w swoim fotelu. Skinęła na jednego z pozostałych, a ten szybko podał jej kielich z czerwonym winem pozostając przy jej boku.
– Do łez mówisz? – zapytała Pikowa sięgając po długi rzemienny bat.
– No dobra – uśmiechnęła się druga z Kobiet zabawiających się mężczyzną z lekko zaczerwienionym tyłkiem.
– Ale zakneblujcie go, sąsiedzi skarżyli się na hałas po ostatniej imprezie – zasugerowała Pani domu.
I już po chwili mężczyzna w ustach miał czerwoną kulkę zapinaną z tyłu głowy przez Damę w bieli.

Trzaski. Charakterystyczne cięte powietrze przez baty uderzające raz z prawej, a raz lewej strony zostawiały czerwone napuchnięte pręgi, a niektóre z nich były i bordowo sine.

– Twardy jest cholera. Skóra cię nie piecze? – w odpowiedzi usłyszała tylko niezrozumiały bełkot.
– Wiem, mnie się jeszcze nie udało.
– Spowodować łez?
– Tak.
– To może teraz klasycznie na dwa baty? – zasugerowała Rudowłosa.
Walet kier wzdrygnął się.

Obie kobiety podeszły do skrzyni w rogu pomieszczenia. Dopasowały paski. Zagrały w papier, kamień i nożyce.
– Wybierasz.
– Biorę tył.
– I dobrze, nie ma nic bardziej jarającego jak obciągający kundel sztucznego penisa.
– Wiem, miła chciałam być. Urodziny masz niedługo.
– O jakie to miłe – powiedziała Ruda.
– Poza tym lubię dotykać zlanego tyłka i słuchać jak syczy gdy zaczyna piec bardziej – roześmiała się Dama Pik.
– Tylko wyjmijcie mu ten knebel – dodała dama w satynowej sukni. – Zawartość jego ust czasami się przydaje.

****

Poczuł chłód lubrykantu między pośladkami, ciepła dłoń właśnie po kawałku kradła jego intymność, skóra na udach i pośladkach piekła nieznośnie. Położony na blacie i przywiązany do nóg stołu nie wiele miał do powiedzenia, zwłaszcza ze sztucznym penisem w ustach… Kobieta, na której do niedawna była jeszcze biała suknia, stała przed nim naga, ubrana jedynie w jedwabne jasne pończochy, które podkreślały kolor jej skóry. Czarne paski mocujące strapon lekko wrzynały się w Jej ciało. Trzymała go za włosy, poruszając się delikatnie w jego ustach. Blondynka z warkoczem przebrana w lateks stała za nim przygotowując się do sforsowania jego odbytu.

Pchnęła raz, ale porządnie, za pierwszym razem pokonując obie przeszkody. Poczuł tępy ból, a łzy same popłynęły mu z oczu ku uciesze zgromadzonych Dam.