Usłyszał za sobą szelest Jej sukni, którą zabrała z garderoby. Mimo ogromnej ciekawości tkwił w pozycji, w której go zostawiła idąc pod prysznic. Kobieta przeszła obok niego i usiadła przy toaletce owinięta w biały ręcznik i właśnie zabierała się za rozczesanie włosów szczotką z naturalnego włosia.
Obserwował jak powolnymi ruchami przesuwała szczotką lśniące od wilgoci pasemka włosów.
– Podejdź – powiedziała wyciągając w jego kierunku rękę trzymającą szczotkę.
Jednym skokiem dopadł do jej stóp.
– Wstań i zrób to – powiedziała bez cienia emocji. – Byłeś dzisiaj grzeczny – uśmiechnęła się kładąc szczotkę na jego dłoniach.
Nawet się nie zastanawiał. Uwielbiał czesać Jej włosy, czarne i długie. Sięgały aż do Jej bioder, pachniały werbeną.
Delektował się chwilą nagrody jaką otrzymał za swoje oddanie.
– Dziś pełnia.
Znieruchomiał na ułamek sekundy, pamiętał co działo się poprzedniej takiej nocy… Już prawie od dwóch lat, cztery przyjaciółki spotykały się każdej takiej piekielnej nocy, aby pieścić podniebienia wytwornymi winami i cieszyć oczy wymyślnymi torturami jakie serwowały swoim niewolnikom. Nawet nie śmiał powiedzieć tego na głos, ale utożsamiał te spotkania z sabatem czarownic.

****

Klęczał po jej prawej stronie trzymając w dłoniach srebrną tacę, na której stał kielich z białym winem. Jego Pani właśnie skończyła układać swoje długie, kruczo czarne włosy. Przeglądała się w lustrze oglądając z każdej strony misternie upięty kok. Wstała z krzesła zostawiając na nim ręcznik. Jęknął z podziwu mając zapewne głupi wyraz twarzy i ze wstydem spuścił wzrok.
– Wciąż cię onieśmielam? – zapytała z niedowierzaniem. – Ty się chyba nigdy nie zmienisz. Chociaż ten twój wstyd jest na swój sposób nawet i uroczy – zadrżał pod dotykiem Jej zimnej dłoni, która musnęła jego nagą skórę na ramieniu.

Podeszła do łoża, na którym położyła bordową suknie. Materiał zaszeleścił, tkanina przylgnęła do ciała Kobiety. Dopasowany krój uwydatniał Jej talię oraz biodra, rozchodził się na końcach pośladków nadając im dzięki temu niesamowicie seksowny kształt, na samym krańcu sukienki połyskiwały czarno czerwone wyhaftowane kwiaty.
– Teraz jeszcze gorset – powiedziała, a on już był gotów Jej pomóc ściągać troczki. – Nie. Tym razem sama to zrobię – pociągnęła za czarny rzemień ściągając ciasno skórzany gorset.
– I jak?
– Wyglądasz oszałamiająco moja Pani – wyszeptał kryjąc rumieniec.
– Och, nie przesadzaj – powiedziała machnąwszy ręką. – Nawet w worku na kartofle byłabym dla ciebie najpiękniejsza.
Miała rację, bo nigdy w życiu nie sprzeciwiłby się Jej woli i nie ośmieliłby się powiedzieć, że w czymś co właśnie postanowiła założyć wygląda mało kobieco lub co gorsza „wcale nie wygląda”.

Dzwonek do drzwi zwiastował pierwszych gości.
– Otwórz i zajmij się nimi, ja zaraz przyjdę – powiedziała kończąc malować rzęsy.
Poszedł i otworzył drzwi. W progu stała blondynka z włosami zaplecionymi w warkocz, również w długiej sukni koloru błękitnego nieba z granatowymi haftami. U jej boku stał dobrze zbudowany brunet.
– Witaj Damo Pik, zapraszam do środka. Moja Pani za chwilę zejdzie.