Jasny blond warkocz zwisał tuż nad jego głową. Podniósł się na tyle, na ile było to możliwe aby móc delektować się piaskowym odcieniem jej włosów, aby pieścić chociaż myślą jej jasną skórę… Zajrzeć w głębie szarych oczu i spróbować zgadnąć co go czeka. Bez skutku, bo jej spojrzenie jak zwykle wyrażało tylko to, że to co zamierza z nim zrobić cholernie jej się podoba. Położyła dłoń na jego karku i siłą zmusiła do powrotu do wcześniejszej pozycji ciała, nachyliła się i uśmiechnęła słodko.
– Nie lubię jak się tak uśmiecha – pomyślał szybko spuszczając wzrok zaraz po tym jak na niego spojrzała. Wiedział, że nie lubiła jak się jej przygląda. Wiedział, a mimo to starał się uchwycić wzrokiem każdą chwilę kiedy tylko nie patrzyła na niego.

Dama Pik właśnie kończyła go wiązać, klęczał na podłodze wyłożonej błękitnymi kafelkami. Tkwił w pokłonie oddając cześć swej Damie przylgnąwszy przedramionami do zimnej posadzki. Łokcie przywiązała mu do kolan, siatką oplotła plecy. Nie był w stanie się ruszyć.

– O, właśnie o to mi chodziło. Wyglądasz jak złapany tryton w sieć rybacką – zaśmiała się opierając na jego łopatce bosą stopę. – Chociaż bardziej przypominasz małą syrenkę – kpiła. – Zaraz po tym jak straciła swój ogonek.

Podeszła do szafki i otworzyła cicho drzwiczki, a z wnętrza wyjęła opakowanie małych świeczek – podgrzewaczy. Wyciągnęła z pudełeczka cztery sztuki i wróciła pod okno. Przysunęła krzesło bliżej, nachylając się musnęła włosami jego ramie. Ustawiała jedną, po drugiej na jego plecach.
– Radzę ci się nie ruszać – powiedziała podpalając kolejno świeczki.
Rozsiadła się wygodnie, oparła przedstopie o jego głowę, powoli rolowała nylonowe pończochy. Pomieszczenie zaczynało pachnieć cynamonem, gdy ona sięgnęła po kieliszek czerwonego wina, aby umoczyć subtelnie w nim wargi.
Gdy zdjęła już obie, wstała i bosymi stopami przeszła do innego pomieszczenia. Po chwili wróciła z charakterystycznym dźwiękiem niosącym się po podłodze. Znów zasiadła, ale tym razem wsparła piętę o ramę krzesła i zaczęła malować paznokcie na ładny czerwony kolor.

– Skończyłam – krzyknęła zadowolona z siebie podsuwając mu obie stopy pod nos. – Patrz jak ładnie.
Poruszył się lekko zapominając, że na jego plecach są świeczki… Opanował się jednak szybko i nic nie poparzyło jego skóry.
– Przepięknie – powiedział składając niewinny pocałunek na stopie, która była bliżej ust.

Dama łapiąc za kielich wstała z krzesła odsuwając je nieco w tył kuchni, w której się znajdowali, drugą ręką chwyciła za miotełkę do kurzu i zaczęła nią muskać ciało mężczyzny.
Gdy delikatność nie przyniosła pożądanego efektu zajęła się jego stopami. Dotykała palcami pofałdowanej w niemym sprzeciwie skóry na spodzie jednej ze stóp. Mężczyzna drgnął, jednak wosk nie popłynął po jego plecach. Kobieta przeszła do łaskotania boków uległego i tym razem świeczki zakołysały się silniej rozlewając przy okazji cały stopiony materiał bezpośrednio na jego grzbiet.
Zacisnął zęby powstrzymując się od wydania jakiegokolwiek dźwięku.
– Oj, jestem niepocieszona – wyszeptała sięgając po drewnianą łyżkę, po czym dotkliwie sprała mu tyłek.