– A niech go szlag trafi – pomyślała przestępując z nogi na nogę. – Będzie mnie najwyżej niósł na rękach do domu – pomyślała stojąc i chwiejąc lekko na nogach jakby była pijana – ale spełniłam przynajmniej jego wymagania – dokończyła w myślach podziwiając romantyczną scenerię miejsca, które dla nich wybrał i przeklinając w duchu uwierające szpilki.
Podeszła do jednego ze stolików zawczasu sprawdzając chybotliwość kilku innych po drodze, ale oczywiście było to bezsensu, bo wszystkie były takie same. Małe, białe, metalowe i z misternie wykonanymi zdobieniami pokrywające jedyną nogę, na której opierał się blat. Takie elementy niewątpliwie dodawały uroku i często można było je spotkać w małych, ogrodowych kawiarenkach właśnie takich jak ta.
Taki klimat miejsca zdecydowanie pobudzał wyobraźnie i zachęcał do pogrążenia się w zadumie przy aromacie świeżej kawy.

Wiosenny wiatr delikatnie muskał jej kark powodując dreszcze i gęsią skórkę na rękach.
Usiadła, a już po chwili zjawiła się urocza panna w długiej stylizowanej sukni a’la „duma i uprzedzenie”, kobieta złożyła zamówienie na kawę i ciastko u kelnerki . Jednak po chwili spochmurniała i z żalem widocznym na jej twarzy zrezygnowała z ciasta przypominając sobie co Pan by powiedział na widok tej słodkiej bomby na talerzu.

– Zdecydowanie nie uwierzyłby, że to dla niego – pomyślała i uśmiechnęła się pod nosem z twarzą schowaną we włosach, które właśnie ponownie przeczesywał wiatr.
Spojrzała w stronę jeziora, gdzie na schodkach bawiły się dzieci, które całą watahą z dzikim piskiem biegały za gołębiami pilnowane przez matki i opiekunki. Na przeciwko, na pochylonym konarze drzewa przysiadł dostojny paw przyglądając się kobiecie jakby czekał na jakąś smaczną przekąskę.

– Cholernie romantyczne miejsce sobie upatrzył – pomyślała obserwując wolno spadające płatki małych, białych kwiatków domowej śliwki. Takie drzewka rosły u niej na podwórku, gdy była mała zajadała się tymi małymi, słodkimi mirabelkami. Kiedyś nawet z jednego z takich drzew spadła dotkliwie obijając sobie tyłek.

Wyciągnęła z torebki książkę owiniętą w kolorowy papier, zamknęła oczy pieszcząc jeszcze przez chwilę zmysły dźwiękami natury zanim zatopi się w świecie swojej powieści.

****

Podszedł bezszelestnie do pogrążonej w lekturze kobiety siedzącej przy małym, białym stoliczku. Położył dłoń na jej ramieniu, nawet nie podskoczyła. Wiedział, że rozpozna go bez problemu, nawet go nie widząc ani nie słysząc jego głosu, wystarczył jej zapach lub dotyk. Fascynowało go to.
– Co czytasz? – zapytał.
– Nic ciekawego – odpowiedziała zadziornie chowając roześmiane oczy pod kolorowym papierem okładki.
– Ach tak? – zakpił. – Intuicja podpowiada mi, że obłożyłaś tę książkę w kolorową gazetę tylko dlatego, że oryginalna okładka nie nadaje się do podziwiania przez przypadkowego przechodnia.

Schowała książkę, dopiła kawę i odeszli od stolika zostawiając kelnerce napiwek pod filiżanką.
Wstali i oddalili się alejką obsadzoną dębami.
– Dziś pokażę ci jak dużą moc mają słowa – spojrzał na nią czekając na jakąkolwiek reakcję. – Jesteś na to gotowa?
– Gotowa? – zatrzymała się przekręcając głowę na bok jak mały piesek. – Co wymyśliłeś? Mam się zacząć bać?
– A chcesz się bać?
– Nie.
– Więc pytam.
– Więc odpowiadam – nie wiem. Sam to musisz ocenić.

Złapał ją za rękę i pociągnął, straciła równowagę padając w Jego ramiona.
– Musisz mi zaufać.
– Powiedzmy, że ufam – zaśmiała się. – Wiesz…
– Co wiem?
– Tobie nie można ufać.

****

Położył ją prawie całkiem nagą na łóżku, zostawił na niej tylko cieliste pończochy. Oczy przewiązał czarnym materiałem.
– Chciałbym, abyś skupiła całą swoją uwagę na tym co mówię.
– Uhm – mruknęła nerwowo.
– Boisz się?
– Nie. Absolutnie nie – skłamała.
– Nie masz czego.
Odetchnęła z ulgą. Roześmiał się dotykając jej ciepłej skóry na brzuchu.
– Tak wiem, twój perwersyjny mózg miał już kilka niesamowitych scenariuszy co mogłoby się wydarzyć.
– Przestań tyle wiedzieć – powiedziała z odrobiną prowokacji w głosie.
– Odpręż się i słuchaj – położył się obok niej, tak by słyszała jego najcichszy szept. Czuła jak materac faluje pod jego ciężarem. Nic poza jego oddechem nie słyszała, całą swoją uwagę skupiła na Nim tak, jak sobie tego życzył.

****

– Aksamitnie miękka trawa łaskocze w stopy przy każdym kolejnym kroku. Słyszysz otaczające cię koniki polne, które pochowane pod kiściami trawy grają na skrzypcach uroczą melodię – patrzył uważnie jak pociera stopą o stopę.
– Ciii. Bądź cicho, bo je spłoszysz – znieruchomiała.
– Idź dalej łąką aż dojdziesz do granicy lasu. Niech zimny wiatr rozwiewa ci włosy, niech muska ciało zwiewnym materiałem w kolorze nocnego nieba – patrzył jak jej sutki twardnieją z zimna, a na ciele pojawia się gęsia skórka.
– Trzask łamanej gałęzi zakłóca spokój – poruszyła się nerwowo. – Nic tam nie ma. Jest tylko noc, ale świerszcze ucichły. Co czujesz?
– Niepokój, kogoś lub czegoś obecność – odpowiedziała, łapiąc ręką jego przedramię.
– Słyszysz? Jak wiatr tańczy w koronach drzew? Idź do lasu…

****

Trzask łamanej gałęzi, płoszy zwierze ukryte w krzaku. Przebiega obok mnie. Boję się. Ktoś tutaj jest, ten ktoś na mnie poluje. Kolory gdzieś uciekły, wszystko jest w odcieniach szarości. Biegnę w popłochu między drzewami, nie chcę dać się złapać. Potykam się o korzeń, upadam twarzą w piach, mam go w ustach. Ktoś mnie dopada, okrywa ramionami. Ściska jakby tulił. Mamrocze coś pod nosem. Boję się.

– Już dobrze, już jesteś bezpieczna.
– To ja jestem twórcą twego człowieczeństwa i ja niszczycielem jestem jego. To ja decyduję co jest, a co nie jest widzialne albo niewidzialne. Tylko ja pojmuję wszystko i tylko ja decyduję co jest dobre, a co złe. Ja stworzyłem grzech, wstyd i przyjemności z nimi związane. Jam jest twój mózg, używaj mnie bezwstydnie – wyrecytowała.
– Piekielnie piękny jest twój dar.