Stałam chwilę oparta o blat kuchenny zaskoczona swoimi myślami.
– Zdominować dominującego – plątało mi się w głowie. Urocze określenie na wydobycie pragnień potencjalnego samca alfa, któremu tylko się wydaje, że taki jest. – To nic złego – tłumaczyłam sama sobie, to co zobaczyłam w jego oczach przyszło mi zbyt łatwo. Nie spodziewałam się tego, że mogłabym… że potrafiłabym sprowadzić czymś takim kogoś do parteru.

Zrezygnowałam ze szklanki. Teraz stałam prowokacyjnie oparta o framugę patrząc na biedną istotę, która właśnie trawiła to co się wydarzyło przed kilkoma minutami.
– I widzisz do czego doprowadziłaś? – rzucił ciche i niedbale złożone słowa, które brzmiały jak oskarżenie, nawet nie mając odwagi by spojrzeć w moim kierunku.
– Oh, ale mi przykro – powiedziałam z maleńką nutką ironii w głosie. Nie byłam pewna czy faktycznie tego chcę, ale niema propozycja była bardzo kusząca.
– Powinienem już iść – podniósł się raptownie z sofy. – Wybacz mi.
– Siadaj. Nie pozwoliłam ci wstać.
Widziałam jak drgnął słysząc mój głos. Patrzyłam jak walczy z chaosem własnych myśli, przyglądałam się dwoistości jego odczuć… Piękny efekt rozwalenia osobowości i ta jego niepewność, którą okazywał podniecała mnie i zachęcała by sięgnąć po jego uległość.
– Siadaj – powtórzyłam. Śmiejąc się w duchu z potęgi mojego głosu, a gdy usiadł poczułam coś czego się nie spodziewałam. Już byłam pewna, że mimo zaskoczenia i tak zostanie, bo on w głębi swojej duszy tego właśnie pragnął. Chciał poczuć, chciał zostać zdominowany przez kobietę, a ja postanowiłam dać mu to.

Podeszłam do ławy, która stała obok sofy, postawiłam na niej miskę. Taką zwyczajną na wodę. Nie byłam pewna co by powiedział mój kot na taki widok, ale w tej chwili wszystko mi było jedno.
– Żartujesz prawda? – zapytał zmieszany widokiem srebrnego naczynka.
– Nie, nie żartuję. Będzie mi potrzebna.
– Nie zmusisz mnie do tego – powiedział cicho. Ale jego nie brzmiało jak „przekonaj mnie, że sam tego pragnę”, więc podjęłam wyzwanie, które rzucił mi zupełnie nieświadomie.
– Do niczego cię nie zmuszę – szepnęłam pochylając się nad nim. Czułam zapach jego perfum zmieszanych z wonią strachu. Widziałam jak drży… Wiedziałam co czuł. Nie był pewny tego co go czeka, bał się niewiadomego, a mimo to chciał aby to dalej trwało.

Postawiłam stopę na sofie pomiędzy jego nogami, tak blisko jego ciała, że aż czułam jego ciepło.
– Ściągnij – zażądałam. – Tylko nie zniszcz.
Co prawda wolałabym aby je ze mnie zdarł, dał w pysk i takie tam… A potem złapał za biodra obrócił, pchnął na jakiś mebel albo na ścianę, chwycił za kudły i zerżnął tak jak lubię, ale dziś nie będzie mi dane zaspokoić swoich pragnień. Mówi się trudno, ale żyć jakoś trzeba i właśnie dlatego to ja się dzisiaj zabawię jego kosztem.

Drżącymi rękami odpinał od pasa pończochę patrząc bezczelnie mi w oczy.
– Co cię tak bawi? – w odpowiedzi usłyszałam chichot gdzieś tam tłumiony ciałem. – Co cię tak bawi? – powtórzyłam, łapiąc go za czuprynę i szarpnięciem odchylając głowę. Milczał, patrząc z pogardą w oczach. Przesunęłam stopę tak by ją odpowiednio mocno poczuł między nogami, a po chwili strzeliłam go w pysk.
– Nie lubię się powtarzać – powiedziałam spokojnie. – Ale widać muszę. Co cię tak bawi?
– Sytuacja – trzask kolejnego uderzenia odbił się echem po mieszkaniu.
– Dalej coś cię bawi?
– Nie. Wybacz.
– Nie zasługujesz na to by siedzieć na miękkim. Won na podłogę – szarpnęłam jego głową prawie przy tym tracąc równowagę. – Lubisz być tak traktowany? – zakpiłam.
– Wstyd mi, bo marzyłem o tym – wyszeptał spuszczając głowę.

Jak pewny siebie mężczyzna, który szuka uległej… Nie mieściło mi się to w głowie. Po prostu nie mieściło.

Ustawiłam go sobie na przeciwko sofy. Nadgarstki przewiązałam pończochą, którą mi zdjął, rozejrzałam się po pokoju złapałam za apaszkę, aby mu zawiązać oczy. Zawahałam się jednak i zrezygnowałam z niej. Na pierwszy raz to jednak za dużo wrażeń.
– Masz, trzymaj to pod brodą – podałam mu miskę do rąk. Nie kryjąc się z podnieceniem wymieszanym ze strachem wziął ją ode mnie bez słowa.

– Obiecałam ci, że będziesz pił wino z mojego ciała – powiedziałam siadając na krawędzi sofy.
– Więc po co mi ta miska?
– Jeśli coś uronisz miska ochroni mój dywan – powiedziałam. – I będzie dodatkową atrakcją dla ciebie jeśli nie uda ci się… – uśmiechnęłam się uroczo. – Zmuszę cię do wylizania jej jeśli będziesz się stawiał.

Wstałam i sięgnęłam nad klęczącym mężczyzną, aby wziąć butelkę wina.
– Otwórz pysk – powiedziałam. – Szerzej – wsunęłam mu do ust same palce. Przechyliłam butelkę, a strumień przyjemnie zimnego wina czerwoną strugą znaczył moją skórę i jego brodę, pieścił zmysły słodko – cierpkim zapachem. Krople wina dzwoniły o metal srebrnej miski.
Był spokojny, a jego wzrok wyrażał wdzięczność i uwielbienie.