– Zima – spojrzałam zamyślona w niebo, z którego sypał biały puch. – To taka nieczuła suka.
– Zupełnie jak Ty – roześmiał się. Spojrzałam na Niego wściekła. – Nie jestem uległa – cisnęło mi się na usta, ale coś mi mówiło, że on myśli inaczej. Ha! Niech sobie myśli, będzie tylko lepsza zabawa. Niedoczekanie jego, nie będzie tak łatwo Panie i Władco. Przestałam się ciebie bać mimo, że jeszcze przed godziną strach powodował obkurczenie żołądka. Uczucie przypominało to, które odczuwa się jadąc kolejką górską w dół.

Weszliśmy do klatki schodowej, a mnie zakręciło się w głowie więc podparłam się ręką o ścianę. Spojrzał na mnie…
– Onieśmiela cię myśl, że będziesz ze mną sam na sam? – parsknęłam śmiechem.
– No chyba żartujesz. Nie miałam czasu dzisiaj zjeść w pracy – skłamałam. Prawda była taka, że nie byłam w stanie się skupić na niczym innym, bo moje myśli krążyły bezustannie wokół Jego osoby. Coraz silniej wpadałam w Jego macki, a On wiedząc to wciągał mnie pod wodę zmuszając do tego abym oddychała Jego powietrzem… abym oddychała Nim.

Nerwowo grzebałam w torebce w poszukiwaniu kluczy, a On ot tak oparł się o ścianę i uważnie mnie obserwował. W głowie miałam znowu chaos, bo jego zielone oczy hipnotyzowały, kolana mi miękły… ręce zaczęły drżeć. – Cholera, ja Go chyba pożądam? – pytałam sama siebie w myślach. – Dość tego! Weź się w garść – postanowiłam. – Oj tam, oj tam. I tak wiesz, że to się skończy w łóżku, ewentualnie na podłodze, blacie w kuchni, albo pod prysznicem. Tak czy inaczej dasz się zerżnąć.

– Jest! – Krzyknęłam wyjmując z bezdennej otchłani klucze z pluszowym kotkiem w postaci breloczka, włożyłam jeden z nich i przekręciłam w zamku. Drzwi do mojego świata się otworzyły.

– Mogłem się domyślić. Stara panna to i kota trzyma w domu.
– Nie jestem stara.
– Tak oczywiście, tak jak nie jesteś uległa.
– Absolutnie nie! Nie jestem ani stara, ani uległa – w końcu miałam tę trzydziestkę na karku, ale miałam jeszcze sporo czasu aby znaleźć sobie męża. Niespecjalnie mi się jednak chciało go szukać.
– A może ty jesteś lesbą? – zakpił nachylając się ku Puszkowi, który od razu Go polubił.
– Podły zdrajca – pomyślałam. – Już ja Ci kupię chrupki… – Swój do swego ciągnie – powiedziałam z przekąsem. – Obaj jesteście wredni i upierdliwi.
– Ja? Upierdliwy? – spojrzał z niedowierzaniem.
– Zgłodniałam – powiedziałam wieszając płaszcz. Kątem oka widziałam jak bawi się z sierściuchem… zdrajca sprzedał mnie za kilka chwil głaskania. Obrażona na kota i Jaśnie Wielmożnego poszłam sprawdzić co jest w lodówce. Światło było, a prócz niego kilka rzeczy nadających się na kanapki.
Wyciągnęłam drewnianą deskę do krojenia, położyłam bagietkę na blacie i zabrałam się za robienie kanapek. Miłościwy głodny nie był, więc szybko pochłonęłam dwie kanapeczki z chudą wędliną i pomidorem. Sprzątnęłam z blatu wrzucając wszystkie brudne rzeczy do zlewu. Nachyliłam się otwierając ponownie lodówkę, aby wyciągnąć z dolnej półki na drzwiach dobrze już schłodzone wino gdy jego ręka nieoczekiwanie wylądowała na moim pośladku z głośnym plaskiem.
– Co ty robisz? – powiedziałam zaskoczona.
– Biorę to co moje.
– No chyba nie sądzisz… – roześmiałam się.
– Gdzieżbym śmiał…
Wredna szuja! Podstępny, parszywy…
– Pijasz takie różowe rzeczy? – zapytałam zmieniając temat i odsuwając się z zasięgu Jego rąk. Postawiłam butelkę wina na blacie w kuchni. Odwróciłam się w stronę szafki żeby wyciągnąć kieliszki, poczułam jego ciepło na plecach, aż zadrżała mi ręka, a ciało przeszył przyjemny dreszcz. Mimo, że lubiłam takie niespodzianki ta mnie trochę wystraszyła, a w efekcie tego kieliszki wypadły mi z ręki roztrzaskując się o zlew.
– Patrz Wredoto jedna co żeś zrobił – zaśmiałam się. – Został jeden i nie zamierzam ci go dawać. Będziesz pił wino z mojego ciała – uśmiechnęłam się podstępnie.
– Brzmi ciekawie.

Zamknęłam kota w sypialni żeby się nie pałętał pod nogami jeszcze by mu ktoś na ogon nadepnął i pół bloku by swoim wrzaskiem obudził. On zawsze miał tendencje do tego by się pchać tam gdzie go nie potrzeba.

****

– Więc ty będziesz pił z mojego ciała – przypomniałam mu, stawiając na ławie butelkę. Uśmiechnął się obserwując moje ruchy.
– Zostań w nich – powiedział widząc jak próbuję w dość niezgrabny sposób odpiąć od pasa pończochę. – Zawsze chciałem porwać pończochy na kobiecie – przełknęłam ślinę, bo trafił w czuły punkt. Lubiłam takie zabawy, lubiłam być zmuszana siłą bo najczęściej to była jedyna droga abym uległa. Marzył mi się facet, który byłby silniejszy ode mnie. Taki, który umiałby bez użycia rąk sprowadzić mnie do parteru, a im dłużej rozmawiałam z tymi dominującymi, to tym szybciej wydawali mi się zbyt słabsi dla mnie.
– Nie bój się – powiedział cicho, patrząc na moje ciało drżące z podniecenia. – Przecież cię nie zgwałcę – dotknął mojej gładkiej skóry na ramieniu.
– Nawet gdybyś chciał – zaśmiałam się zadziornie. – Nie byłby to gwałt – i wyrwałam się pod Jego rąk.
– Zgrywasz taką niedostępną – prowokował.
– A pewnie! Co ty myślisz? Że wszystko czego chcesz zaraz dostaniesz?
Jednym krokiem już był przy mnie, zaglądając palącym spojrzeniem w najbardziej tajemnicze zakątki mojej duszy, wyciągając na wierzch to czego pragnęłam.
– Oho – pomyślałam czując jego rękę ponownie na ramieniu. – Będzie próba sił. Ciekawe czy sobie poradzi.
– Klęknij i oddaj się w moje ręce.
– Ale ty sobie żartujesz? Tak? – zapytałam kpiącym tonem zdejmując Jego rękę z mojego ramienia.

Złapał mnie za włosy i pociągnął w stronę sofy, wylądowałam na podłodze waląc jednym kolanem w drewniane obicie dołu siedziska.
– Teraz jesteś na właściwym miejscu – zaśmiał się.
We mnie się coś zagotowało. Zerwałam się i rzuciłam się na niego z pazurami i kłami.
– Lubisz zapasy?
– Lubię, zwłaszcza jak baba leży pode mną bezbronna – szepnął mi do ucha. Już po chwili spadliśmy na panele, wylądowałam na Nim okrakiem i błyskawicznie wykorzystując swoje położenie przycisnęłam kolanami Jego dłonie do podłogi. Próbował mnie zrzucić, odruchowo strzeliłam go w pysk i złapałam go za szyję patrząc w Jego zamglone oczy wiedziałam, że znów trafiłam na słabszego od siebie… Zdominować dominującego jak to w ogóle brzmi? Wystraszona tym o czym pomyślałam zeskoczyłam z Niego.
– Nie doceniałem cię – powiedział podnosząc się z podłogi. – Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej Kobiety jak ty.
– I kto tu kogo będzie zaraz uczył uległości? – roześmiałam się i poszłam do kuchni po szklankę do wina dla niego. W tej chwili przestał być dla mnie interesujący jako osoba dominująca.
Ale to nie oznaczało, że przestał być interesujący w ogóle. Może będę miała okazję zrealizować dziś swoją fantazję skoro tak łatwo mi poszło siedząc na nim? Kto wie… Może jednak pozwolę mu łaskawie spijać wino z moich stóp.