Z dedykacją dla pewnego znajomego z Warszawy

Miałby z pewnością piękny widok gdyby odważył się chociaż na chwilę podnieść wzrok. Dwie Kobiety stały nad nim i z niewymówioną pogardą w oczach przyglądały się jego buntowi.
Blondynka w czarnym błyszczącym gorsecie wsparła lewą dłoń na biodrze przybierając prowokacyjną pozę ciała, oparła o jego ramię stopę pokrytą czarną siateczką kabaretek z spod której przebijała czerwień lakieru na paznokciach. Nachyliła się tak, aby lepiej ją słyszał, szepnęła coś niezrozumiałego dla otoczenia, otulił go jej zapach – zapach słodkiej wanilii. Mężczyzna zadrżał po tym co usłyszał, próbował uciec ciałem poza zasięg rąk drugiej kobiety.

Czekoladowy kolor włosów połyskiwał świetle padającym z okna, które było zasłonięte żaluzjami. Jej buty stukały po drewnianej podłodze rysując obcasami misternie układane przed tygodniem klepki. W jego uszach jeszcze brzmiał jej szyderczy śmiech, którym został obdarzony po tym jak poprosił, aby zdjęły buty z uwagi na świeżo wykonany remont.
Cienkie paseczki słońca padały na ciało brunetki przyodzianą w biel, a koronkowe wykończenia przywoływały skojarzenie z panną młodą, taką delikatną i niewinną – jakże naiwne myśli plątały się po jego głowie. Druga kobieta przypominała czarną wdowę, bardziej brutalną w swoich poczynaniach i bardziej wyrachowaną. Na jego nieszczęście obie były równie wredne… a może szczęście?

Poczuł, że któraś z nich zatopiła dłoń w jego włosach, poczuł zapach czekolady z chilli – słodko pikantny zapach, który go obezwładniał. Szybkie szarpnięcie i już poderwany z podłogi klęczał przed nimi z chaosem myśli, których próbował się pozbyć.

– Koniec leżakowania – powiedziała pachnąca wanilią Kobieta.
– To nie przedszkole! – krzyknęła czekoladowa z drugiego końca pokoju.

Usłyszał. Nie miał szans nie usłyszeć… Dźwięk zapalanej zapalniczki przywoływał tylko jedno wspomnienie – świeca, wosk, ciepło – szybka analiza sytuacji i już wiedział, że ma przechlapane. Chciał, bardzo tego pragnął, a mimo to jednocześnie bał się. Lęk przed spadającą kroplą gorącego wosku, który nigdy nie wiesz gdzie upadnie na twoje ciało był silniejszy niż by się mogło zdawać.

Czekoladowa Kobieta oparła nogę na jego barku i z siłą pchnęła powodując upadek mężczyzny, dalej trzymała na nim buta zakończonego ostrą szpilką. Przycisnęła mocniej, tak aby zostawić na jego ciele czerwony głęboki ślad po podeszwie.

– Wytarłabym sobie tobą buty – powiedziała rozmarzonym głosem czekoladowa Piękność.
– Na przyjemności trzeba sobie zasłużyć – roześmiała się Waniliowa.

Zastanawiał się jak długo będą przeciągały chwilę, aż spadnie na niego pierwsza kropla wosku… Coś otarło się o jego skórę i jakby sturlało po boku. Zdezorientowany szarpnął odruchowo ciałem.
– Ciii malutki – uspokajała go Czarna Wdowa. – Nic ci się nie dzieje przecież.
Kolejne coś spadło, ale tym razem na bardziej wrażliwą skórę pośladka, poczuł żarliwe ciepło, które szybko gasło.
– Ona pali w moim wyremontowanym mieszkaniu! – w sekundę pomyślał o jednym… – Wredna suka.
Jednak nie był na tyle głupi by te słowa wypowiedzieć głośno, przecież było ich dwie… i właśnie spełniała się jedna z jego najskrytszych fantazji.