Z dedykacją dla A. z podziękowaniem za natchnienie 😉

W kawiarni raptownie zapadła cisza tak głęboka, że słyszałam bicie swojego serca, każdy ruch i szelest ubrania i każdy swój oddech. Miałam wrażenie, że klienci wraz z obsługą kawiarni zamarli w oczekiwaniu na moje wyznanie.
– Boję się – wyszeptałam najciszej jak tylko potrafiłam.
– Wiem – odpowiedział tym swoim głosem, który doprowadzał mnie niemalże do utraty zmysłów.
– Boję się, że mnie skrzywdzisz – po tych słowach właśnie zdałam sobie sprawę z tego jak głęboko wpadłam. Miał mnie, chociaż sama przed sobą nie chciałam się do tego przyznać.

****

Scena rozmowy z przyjaciółką pojawiła się przed oczami kobiety. Była jeszcze w pracy gdy napisała do niej znajoma. Zawsze mogła na nią liczyć, a ona na nią. Były do siebie podobne względem upodobań. Gadały o różnych pierdołach, ale dzisiaj postanowiła powiedzieć jej o Nim i zwierzyć się ze swoich odczuć. Bardzo dawno się tak nie czuła…

****

– Poznałam kogoś – napisałam chwilę po wymianie uprzejmości na tak zwane dzień dobry.
– Fajny?
– Wredny jest i całkiem zdolny. Wczoraj napisał mi coś co mnie przestraszyło. Tak w skrócie chodziło o to kiedy przestanę z nim walczyć i kiedy przestanę próbować go zniechęcać.
No kuźwa, zamurowało mnie, wiesz?
– Czemu? – Zastanowiłam się przez chwilę.
– Przecież prawdę napisał.
– Bo miał racje – napisałam prawie w tym samym momencie co moja znajoma.
– Niektórzy to wiedzą.
– Ale jego interesowało to „kiedy” przestanę, a nie czy w ogóle. Czy to nie jest zastanawiające?
– Ostatecznie chce mieć.
– Niech spada! Ja nie chce mieć kłopotu, wystarczy mi problemów jeszcze mi Domin potrzebny.
– Poczeka.
– Jest uparty.
– Lubisz takich.
– A w dodatku jest cholernie odporny na moje warczenie… zapewne jeszcze go to bawi.
– Wiec z nim nie rozmawiaj.
– A wiesz, że to nie jest takie proste?
– Wiem. Bo tak naprawdę chcesz z nim rozmawiać.
– On przyciąga
– I cięgnie Cie do niego – kolejny raz dokładnie to samo napisała… – I chciałabyś aby był silniejszy niż Twoje nie.
– Wrr. Może idź zrób sobie herbatę co? Za dobrze mnie znasz. Czasami to mam wrażenie, że jesteś bardziej wredna od tych wszystkich wrednych ludzi razem wziętych… Wiesz?
– Ja wiem jak to działa i on wygląda na to, że też wie. Zdarzają się tacy. Rzadko, bo rzadko, ale się zdarzają. Niektórzy dominujący ciut rozumieją kobiety i to, że jak mówią „nie”, ale dalej gadają znaczy, że coś je pociąga. Więc trzeba to ich „nie” jakoś zamienić na „tak” i robią to.
– Cholernie mi się to nie podoba, ale z drugiej strony…
– Ale podświadomie właśnie tego chcesz.
– Czy kuźwa nie tego chciałam? – kilka minut rozmowy, tyle zbieżnych myśli i wniosków. – Chce mi się wyć. Powinnam zakończyć tę znajomość, ale to nie jest takie proste…
– I z każdym dniem będzie coraz trudniej.
– Wiem. I właśnie to, plus kilka innych rzeczy sprawia, że zaczynam się go bać.
– Jeśli się nie będziesz bała to znów nie będzie ten. Koło się zamyka.
– Ja pieprze! Chyba wiem czego się boje tak konkretniej…
– Siebie samej.
– Też. Ale też tego, że nie będę potrafiła się sprzeciwić. Najbardziej chyba jednak tego, że on będzie chciał sprawdzić to… Nie wiem czy to moja „ostrożność” czy coś innego sprawia, że próbuję go zniechęcić… Nie ważne, ale mam wrażenie, że on już mnie sprawdza i że cholernie waży słowa rozmawiając ze mną… A może mi się wydaje? Nie wiem. Czasami czuję się zagrożona.
– On szuka drogi.
– Myślisz, że szuka słabych stron.
– To jest szukanie drogi do Ciebie, bo inaczej nie dotrze.
– Nie mogę mu na to pozwolić… Nie chcę.
– To cześć gry zwanej dominacją. Nie możesz być czyjaś i nie pozwalać.
– Nie chcę być czyjaś…
– Więc przestań szukać skoro nie chcesz.
– A ktokolwiek powiedział, że szukam? Nie szukam, nigdy nie szukałam oni sami się wszyscy pojawiali.
– Podświadomie masz nadzieję, a ten chce Ciebie, więc gra dalej w grę, którą mu narzuciłaś. Tyle, że zmienia jej reguły na swoje.
– Nigdy nie zrozumiem tego w jaki sposób obierają sobie „ofiary”.
– Im dalej będzie to szło… Tym reguły będą bardziej jego niż Twoje. To jest dominacja. W taki sam jak zakochani. Coś ich fascynuje… Łapie te cechy charakteru, które go fascynują.
– Nie w ten czas go „poznałam”… Cholera – z jednej strony chciałam, a z drugiej strony cholernie się go bałam.
– Zawsze tak będzie. Gdy będziesz nad kreską też będziesz się go bała, bo będzie potrafił… Bo będzie chciał… Bo sobie to weźmie.
– Uhm.
– Narzekałaś, że dawno nie gadałaś z silniejszym od siebie.
– Uhm.
– No to masz to co chciałaś i jeszcze marudzisz.
– Tak. Marudzę i marudzić będę.

****

Patrzyłam na blat stolika, przy którym siedzieliśmy. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku, bo nawet przełknięcie śliny przychodziło z wielkim trudem.
Rozsiadł się na krześle opierając dłoń o oparcie wolnego krzesła i patrzył na mnie z triumfem. Czułam jego wzrok na sobie, czułam jak przeszywa mnie na wylot swoim zimnym spojrzeniem.
Gdzieś w środku coś pękło…

– Porozmawiajmy o twoim strachu – znów ten głos. Znów dźwięki sprawiały, że poszłabym za nim nie bacząc dokąd.
– Chciałabym umieć cofnąć czas, ale nie umiem.
– To nie jest kwestia cofania. Tylko pójścia dalej
– Próbowałam kiedyś zrezygnować z tego znając i wiedząc… Nie wyszło mi to na dobre. Musiałabym nie znać i nie wiedzieć jaka jestem… Więc musiałabym cofnąć czas… Nie radzę sobie sama ze sobą
w niektórych momentach – patrzył z pełną powagą na twarzy, chociaż ja byłam świadoma, że oto teraz osiągał swój cel. Oto teraz otwierałam się przed nim. Byłam pewna, że odczuwał satysfakcję.
– Prowadzimy walkę z największym sukinsynem – samym sobą. Czasem jednak nie dajemy sobie z nim sami rady.
– Uhm.
– Dlatego jestem dziś przy tobie. Chodź, przejdziemy się na spacer.
– Nie. Jest zima. Ja nie lubię zim – w jednej chwili zrozumiałam co właśnie zrobiłam. Narzuciłam swoją regułę. – Blisko mieszkam. Czuj się więc zaproszony. Mam coś w lodówce jeśli zgłodniejesz to sobie zrobisz – zaśmiałam się. – I oczywiście mnie też – dodałam po chwili uważnie obserwując jego reakcję. Po moim słabym punkcie już nie było śladu.
Wyszliśmy z kawiarni, a ja jak zwykle nazwałam po imieniu porę roku, której tak bardzo nie lubiłam.