Było bardzo zimno, śnieg padał przez cały dzień i zaczynało się już ściemniać gdy właśnie dochodziła do drzwi domu. Była młodą kobietą lecz niezbyt wysoką, wzrostu dodawała sobie solidnym obcasem czy to przy kozaczkach czy to przy trzewiczkach.
Jednak tego wieczoru musiała założyć czółenka bowiem umówiona była z kimś wyjątkowym, z kimś kto miał fioła na punkcie czółenek na szpilce, więc całą drogę obmyślając plan zemsty szła tonąc w zaspach zimnego śniegu. Jej stopy poczerwieniałe i zmarznięte zdecydowanie łaknęły uwagi oraz ciepła męskich dłoni.

Stojąc przed bramą do posiadłości zastanawiała się co powinna zrobić w pierwszej kolejności. Jego cholerny pies zawsze witał ją takim entuzjazmem, że aż zaczynała żałować że pozwoliła mu go kupić.

Przywitał ją ubrany tylko w niebieski szlafrok z wyhaftowanymi swoimi inicjałami. Był wysokim, postawnym brunetem, a jego ciało było cudnie wyrzeźbione. Zresztą kto by się temu dziwił, każdy kto ją znał wiedział, że lubi mieć kontrolę nad dietami i zajęciami w czasie wolnym od prac swoich niewolników. Dziwili się tylko jednemu – dlaczego nie zamieszkała w jednej z tych willi?

On kochał ją miłością bezgraniczną. Bezwzględnie wykonywał każdą jej zachciankę. Wystarczył gest, a padał do jej stóp. Wystarczyło spojrzenie, a wiedział co ma zrobić lub co przynieść. Był cholernie dobry w tym co robił i jak to robił. Doceniała to narażając się każdego wieczoru gdy przyjeżdżała do niego w odwiedziny na odmrożenia.

****

Stał. Nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
Stała w progu uginając się pod ciężarem torby podróżnej, do której zawsze pakowała zestaw zabawek. Jednak dziś, teraz, tego wieczoru ta torba była jakby nieco cięższa i bardziej wypchana.
Stał podziwiając jej elegancki płaszcz i czerwone czółenka.
– Długo jeszcze będziesz się wpatrywał? – zniecierpliwiona i zmarznięta odepchnęła go, aby wejść do środka. Odskoczył od niej czując chłód jej dłoni.
– Pani zapomniałaś o rękawiczkach? – odwróciła się gniewnie spoglądając na swojego uległego.
– Czytałeś kiedyś baśń o dziewczynce z zapałkami? – spuścił wzrok przytakując cicho. – Tak właśnie się dzisiaj czułam – spojrzała w okno. – Szła więc dziewczynka boso, stąpała nóżkami, które poczerwieniały i zsiniały z zimna. W starym fartuchu niosła zawiniętą całą masę zapałek, a jedną wiązkę trzymała w ręku. Przez cały dzień nie sprzedała ani jednej, nikt jej nie dał przez cały dzień ani grosika, więc szła taka głodna i zmarznięta i wyglądała na taką smutną. – wyrecytowała. Mężczyźnie oczy się zaświeciły z zachwytu.
– Płatki śniegu padały na jej długie, jasne włosy, które tak pięknie zwijały się na karku… – pociągnął dalej.
– Dlatego właśnie cię trzymam. Nie jesteś głupi. Mam coś dla ciebie – mówiąc to wyjęła z torby niewielkie pudełeczko i rzuciła w stronę swojego sługi. Mężczyzna złapał w locie pakunek i odruchowo potrząsnął.
– Co tam jest moja Pani? Nowa smycz? Zabawka dla psa? Kość? – próbował zgadnąć.
– Dowiesz się później. A teraz chodź za mną.

****

Stała. Jej ciało oświetlał tylko blask tańczącego ognia w kominku. Miała na sobie skórzaną sukienkę, a jej nagie stopy pieściło futro jakiegoś zwierzęcia, które leżało przed kominkiem. Zawsze się zastanawiała nad tym, czy ten chodniczek kiedyś był żywy. Jednak ostatnio doszła do wniosku, że to musi być cholernie dobra robota… zrobić coś sztucznego, żeby wyglądało jak naturalne.
Zagwizdała widząc ją w korytarzu. Obserwowała jak ostrożnie stawia nogi. Jak niezdarnie się porusza.
– Kopciuszku – zaśmiała się.
Stał przednią w sukni stylizowanej na lata pięćdziesiąte ledwo łapiąc oddech.

Godzinę temu Wydepilowała mu całe ciało plastrami wosku. Krzyknął tylko raz gdy zrywała plaser przyklejony między jego pośladkami. Pół godziny temu ściągała na jego ciele biały gładki gorset, którym sztucznie nadała niewielkie wcięcie w jego talii. Dwadzieścia minut temu przyglądała się jak wciąga na gładkie nogi białe kabaretki, patrzyła jak przypinał je do pasa. Piętnaście minut temu obserwowała jego wyraz twarzy gdy kazała otworzyć niewielkie pudełeczko, w którym był zestaw do makijażu. Kazała mu się umalować, miał wyglądać jak tamtejsza dama lekkich obyczajów.

Stał teraz przed nią umalowany i ubrany jak kobieta. Nawet miał na sobie perukę z drobnymi kasztanowymi lokami.

Kazała mu się oprzeć o bok kanapy. Zadarła jego suknię, dłonią gładząc jego ciało.
– Wiesz co ci zaraz zrobię?
– Wychłostasz mnie?
– Nie – uśmiechnęła się wrednie zostawiając go w takiej pozycji. Podeszła do torby, z której wyjęła dziwnie falliczny przedmiot, do którego były przymocowane zastanawiające paski. Widział kątem oka co robiła. Zaczął drżeć. – Rozdziewiczę – powiedziała wolno zbliżając się z założonym już strapem.
Bał się, ale kochał ją bezwarunkowo.