Obierał ziemniaki w kuchni gdy usłyszała dźwięk, który towarzyszy otwieranym drzwiom do klatki schodowej na dole przy użyciu kodu. Miał jakieś półtorej czy dwie minuty więc zerwał się z krzesła, otworzył drzwi i czekał na swoją ukochaną Kobietę.

Jechała windą wsłuchując się w muzykę na iPodzie, którego dostała od niego tak zupełnie bez okazji. Dojeżdżała już do swojego piętra grzebiąc jeszcze w otchłani swojej torebki za kluczami do mieszkania.

Wysiadła i zamknęła z hukiem drzwi za sobą dalej po omacku próbując namierzyć klucze. Szła korytarzem postukując obcasami kozaków lekko się przy tym zataczając.
– Nosz niech to diabli wezmą, gdzie te klucze są – powiedziała cicho zbliżając się do drzwi własnego mieszkania.
– Oh – stanęła nad głową mężczyzny. – A Ty co? Zasłabłeś? – zadrwiła. – A może wcielasz się w rolę wycieraczki? Dobra, wstawaj. Jeszcze cię sąsiadka zobaczy i znowu będzie gadać po osiedlu – mówiąc to zrobiła większy krok, aby przejść nad mężczyzną, który zagradzał jej drogę mając nadzieję, że być może przejdzie po nim.
– Zrób mi herbaty z sokiem malinowym – już była w pokoju. – Na co czekasz? Zmarzłam – powiedziała po chwili pojawiając się nad nim… – Nie każ mi czekać – dodała tupiąc nerwowo nogą.

Zrezygnowany wstał i zabrał się za tą cholerną herbatę, której chciała bez najmniejszego nawet słowa sprzeciwu.

Rozsiadła się na sofie w pokoju i sięgnęła po pilota.
Przyniósł jej grzecznie herbatę i postawił obok na stoliku.
– Rozbierz się – powiedziała cicho patrząc na rozmowy w toku.
Patrzył na nią z niedowierzaniem.
– Mam ci specjalne zaproszenie wysłać? – zadrwiła odrywając wzrok od ekranu telewizora.
Mężczyzna nie czekał na kolejne ponaglenie. Tam gdzie stał ściągnął koszulę z siebie i już miał ją rzucić na podłogę…
– Ani mi się waż. Złóż i połóż na sofie. Co ty sobie myślisz? Że co? Że będę latała i zbierała za tobą szmaty?
– Tak się składa… – próbował się bronić.
– Milcz, teraz ja mówię – na jej twarzy pojawił się sadystycznie wredny uśmiech, który niewątpliwie mówił o nadchodzących kłopotach.

– Chodź tutaj – ustawiła go sobie przed sofą tak aby wygodnie móc na nim oprzeć nogi i tak wygodnie ułożona dokończyła oglądać program w telewizji.
– Zostań tak – powiedziała wstając z sofy kierując swoje kroki ku przedpokojowi. Po chwili wróciła z linką w ręku.
Stała przez chwilę nad mężczyzną w lekkim rozkroku. On nawet nie śmiał podnieść na nią wzroku.
Postawiła na nim stopę ubraną w czółenko na szpilce. Zadrżał pod naciskiem chropowatej podeszwy buta.
Pchnęła go tak, że stracił równowagę padając na podłogę.
– Podnieś się na kolana. Nie. Nie siadaj na tyłku – unieruchomiła mu ręce wzdłuż ciała. Szeroki na jakieś 15-20 cm oplot z uroczym wzorem po skosie skutecznie ograniczał mu możliwości ruchowe.
Rzuciła poduszkę na podłogę, a chwilę później ponownie pchnęła ciało mężczyzny, które bezwładnie opadło na posadzkę w pokoju.
– Teraz przypominasz robaka – zaśmiała się stając większym ciężarem ciała na plecach mężczyzny jedną nogą. Wsłuchiwała się w stłumione jęki rozkoszy jakie wydawał gdy ona znaczyła jego skórę podeszwą buta.
Roześmiała się i nogą zmusiła do przewrócenia się na plecy.
– Zaraz wrócę – szepnęła uwodzicielsko.

Wróciła po jakiś dziesięciu minutach trzymając w ręku srebrną taśmę klejącą.
– Mawiają że milczenie jest złotem – zachichotała – a taśma jest srebrna. Jak będziesz zbyt głośno uciszę cię odbierając ci nieco przyjemności.

Poprawiła jego głowę na poduszce upewniając się, że w odpowiednie miejsce na suficie patrzy. Przytwierdziła ją do podłogi za pomocą srebrnej taśmy.
– Marna sytuacja co?
– Uhm.
– Wystaw jęzor – po czym kazała wylizać sobie podeszwy butów, coś tam przy okazji mówiąc o wycieraczkach, czyścikach i froterkach, ale do niego już to nie docierało. Mężczyzna już zatracił się w przyjemności jaką odczuwał z rzadkiego rodzaju swoich upodobań, gdy to Ona znaczyła jego skórę na całym ciele zatapiając w niej obcasy.
Opierając o jego twarz, policzki a nawet o krtań buta, będąc w pewnym sensie naznaczony śladem podeszwy czuł się spełniony.