Właśnie się szykowałem do wyjścia gdy zadzwonił telefon.
– Cześć kochanie już jedziesz do domu? – odezwałem się do żony zdziwiony faktem, że odzywa się do mnie tak wcześnie, bo zazwyczaj w piątki dłużej zostawała w pracy.
– Kotku… – usłyszałem w słuchawce telefonu – muszę zostać dłużej… – Odetchnąłem z ulgą. Byłem umówiony z Dominą, do której należałem, a Ona nie lubiła gdy nie stawiałem się na spotkaniach.

****

I oto stałem przed drzwiami do mieszkania, w którym się z Nią spotykałem, byłem przed czasem. Budziła się w niej sadystyczna żądza mordu gdy nie stawiałem się punktualnie. Nauczony doświadczeniem czekałem patrząc na zegarek jak przesuwają się jego wskazówki. Miałem dosłownie chwilę dla samego siebie, bo za tymi drzwiami był zupełnie inny świat. Jej świat. Świat bogini w postaci kobiety, której oddawałem swe pokłony, którą czciłem i której ciało wielbiłem.

Przez ułamek sekundy miałem wrażenie, że nie powinienem dziś pukać do tych drzwi, że lepszym wyjściem byłoby zakupienie bukietu czerwonych róż i pojechanie pod pracę mojej żony…

Jednak pragnienie bycia Jej jak i pożądanie Jej osoby wzięło górę.

Stałem jak idiota rozerwany między dwoma światami mojego życia… Podnosiłem już pięść aby zapukać. To był ten czas, ten moment, w którym powinienem to zrobić.

****

– Jak zwykle punktualny – powiedziała wysoka, szczupła brunetka stojąca w futrynie mieszkania.
Mężczyzna stojący na wycieraczce przed drzwiami wzruszył lekko ramionami.
– I oto zderzyły się dwa światy – pomyślał szybko spuszczając głowę. – Witam cię Małgorzato – dygnął niczym paź przed swoją Królową.
– Mam dla ciebie niespodziankę – powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Pojedziemy do mojego męża do hotelu.
W jednej chwili przed oczami przetoczyły mu się sceny jak z taniego pornosa o tematyce homoseksualnej.
– Boisz się? – roześmiała się. – Myślę, że będziesz zaskoczony, a być może nawet i mi podziękujesz.
– Zawszę podziękuję. Za wszystko… i za ból, który mi zadajesz i za rozkosz, którą mnie obdarowujesz – powiedział lekko rumieniąc się i uciekając wzrokiem. Kobieta pogłaskała go po twarzy.
– Wiem. Dlatego właśnie podjęłam taką decyzję. Chcę pokazać ci nowe możliwości. To jest mój prezent dla ciebie na walentynki – uśmiechnęła się, a ten uśmiech wróżyć mógł tylko coś złego.

****

– Hej skarbie, już jesteśmy. Poczekaj przełączę na głośnomówiący – powiedziała do telefonu dzióbiąc palcem w jego ekran. – Osz cholerstwo… Ok skarbie już cię słyszymy.
– Szybko przyjechaliście – odpowiedział głos w słuchawce.
– Ano szybko. Zejdziesz po nas? Zimno jest.
– Tak już po ciebie schodzę. Przyjechałaś moja najdroższa ze swoim psem?
– Tak, jesteśmy oboje. Trochę się denerwuje, więc może być ciekawie.
– Świetnie. Tak będzie to ciekawe, zgadzam się z Tobą.

****

Hotelowy hol, marmurowe podłogi i pracownice w szpilkach. Obłęd… Nie wiedziałem na czym skupić wzrok, więc szybko wbiłem go w podłogę.
– Wyluzuj się – powiedziała.
– Ja j… ja jestem wyluzowany.
– Trzęsiesz się.
– Dziwisz się mi Małgorzato? Mam poznać twojego męża. Do dzisiaj nawet nie miałem świadomości, że jesteś mężatką…
Roześmiała się.

Podszedł do nas mężczyzna o znaczenie większej posturze od mojej. Spojrzał na mnie zupełnie normalnie. Zero pogardy, zero wyższości. Wyciągnął rękę…
– Adrian, mąż twojej Dominy – zamurowało mnie. Nie miałem pojęcia jak się zachować. – Spokojnie, wiem o tobie, znam przebieg każdej jej sesji.
Oblałem się rumieńcem, chciałbym zapaść się pod ziemię.
– Twoja żona – ciągnął dalej – jest na górze w pokoju.
– Chcesz mi powiedzieć, że…
Roześmiał się.
– Tak. Zwraca się do mnie per Mistrzu.
Poczułem przypływ fali nagłego gniewu.
– Ty robisz dokładnie to samo – powiedziała Małgorzata. Nie zastanawiałeś się co by się stało gdybyś wpadł, a nasze spotkania wyszłyby na jaw? Może to odpowiedni moment, aby porozmawiać?
– Może macie racje. Oboje się krzywdzimy, chociaż o tym nie wiemy. Lepiej wiedzieć… Ja bym wolał…
– Twoja żona – odezwał się Adrian – sądzi, że nie zaakceptowałbyś jej upodobań. Myśli, że gdybyś się dowiedział to odszedłbyś od niej.
– Nie. Nie odszedłbym.

****

Miałam w głowie wiele myśli. Zastanawiałem się między innymi dlaczego właśnie ożeniłem się z tą kobietą… Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę. Wyznać jej wszystko i poprosić ją o to samo.

Pozwolili mi zadecydować.
Przygotowali kolację dla czworga. Poprosiłem aby dali nam godzinę na samą rozmowę.
Nie chciałem dłużej przed nią tego ukrywać.

Usiadłem na przeciwko niej przy stole. On zdjął opaskę z jej oczu zastrzegając aby ich nie otwierała. Uwolnił jej ręce z lin i wyszedł.
Patrzyłem na swoją żonę pogrążoną głęboko we własnej uległości.
– Spójrz na mnie – powiedziałem.
Drgnęła.
– Otwórz oczy – powtórzyłem.
Patrzyłem na jej wystraszoną twarz.
– Wiem… – zacząłem. – Ale wpierw musisz mnie posłuchać – zacząłem snuć swoją opowieść, zacząłem mówić i zwierzać się z tego jaki jestem i co lubię.
Moja żona słuchała uważnie tego co mówiłem.