Weszłam do hotelowego pokoju niepewna tego co mnie może czekać za jego drzwiami. Nie było Go jeszcze, odetchnęłam z ulgą, bo miałam jeszcze chwilę aby się przygotować.
Z otchłani swojej nowej torebki wydobyłam kilka zabawek i ułożyłam je na krawędzi łóżka.
Telefon wydał z siebie dźwięk nowego maila. Jakoś tak czułam, że należy przerwać to co robiłam i niezwłocznie przeczytać treść wiadomości.

– Spóźnię się – krzyczały literki z białego ekranu. – Masz czas aby się przygotować.
Spojrzałam na zegarek niepewna ile miałam czasu, do umówionej godziny spotkania było jeszcze piętnaście minut. On zawsze był wcześniej nigdy się nie spóźniał… nie byłam pewna co oznaczało Jego „spóźnię się”. Pięć minut, a może godzinę?

Wolałam aby nie zastał mnie tak jak przyjechałam, więc złapałam nerwowo za torebkę i pobiegłam do łazienki, w której było ogromne lustro.

Telefon ponownie zawibrował prawie spadając z umywalki, na której go położyłam. Kolejny mail.
– W szafie wisi coś, co chciałbym abyś założyła z zachowaniem dotychczasowych instrukcji.
Wyszłam zdezorientowana z łazienki i drżącymi rękoma otworzyłam szafę w przedpokoju. Na rurce wisiał pokrowiec. Wyjęłam go i rozłożyłam na łóżku obok narzędzi tortur. Powoli rozsunęłam suwak.
– Suknia wieczorowa – powiedziałam sama do siebie, słysząc nutę zaskoczenia we własnym głosie. Czarna sukienka z rozcięciem na udzie sięgała mi do połowy łydek. Śliski materiał podkreślał moje kobiece kształty. Stałam i patrzyłam na odbicie w lustrze zupełnie obcej, elegancko ubranej kobiety.

****

Mijały minuty, a ona wpinała kolejną wsuwkę w misternie upięte włosy. Włożyła stopę pokrytą siatką oczek czarnych kabaretek do czarnych lakierowanych szpilek z metalowym obcasem. Po chwili to samo zrobiła z drugą, poprawiając przypięcie pończoch do pasa i wygładzając materiał sukienki.

Wzięła do ręki szminkę, Jego ulubiona karminowa czerwień i pociągnęła nią po ustach barwiąc je kolorem.

Mail.

– Uklęknij tyłem do drzwi wejściowych i zamknij oczy.
Znali się długo, nie miała powodów aby odczuwać w takich chwilach strach.
Jednak szkoda jej było jedwabnego materiału. – Pogniecie się i On nie będzie zadowolony – pomyślała, unosząc materiał powyżej pośladków. Klęczała trzymając dłońmi suknię. Zamknęła oczy w oczekiwaniu na przyjście swojego Pana.

****

Przyjechałem dużo wcześniej. Stojąc przed granicą światów wyjąłem kartę – klucz do drzwi. Zamek się otworzył i wszedłem do środka. Rozejrzałem się uważnie po pokoju. Rozmieszczenie mebli wymagało delikatnej zmiany, ustawiłem krzesła przy stoliku tak jak chciałem, a do szafki przy łóżku włożyłem potrzebne mi rzeczy. Spojrzałem na zegarek, miałem jeszcze trochę czasu zanim ona przyjdzie.

Wychodząc już z mojego kreowanego świata, powiesiłem w szafie pokrowiec z sukienką dla niej.
– A niech to – pomyślałem. – Dziś będę wrednie miły.
Wyszedłem zamykając drzwi elektroniczną kartą. Zbiegłem po schodach mijając ją w holu, pogrążona była w swoich marzeniach, nie zauważyła mnie.
– Boi się – pomyślałem. – I słusznie. Dzisiaj będzie miała się czego bać.

****

Zapiszczał elektroniczny zamek. Klęczała tak jak jej kazał, a dźwięk otwieranych drzwi w ogóle nie zrobił na niej wrażenia… Spodziewał się tego. Założył skórzane rękawice i dotknął jej ramienia. Drgnęła. Widział, że ma zamknięte oczy, a mimo to aby pogłębić całość doznań jakie dla niej przygotował postanowił użyć przepaski. Obszedł ją, bacznie się jej przyglądając. Podszedł do szafki nocnej obok łóżka, przelotnie rzucając okiem na to co z sobą przyniosła, wyciągnął zwiniętą linę. Uklęk na jednym kolanie i złapał z jej prawe przedramię. Puściła skrawek materiału, poddając się woli swojego Oprawcy. Drżała pod Jego dotykiem.

Szybko związał jej ręce z tyłu na plecach. Złapał za szyję i przysunął usta do jej ucha.
– Długo nie zapomnisz tego dnia – wyszeptał. – Obiecuję.
Czuł pod swoją ręką przełykaną ślinę, zmniejszył nacisk przykładając jej telefon do ucha.
– A teraz z kimś porozmawiasz – powiedział stanowczym tonem.

– Cześć kochanie już jedziesz do domu? – w słuchawce odezwał się głos jej męża.
Kobieta zadrżała w Jego rękach, a jej twarz zrobiła się dużo jaśniejsza.
– Powiedz mu, że musisz zostać dłużej w pracy.
– Kotku… – ślina zaschła w jej gardle, piekący ból orał struny głosowe – muszę zostać dłużej…
– No trudno, zajmę się wszystkim o ile wrócę przed Tobą.
– Przepraszam… – powiedziała łamiącym się głosem gdy on już zabierał jej słuchawkę, a spod chusty po policzku spłynęła jedna srebrzysta łza.

****

Dlaczego ja się zgodziłam na to spotkanie? Dlaczego w taki dzień…do diabła z tą całą moją uległością i Jego dominacją! Ja się pytam, jakim kurna kosztem!? Dużo nie brakowało, a mój mąż by się dowiedział jakie ze mnie perwersyjne ziółko wyrosło.
Trzęsłam się z nadmiaru adrenaliny… On chyba by mnie zabił gdyby się dowiedział.
Na pewno by mnie zostawił gdyby wszystko wyszło na jaw… nie zaakceptowałby tego jak bardzo zboczoną kobietą jestem… i jak bardzo potrzebowałam tego wszystkiego…

****

Patrzył na nią. Napawał się jej lękiem.
Zapalił zapalniczkę. Pisnęła.
– Nie, błagam… Tylko nie wosk – już czuła na odkrytych udach ciepło wyobraźni i wspomnień. Ponownie zaczęła się trząść i kwiląc cicho szeptać pod nosem niezrozumiałe dla Niego zdania.

Zapalone świeczki zatknięte w świeczniku postawił na stoliku nie zwracając zupełnie uwagi na jej płacz. Był pewny, że czeka na uczucie jakie towarzyszy zastygającemu woskowi na skórze.
Wstał i sięgnął ręką po bukiet róż z długimi łodyżkami…

****

Coś jedwabiście delikatnego musnęło jej twarz. Po ramieniu przesunęła się łodyżka jednej z róż.
– No chyba żartujesz? – zdenerwowała się.
Uderzył ją w twarz drugą ręką na tyle mocno, że się zachwiała.
– Ja nigdy nie żartuję – powiedział cicho. Kobiecie na kolanach zaczęły trząść się ręce. Nigdy nawet nie rozmawiali o zabawach innymi roślinami niż trzcina… A tutaj nagle róże. Nawet nie chciała myśleć co z nimi zrobi, bo był zdolny do wszystkiego.
– Są dla ciebie – powiedział łagodnie.

****

Czułam podstęp. Całą sobą czułam, że On coś knuje.
W tej samej chwili zadzwonił telefon.
– Szybko przyjechaliście – powiedział. – Tak już po ciebie schodzę. Przyjechałaś moja najdroższa ze swoim psem? – zapytał, a ja próbowałam wyłowić słowa jego rozmówcy. – Świetnie. Tak będzie to ciekawe, zgadzam się z Tobą.
Jednym szarpnięciem poderwał ją do góry i przeprowadził przez pokój na chwiejnych nogach, posadził na krześle przewiązując jej kostki do nóg krzesła.
Wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi.