Stałam przed ciężkimi żelaznymi drzwiami, w których był mały prostokąt zakryty przesłoną. Odsunęłam ją, aby rzucić okiem na swojego współlokatora. Był tam. Skulony na stercie szmat rzuconych niedbale w kąt pomieszczenia. To światło, czerwone światło, cała ta krwista poświata sprawiała, że rosła we mnie nienawiść i poziom gniewu szybko się podnosił.

Maria stała obok i przyglądała się mi bez słowa.

– Muszę tam wejść – powiedziałam drżącym głosem.
– Uważam, że to nie jest najlepszy pomysł – zaprotestowała rozglądając się nerwowo.
– Nie pytałam o to co uważasz za najlepsze – odpowiedziałam beznamiętnie. Czułam jak zalewa mnie fala spokoju. – Chcę tam wejść. Chcę powiedzieć temu szmaciarzowi to co mam do powiedzenia. Chcę… – złapałam się na tym, że ważyłam każde słowo. Maria była wpatrzona we mnie słuchając uważnie każdego mojego argumentu. – Nie. Ja żądam wejścia do tej pieprzonej izolatki – powiedziałam nie wierząc sama w intensywność odbioru moich słów przez młodą kobietę, która stała na przeciwko mnie zasłaniając mi własnym ciałem drzwi ku drodze zemsty.
Maria spuściła wzrok. W milczeniu zrobiła krok w prawo odsłaniając stary mechanizm blokujący drzwi. Przypominało to trochę rygiel, tyle że sporych rozmiarów i bardziej masywny.

Stal zaśpiewała dźwięczni gdy przesuwałam jedną z części zamka, aby otworzyć drzwi. Pchnęłam ciężki kawał metalu, aż skrzypnęły zawiasy…
To pomieszczenia wdarło się więcej czerwieni.

****

Odwróciłem głowę ku światłu. Oczy, które przywykły już do ciemności nieco mnie zabolały. Widziałem tylko dwa kobiece ciemne kształty. Poczułem niesprecyzowany lęk, strach przed tym co może mnie za chwile czekać.

Jednak kobiety tylko stały w otwartych drzwiach celi. Bez słowa przyglądały się mi. Trząsłem się…
– Czego chcecie? – zapytałem drżącym głosem. Jedna z kobiet roześmiała się kpiąco.
– Zemsty – odpowiedziała melodyjnym głosem. Już wiedziałem kto na mnie patrzy… To była moja współlokatorka, którą wrobiłem w handel narkotykami… Którą skrycie kochałem… Z której chciałem zrobić moją uległą kobietę. Jednak obecna moja sytuacja jasno potwierdzała to, że zdecydowanie źle się do tego zabrałem.

****

Zrobiłam krok w mroczną otchłań.
Poczułam znajomy chłód na ciele. Poczułam znajomy zapach wilgoci. Z pamięci wyrwane jak kartki z kalendarza wróciła każda minuta spędzona w tej celi. Wszystko. Palik w podłodze, bicie, trzymanie człowieka jak zwierzę na łańcuchu. Wróciło wspomnienie karmienia z miski, wróciło wspomnienie blond piękności w skórze i kozakach… Wróciła cała przemoc. Żądza zemsty rosła.

****

Obserwowałem jak szła w moją stronę, zatrzymując się na chwilę i rozglądając po celi. Poczułem suchość w ustach…
– Daj mi pić, proszę – zaskomlałem, kuląc się w duchu w obawie przed agresją.
– Chce ci się pić? – zakpiła.
– Błagam nie rób mi krzywdy – prosiłem.
– Nie. Nie zrobię ci krzywdy. Nie jestem taka jak ty.
Rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu. Podeszła bliżej, złapała za gumkę dolnej części więziennego dresu. Druga kobieta, której nie znałem podeszła bliżej. Złapała mnie za włosy jakby wiedziała co ta pierwsza chciała zrobić.

Stanęła ze spuszczonymi spodniami w lekkim rozkroku bardzo blisko mojej twarzy i… obsikała mi ją, śmiejąc się przy tym głośnie.
– Chciało ci się pić, to chlaj moje szczyny męska gnido!