– No i stało się – powiedziałam do kota, która właśnie wylizywał swoje futerko. – Chyba się wplątałam w coś niepotrzebnie. Teraz będę musiała się z nim użerać – Kot przerwał lizanie i wsłuchiwał się w jej słowa z otwartym pyszczkiem i wystawionym językiem. – Ale z drugiej strony kto tak szybko podejmuję decyzję o wyborze? Może okazać się ciekawie – na to ostatnie zdanie kot wrócił do czynności pielęgnacyjnych swojego futra. – A może to ten właściwy? Jak myślisz? – reakcją kota było kichnięcie, a po nim zajął się toaletą miejsca pod ogonem.
Zrobiłam zniesmaczoną minę i ręką zgoniłam kota z blatu mojego biurka. Nie mogłam przestać myśleć o mężczyźnie, który nazwał mnie swoją. Byłam ciekawa jak potoczą się dalsze losy tej znajomości.

****

Śnieg padał. Ciągle padał… Kobieta miała już dość zimy tego roku. Zresztą i tak nigdy nie lubiła zim. Zawsze chlapa, mróz, ślisko i w ogóle trzeba uważać na nogi, bo można się połamać i zafundować sobie bardzo elegancki kozaczek nijak nie pasujący do drugiej pół-pary.
Przeciągnęła się i od niechcenia niby zalogowała się na swoją tajemną pocztę z nadzieją, do której absolutnie by się nie przyznała. Jest. Napisał. Treść maila wywołała wredny uśmiech na jej twarzy.

****

– Spotkamy się dzisiaj o godzinie 17.30 na patelni, pomiędzy wejściami do metra.
Pierwsze o czym pomyślałam to „zwariował”, rozmawiał ze mną raptem godzinę na czacie i wymienił ze mną ze trzy wiadomości mail. Naiwne to trochę. Zamyśliłam się… A może on jest zdesperowany? No dobra. Pójdę. Niech mu będzie, niech się cieszy moją ugodowością.

Spojrzałam na ścienny zegarek wiszący w pokoju, w którym pracowałam. Za godzinę kończyłam pracę. Jeśli dobrze to rozegram, to będę miała czas na przebranie się. Nie chciałabym aby mój potencjalny Oprawca wiedział, gdzie i co robię, a korporacyjne wdzianko i dodatki nie pomogłyby mi tego ukryć.

Rozejrzałam się czy żadna z koleżanek nie widzi co robię. Zaczęłam pisać odpowiedź.

– Dobrze… – eee starczy. Co się będę wysilać. Niech mu się wydaje, że mnie złapał.

Wstałam od komputera i poszłam po kawę.

****

Zapach świeżej kawy rozprzestrzeniał się po pomieszczeniu, w którym pracowała kobieta. Za oknem dalej prószył śnieg.
Siedziała wpatrzona w monitor. Wyglądała na bardzo skoncentrowaną. Nikomu by nawet do głowy nie przyszło to, że w tej chwili ta oto młoda dama ma totalny chaos w głowie i próbuje pozbierać myśli.

Jej koleżanki zaczęły się pakować. Ona jednak jeszcze siedziała patrząc jak zahipnotyzowana w obraz monitora. Dopiero gdy one wyszły z pokoju, sama podniosła się aby wyjąć z szafy długi czarny płaszcz i zmienić czółenka na kozaki.

****

– Nie lubię zimy – pomyślałam wychodząc z biurowca. Spojrzałam na ilość śniegu na ulicy i już wiedziałam, że nie ma sensu jechać do domu. Nie zdążę.
– Cholera – mruknęłam pod nosem niepocieszona. – Najwyżej znaki szczególne korporacji schowam do torebki – pomyślałam kierując swoje kroki ku przystankowi w stronę centrum.

Moja irytacja rosła z minuty na minutę. Jechałam autobusem w takim ścisku, że nie było gdzie wetknąć kija. Co chwila ktoś deptał po moich butach. Trzy głębokie wdechy i jakoś poszło.

Miałam jeszcze godzinę. Zeszłam do galerii przy metrze, aby się ogarnąć i pochować wszystko to co mogłoby pomóc w odlezieniu mnie w „normalnym” środowisku wielkomiejskiej dżungli.

Nadal sporo czasu dzieliło mnie od spotkania z moim Wybawcą czatowym, wykorzystałam więc czas na oglądanie wystaw sklepowych i zwiedzanie zakamarków drogerii. Swoją drogą dziwne, że wcześniej nie robiłam w niej zakupów – mają tak niesamowite okazje i promocje, że nie mogłam się powstrzymać i kupiłam kolejną szminkę do mojej kolekcji, nie wspomnę o dwóch lakierach do paznokci. Powoli te kolorowe cuda nie mieszczą mi się w pudełku, czas więc zainteresować się jakimś nowym pudełkiem.

****

Słodkiego miłego życia chwile uciekały, a kobieta czuła coraz większe napięcie w podbrzuszu. Nawet w pewnym momencie zaczęła się zastanawiać czy przypadkiem nie jest to ten czas gdy kobieta staje się potwornym smokiem i pochłania ogromne ilości czekolady, żelków i lodów…

Wyszła lekko zmieszana i niepewna tego co na nią czeka lub co do niej podejdzie. Tak czy siak traktowała to spotkanie dość specyficznie, wcześniej walcząc sama ze sobą, z pragnieniami, marzeniami i tym wszystkim wokół.

Stanęła w kącie wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i trzęsącą się ręką próbowała wydobyć jednego z nich.

****

– Wyglądasz na wystraszoną – powiedział do niej ktoś z tyłu. W jednej chwili krew odpłynęła z jej twarzy i rąk, a nogi momentalnie zrobiły się jak z waty. Jego głos był tak melodyjny… sprawiał, że mój opór i niechęć topniały. Obróciłam się i…

– Cholera, jak ja nie lubię zimy – powiedział, a ja uśmiechnęłam się wrednie.
– Bo zimno jest i ręce się ludziom trzęsą, jak chcą zapalić na takim mrozie.
– Słuszna uwaga. Chodźmy więc w cieplejsze miejsce. Niedaleko jest miła kawiarnia.

Poszłam. Moje „nie jestem twoja” zniknęło gdzieś w krzakach rosnących wokół placu przy metrze centrum. Szłam zasłuchana, jakby zahipnotyzowana… Dla samego słuchania jego głosu… Nie ważne o czym mówił, w ogóle nie byłam na tym skupiona.