Kobieta siedziała wygodnie w fotelu przed komputerem popijając gorącą herbatę gdy w jej głowie pojawił się dość głupi pomysł, ale zanim swoją myśl zmieniła w czyn jeszcze przez chwilę patrzyła beznamiętnie jak za oknem prószy śnieg… Zima. Nie lubiła zimy.

– W sumie… Dawno już nie rozmawiałam z żadnym – pomyślała i otworzyła nową kartę w przeglądarce. Wystarczyło wpisać dwie pierwsze literki, a adres czatu sam się uzupełnił. Nigdy nie korzystała z trybu prywatnego. Niczego nie ukrywała. Nie miała powodów.

– Jakiego by tutaj dać nicka – zastanawiała się. – Coś prowokacyjnego, a może naucz.mnie.uległości – była przekonana, że taki nick z pewnością przyciągnie chmarę mało zorientowanych lub uważających się za jedynie prawdziwych dominujących.

Niby jakoś niespecjalnie była przekonana do takich miejsc względem prawdopodobieństwa spotkania kogoś, kto by się faktycznie nadawał. Miała wrażenie, że większość jak nie wszyscy z nich, mylą uległość z łatwym seksem. Ona jednak miała znacznie inne postrzeganie i lubiła dyskutować na ten temat z potencjalnie myślącymi rozmówcami, którym wydawało się, że są dominujący. Czasami nawet sprawiała, że ów potencjalny okropny sadysta zmieniał całkowicie styl wypowiedzi stając się potulnym barankiem. Cholernie ją to bawiło.

****

Sięgnęłam po kubek. Herbata była już zaledwie ciepła, a to oznaczało, że czas zrobić drugą. Wstałam więc lekko zniesmaczona faktem, że nie było nikogo kto by mógł zrobić to za mnie. Cóż takie życie.
Wstawiłam wodę zakładając gwizdek na dzióbek czerwonego czajnika i spokojnie zapaliłam papierosa czekając na zagotowanie się wody.

Gdy wróciłam do komputera zastałam masę otwartych okienek.
– Hi – pisał Pan_Witek.
– Siemka – napisał mam_duzego_fiuta.
– Ja cie naucze uleglosci! – w pierwszej kolejności pomyślałam sobie – Taaaa jasne, przez kabelek, a w drugiej zamknęłam okienko priwa.
– Dajesz dupy in real? – pytał jakiś bliżej nieokreślony byt internetowy. Aż mi się go szkoda zrobiło. Jakiś inny proponował mi 3 tysiące złotych za seks z psem. Jeszcze inny pytał czy jestem płodna, bo on jest zainteresowany seksem bez zabezpieczeń z opcją zapłodnienia. Oh jaki łaskawy, chciałby dać mi dzidziusia. Mawiają, że idioci się nie sieją, a sami się rodzą… Jak bardzo naiwnym trzeba być by zgodzić się na taki seks z przygodnym partnerem? Ue to nie dla mnie, cenie swoje zdrowie.
I tak przyszło mi powoli wątpić w internetowe środowisko. Zamknąwszy wszystkie okienka już miałam ochotę zamknąć i zakładkę czatu gdy ponownie otworzyło się okno rozmowy.

– Witaj. Twój nick aż się prosi o to by Cię zaczepić. Zapewne i tak masz sporo amantów. Pytanie tylko jakiej „jakości”? – spojrzałam na nicka. Kompletnie nic niemówiące mi słowo. Nie kojarzące się z klimatem. – A co mi tam – pomyślałam – odpowiem mu.

Mężczyzna szybko wywnioskował w trakcie rozmowy ze mną, że to co napisałam w nicku nie pokrywa się z tym co i jak pisałam. Stwierdził, że zbyt „wiele wiem”, a już po chwili odważnie stwierdził, że styl moich wypowiedzi wskazywałby na to, że nie koniecznie trzeba mnie uczyć i że już mogę przestać szukać. Popatrzyłam na jego wypowiedź i pomyślałam, że przecież tego nie da się nauczyć najwyżej można wydobyć… ale nie da się nauczyć. Jak pomyślałam tak też napisałam dodając odrobinę emocji. Czekałam na agresję z jego strony, miałam wręcz ochotę wyprowadzić go z równowagi.

– Jesteś moja.

W ułamku chwili przeszył mnie dreszcz, a moje ciało zadrżało. Chwila. Co się w zasadzie stało? Nigdy nie reagowałam na takie słowa chyba, że były wyszeptane wprost do mojego ucha. W mgnieniu oka poczułam pragnienie bycia jego. Aż głupio się przyznać… że niby co? Tak przez światłowody?

– Taaaa, oczywiście masz rację! Czy już mam klęczeć i lizać monitor? Pozwolisz mi podłożyć pod kolana poduszeczkę? – odpisałam po krótkim namyśle.
– Spotkanie się z Tobą będzie intrygujące. Będzie wyzwaniem i dla mnie i dla Ciebie.
– Dlaczego wyzwanie?

Zaczynało być niebezpiecznie, bo mój rozmówca zaczął mnie intrygować. Mrowiła mnie skóra na całym ciele. Czułam jak mnie przyciągał. Mimo, że w sumie poza tymi dwoma słowami innych sztuczek nie zauważyłam. Miałam świadomość, że jeśli będę z nim dalej rozmawiała mogłabym chcieć się z nim spotkać. Jednak wbrew rozsądkowi, który mi mówił – uciekaj, póki masz czas! – nie potrafiłam zamknąć okna przeglądarki. Nie chciałam.

Wyczuwałam w nim siłę, której szukałam i potrzebowałam. Mimo, że sama rozmowa przebiegała raczej w formie przepychanki słownej byłam pewna, że to jest mężczyzna, który rozumie moje potrzeby i zna moje upodobania. Po prostu je wyczuwa. Zastanawiałam się czy… a nie, to nie ważne.

Spojrzałam na zegarek.
– O cholera, ale późno. Muszę zająć się obiadem. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i za czas jaki mi poświęciłeś.
– Nie uciekniesz mi – napisał, a chwilę później podał adres mailowy i zażądał abym napisała do niego maila w przeciągu godziny.
– W innym wypadku – zapewniał – stracisz coś, co może okazać się dla Ciebie cenne – i wyszedł z czatu.

****

– Cholera. Cholera jasna! – krzyknęła kobieta łupiąc pięścią w blat, a echo niosło jej głos po ścianach pustego mieszkania na tyle głośno, że obudziła kota, który swoje oburzenie okazał przeraźliwym miauknięciem.
– To zdecydowanie nie był dobry pomysł – powiedziała sama do siebie. – Z tego wynikną tylko kłopoty. Siedziała patrząc na monitor zastanawiała się co mogłaby zyskać, a co stracić. Tysiące powodów za napisaniem maila i miliony przeciw. W końcu weszła na pocztę. Zalogowała się. Kliknęła „utwórz nową wiadomość”…
– Wiem, że mogę tego żałować. Wiem też, że mogłabym żałować tego, że nic nie zrobiłam… – wpisała w treści maila. Dodała adres i nacisnęła wyślij. Kobieta spojrzała w stronę okna i zamyśliła się patrząc na padające płatki śniegu… Zima. Nie lubiła zimy.