Lekki chłód kąsał ich ciała. On nagi właśnie wykonał Jej ostatnie polecenie i w głębi plątaniny własnych myśli dość nieufnie kładł się na zimnych panelach. Natomiast Ona podeszła niby od niechcenia do szafki, z której wyciągnęła znajomą już chustkę. Wróciła po chwili, aby pod brodę włożyć mu zrolowanego jaśka tak, aby jego głowa była uniesiona maksymalnie. Czuł jak klamra obroży wbija mu się w kark…

****

Zimno – pomyślał zamykając oczy, ulegle godząc się na Jej zachciankę. Domyślał się co może się stać, chociaż nie zawsze był wstanie przewidzieć dokładnie Jej zachowania.
– Czy wiesz co teraz zrobię? – zapytała aksamitnie brzmiącym głosem. Gdyby Jej nie znał zapewne dałby się nabrać i uwierzyłby w to, że jest totalnie niegroźna. Był pewien, że chustka, którą trzymała w dłoni za chwilę wyląduje na jego oczach odcinając jeden ze zmysłów, a pogłębiając inne.
Jednak kobieta wyjęła stopę ze skórzanego, czarnego buta i podsunęła go pod jego twarz. Nie ruszał się. Mimo, że okazja była aby wycałować jej stopę.
– Na co czekasz?
– Na polecenie – wyjąkał. Niewygodna pozycja już mu doskwierała.
– Nie pierdol, wiesz czego chcę – mówiąc to nachyliła się nad nim tak, aby dosięgnąć dłonią jego włosów. Delikatnie wplątawszy w nie palce po chwili pociągnęła. Uległy mężczyzna syknął cicho próbując ukryć dyskomfort.
Kobieta ponownie podsunęła stopę pod jego usta. Patrzył przez chwilę na niewinnie białe pończochy w stylu kabaretek spod których prześwitywał jadowicie czerwony kolor lakieru na jej smukłych palcach.

****

Zaraz po zasłonięciu mu oczu przeszłam na tył swojego prosiaczka. Rożen – pomysł wpadł błyskawicznie do mojej głowy. Mając świadomość, że nasłuchuje… narobiłam kilka dziwnych dźwięków.

****

Ciemność. Ciemność widzę. To pierwsze o czym pomyślałem w chwili gdy zasłoniła mi oczy.
Wsłuchiwałem się w Jej kroki próbując zgadnąć, przewidzieć… Po prostu chciałem się domyślić co mnie czeka. Tylko, że Ona zawsze była o kilka kroków przede mną. Czasami miałem wrażenie, że doskonale ma przeanalizowane moje potencjalne zachowania.

Czułem podświadomie, że coś knuła. Jednak ufałem Jej na tyle, że byłem pewny iż nie zrobiłaby mi czegoś czego bym nie chciał.

****

E… Nie! Szynka będzie zabawniejsza. Zdecydowanie – pomyślałam wyciągając linki z pudełka. Zawsze chciałam umieć robić ładne supełki, więc na kimś trzeba ćwiczyć.
Uklęknęłam sobie obok.
– Ręce za plecy – powiedziałam łapiąc je w nadgarstkach ustawiając sobie w odpowiednim miejscu. Szybka akcja, przeciągnąć linkę pod jedną, potem pod drugą, zrobić pętelkę i sprawdzić czy się sama nie zaciska.
Jest ładnie – pomyślałam patrząc na początek swojej pracy. Złapałam za linkę i przewlekłam przez srebrne kółko w obroży.
Spojrzałam na nogi.

****

Czułem jak linka ociera się o moje ciało. Czułem, że na tym się to nie skończy… Po chwili poczułem jak zgina moją lewą nogę w kolanie tak, że piętę czułem na pośladku. Kolejna pętelka. Szarpnięcie. Chyba sprawdza czy się nie zaciśnie sama. Przywiązała moją stopę do głównego sznura, który biegł wzdłuż mojego kręgosłupa. Gdy tylko skończyła poczułam dokładnie te same ruchy przy prawej nodze. Jednak tą stopę już nie tak blisko ciała. Kolejne szarpnięcie. Cholera, mogłaby być nieco delikatniejsza.

****

– Niewygodnie ci? – zakpiła kobieta.
Mężczyzna się nie odezwał. Wiedział, że to ten moment, w którym należy zachować ostrożność.
Kobieta usiadła na fotelu tuż przed jego twarzą. Zajęła się przeglądaniem internetu.

****

Stukot klawiatury go deprymował. Zastanawiał się z kim i o czym tak żywo dyskutowała. Nie miał pojęcia jak długo już leżał związany na podłodze. Stracił poczucie czasu. Coraz bardziej doskwierała mu niewygoda. Czuł jak jego ciało drętwieje.
Usłyszał znajomy pstryk. Poczuł specyficzny zapach. Poczuł strach.

****

Zapaliłam zapalniczkę i delektowałam się jego lękiem przed woskiem. Wiedziałam, że on od razu skojarzy jej zapalenie ze świeczką i laniem wosku. Na mojej twarzy pojawił się obrzydliwie wredny uśmiech satysfakcji. Chciałam żeby czuł strach. Chciałam, żeby się bał tego co może go za chwilę spotkać.
Trzymałam w ręku zapaloną czerwoną świecę i jakby od niechcenia przechyliłam wsłuchując się w dźwięk jaki towarzyszył zastyganiu płynnego wosku.
Przykucnęłam przyglądając się wzorkowi jaki powstał z zastygłego wosku. Zaczęłam rozwiązywać supełki. Pociągnęłam… i samo się rozplątywało. Lubię ten moment chyba bardziej od samego wiązania.
– Ten wosk – powiedziałam – wypadałoby efektownie z ciebie zdjąć.
Już się cieszyłam trzymając w rękach bambusowy kij.