Tej, której imienia wymawiać głośno nie wolno już dawno przestała spać… I ponownie uśpić się nie zamierza dać.
Niczym suka chcąca, aby jej Właściciel wypuścił ją na dwór by pobiegała trochę po ogrodzie pełnym tych jedynych w swoim rodzaju wrażeń, drapie pazurami raniąc moje wnętrze i szarpiąc myśli dogłębnie.
Kolejny raz, ale tym razem świadomie chcąc spuścić ze smyczy emocje piętrzące się w mojej podświadomości, zdecydowałam się na tak zwany przypadek.
Świadoma tego co mogło się wydarzyć, świadoma tego co mogłabym poczuć… Inaczej, świadoma tego co chciałam poczuć, zmusiłam swojego uległego do wykonania telefonu do znajomego.

****

Zaczęło się podobnie jak za pierwszym razem. Tylko tym razem mój substytut Domina rozmawiał bezpośrednio z nim przez telefon, a już po chwili wskazał mi miejsce gdzie miałam uklęknąć. Dokładnie tak jak w poprzednim przypadku opisał moją pozycję swojemu rozmówcy. Bardzo spokojnie i cicho jak na moje wcześniejsze wybryki czekałam grzecznie na polecenia. Jakoś podświadomie czułam, że wróci alfabet. Nie zawiodłam się i już po chwili płynnie wyrecytowałam rzeczony alfabet. Przygotowana byłam, więc nie było większego problemu. Przećwiczyłam to sama gdzieś na uboczu pod nieobecność mojego partnera.

– Przynieś mi piwo – usłyszałam zaraz po krótkiej wymianie zdań, w której ewidentnie znajomy pytał się mojego uległego czy nie chce mu się pić.

Wstałam grzecznie z kolan i poszłam do kuchni. Z szafki wyciągnęłam tacę. Otworzyłam puszkę i nalałam trunku do szklanki zwanej pokalem. Całość zgranie ustawiłam na płaskiej plastikowej tacce i zaniosłam do pokoju, kręcąc przy tym powabnie biodrami niczym zawodowa kelnerka. Teraz czekało mnie najgorsze i najtrudniejsze jednocześnie. W szpilkach, na śliskich panelach zmienić wysokość… Nie powiem, kolana mnie zabolały gdy walnęłam nimi o podłogę tylko chyba cudem nie straciłam równowagi i nie wylałam piwa. Zacisnęłam zęby i z ulegle słodkim uśmiechem jak gdyby nic podałam tace swojemu parterowi.

– W szoku jestem. Nigdy tak piwa nie dostałem – padło do telefonu. Faktycznie zaskoczenie malowało się na jego twarzy.

Klęczałam, mając na stopach buty na obcasie kilkanaście minut. Już powoli cierpły mi palce nie wspomnę o kolanach. No… Nie jestem przyzwyczajona do takich czynności.

– Mogę zdjąć buty? – zapytałam niepewnie i jakby ciszej niż zamierzałam. Nie wiedziałam jak bardzo duży błąd popełniłam, bo szanowni panowie postanowili zabawić się w przekładanki. Padło polecenie.
– Przenieś buta stąd w to miejsce – no dobrze, ale to takie nieprecyzyjne… Nie wiele myśląc przestawiłam buta ręką i zadowolona z wykonania jakże trudnego zadania oznajmiłam światu:
– Już.

Mój partner się zmieszał odrobinę. Czułam, że nie o to mu chodziło… Uwielbiam się droczyć. W tym momencie poczułam wewnątrz siłę, której czuć nie chciałam.
Kolejny raz, zabawa w przestawianki ale tym razem ustami. Chwilę to trwało zanim moje wewnętrzne Ja przestało się kłócić z wizją zadania jakie stało przede mną. W sumie nawet nie wiem dlaczego. Bo to w sumie taka prosta czynność, a pokazała kolce.
Po chwili koncentracji i powiedzenia sobie w myślach „nie myśl, nie zastanawiaj się jak, a po prostu zrób to” jakoś poszło… Ale gdy wpadli na pomysł abym przestawiła całą parę, pojawiło mi się pytanie czy czasem nie uszkodzę sobie futrówki. Sprzeciwiłam się.

Kazali mi się położyć i rozłożyć nogi zabawiając się jedną z zabawek.
– A bieliznę mam zostawić czy się jej pozbyć? – zapytałam dogryzając mojemu faceta. Zaczęłam zauważać wszystkie szczegóły. Zaczęłam na bieżąco analizować przebieg zdarzeń i celowo wybierać drogę, której mój partner się nie spodziewał. Zabawa w prowadzenie cienką ścieżką sub przestała być czymś co karmiło tę co przestała spać. Zaczęłam nieświadomie przejmować kontrolę nad przebiegiem zdarzeń.

Za to, że nie chciałam bawić się dalej w przestawianki zostałam ukarana.
– Stań pod ścianą, a przedramionami oprzyj się o nią – poczułam strach. Pierwszy raz od dłuższego czasu właśnie tego dnia poczułam strach. Starałam się go nie okazywać. Stanęłam twardo i przylgnęłam do zimnej ściany, nie widział mojej twarzy ukrytej pod płomienną zasłoną włosów. Zacisnęłam zęby w oczekiwaniu na uderzenie. Świst i znajomy trzask, znajomy ból… Ale zaraz! Coś nowego. Ból rozpływał się w cieple obejmując cały mięsień. Cholera, to jest przyjemne… Ale to niemożliwe, żebym to lubiła.
Kolejny raz był mocniejszy, a przyjemność z rozpływającego się ciepła bardziej intensywna. W czasie gdy on zabawiał się moim kosztem uderzając raz po raz w jedno miejsce z dużą częstotliwością w mojej głowie kłębiła się myśl.
– Nie jestem masochistką – krzyczałam sama do siebie – więc jak to możliwe, że odczuwam przyjemność płynącą z bólu?
Doszłam do wniosku, że pokazanie kilku sztuczek związanych z miejscami, siłą, sposobem… Było błędem.
– Stop – wyszeptałam, stosując się do wytycznych, które polegały na tym abym wypowiedziała to słowo w chwili gdy ciągłe uderzanie w jedno miejsce będzie nie do wytrzymania.
Cała drżałam. Kątem oka widziałam, że mój partner nie był przygotowany na taki widok.
– Jesteś mocniejsza ode mnie – powiedział cicho, tak aby nie słyszał go znajomy. – Jesteś masochistką i to większą niż ja – po chwili dodał. Te słowa odbijały się echem w mojej głowie.
– Nie! Absolutnie nie, nie jestem masochistką. Nie mogę nią być. A co jeśli jednak mogę? Na litość Boską! Nie chcę!- świat zawirował w odcieniach czerwieni, zrobiło mi się słabo. Przyjemne drżenie ciepłych od uderzenia mięśni sprawiało, że powoli osuwałam się po ścianie na podłogę.

Moja przekora, przeklęta moja przekora. Chęć poczucia uległości i chęć zdominowania dominującego. Okropne.
Wpadli na pomysł postawienia mnie na środku pokoju z zasłoniętymi oczami. Kazali wyciągnąć dłonie przed siebie, położyli na nim bat. Mój chłop wyszedł na chwilę wrócił z kijem od mopa. Postanowił zrobić z niego coś na wzór rozpórki. Męczył się chwilę z wiązaniem, a mnie zachciało się siku.

– Mogę iść do toalety?
– Jak zrobisz to co miałaś zrobić. Przenieś nosem swoje majtki.
– Nie.
– To lej tam gdzie stoisz, na podłogę. Później użyjemy twoich włosów jak mopa. Nie masz innego wyjścia – powtórzył.
– Kiedy widzisz dwa wyjścia z pewnością jest jeszcze jedno – powiedziałam. Po chwili wyplątałam się z więzów i z dumnie zadartą głową poszłam się załatwić. Gdy wróciłam czułam, że nie byli zadowoleni z wyjścia jakie znalazłam.
Mimo to wróciłam na swoje miejsce, stając w lekkim rozkroku i zakładając ręce na kark. Dlaczego? Nie mam pojęcia…

Kazali znów wyciągnąć ręce przed siebie. W dłonie włożyli kij i ustawili go nad głową. Mój poinformował mnie, że jeśli upuszczę kij bez pozwolenia…
– To dostaniesz i to mocno – nie zdążył w sumie dokończyć zdania. Kij wypadł mi „niechcący” z dłoni.
Dostałam raptem trzy szybkie, ale celne strzały w nasadę mięśnia uda prawej nogi. Intensywność lekko przechyliła mnie na prawo.
Kij na nowo znalazł się w moich rękach oraz ponownie „niechcący” mi wypadł. Tym razem siła była taka, że ból posadził mnie na kolana. Celowo to robiłam, bo wiedziałam że mój partner nie lubi zadawać mi bólu.
Mając nadal zawiązane oczy… radykalnie wyostrzył mi się słuch mimo że w tle leciał Tiamat zapalenie zapalniczki było na tyle wyraźne, że wywołało paniczny strach. Wiedziałam, że to nie o przypalenie papierosa chodziło… Po chwili już czułam zapach palącej się świeczki… Poznałam uczucie tężejącego wosku na ciele. Trwało to zaledwie kilka minut, a mnie się wydawało całą wiecznością. Strach przed woskiem i jednocześnie przed ogniem był okropny. Zaczęłam się sprzeciwiać po raz kolejny.
Kurwa, powiem jedno – nienawidzę was obu!

Wcześniej trzy słowa klucze ustalone z moim uległym właśnie znalazły zastosowanie.
– Pomarańczowy – powiedziałam drżącym głosem. Nie lubię, nie chcę… Nie polubię. Słowo to kończyło daną czynność, ale nie oznaczało końca zabawy.
Słyszałam jak grzebie w magicznym pudełku. Wiedziałam co tam znajdzie. Miałam przeczucie, że zaraz jeden ze spinaczy znajdzie wygodne miejsce gdzieś na moim ciele.

– Wystaw język – powiedział, a ja jak nigdy posłusznie wykonałam polecenie.
Na moje nieszczęście trafił mu się taki, który miał mocną sprężynę. Myślałam, że język mi odpadnie… Przeklęta dwoistość moich upodobań sprawiła, że jedną ręką ściągnęłam chustkę z oczu. Drugą zaś pozbyłam się spinacza z języka. Reakcja była błyskawiczna czując zawahanie w swoim partnerze przejęłam kontrolę kończąc zabawę.