Minęły nieco ponad dwie godziny.
Wróciłam do saloniku, w którym na fotelu zostawiłam swojego laptopa. Zasiadłam wygodnie, a samym gestem skłoniłam bruneta, który wcześniej pełnił funkcję stolika by klęknął i zajął się moimi stopami.
Drugi z uległych o kruczo czarnych włosach stał obok czekając na polecenie, patrząc z nieukrywaną zazdrością w kierunku bruneta i moich stóp.

****

– O! Jeszcze nie poszłaś? – zapytałam zdziwiona obecnością koleżanki.
– Czekam na opowieści dziwnej treści.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Klaudia zawsze była ciekawa przebiegu moich zabaw.
– To uroczę, ale nie powinnam cię aż tak demoralizować – odparłam szybko.
– Oj przestań… Proszę opowiedz, jestem cholernie ciekawa co wymyśliłaś.
– No dobrze – moje ego zostało połechtane, uwielbiałam jak mnie prosiła i błagała. Dobrze pamiętam czym skończyło się nasze spotkanie i brzmienie jej owego „błagam”.
Czasami się zastanawiałam jak wiele moich pomysłów adaptowała, a jak wiele z nich przekształcała. Sama niespecjalnie chciała się chwalić swoim doświadczeniem. Czasami czułam się jakbym była dla niej czymś w rodzaju starszej doświadczeniem mentorki. Nie żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale jeszcze nie przywykłam do takiego traktowania.

– Początek był oczywiście klasyczny. Ja ze swoim spakowałam zabawki do bagażnika. Jego posadziłam za kierownicą, a sama zaczęłam planować…
– Ty rzadko planujesz.
– Tak, masz rację. Ale mając do dyspozycji trzech uległych i zadanie w postaci wieczoru panieńskiego… Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik.
– No tak.
– Wiesz… Panna młoda wiedziała mniej więcej, że niespodzianka będzie związana z klimatem. Chociaż sama niespecjalnie by się przyznała, że ma coś z nim wspólnego. Część dziewczyn miała mylne pojęcie o temacie. Poza tym jak na to spojrzysz z innej perspektywy, to przecież to co czytasz kształtuje twoją opinię, a one zaczytywały się w 50 twarzach.
– Też nie maja czego czytać, ale zgadzam się z tobą – to co czytasz wpływa na twoje myśli i wnioski… Po drodze jakieś rewelacje?
– Klasyk. Po drodze zabraliśmy z okolic Krakowa jednego. Spotkaliśmy się z nim na jednym z dworców, gadałam z nim długo. Znał mnie, był gotowy na wiele. Wsiadł bez marudzenia do samochodu, ale całą trasę mu się japa nie zamykała. Zatrzymaliśmy się przy lesie, wysiadłam z samochodu i podeszłam do bagażnika.
– Zakneblowałaś go?
– Nie. Dałam mu knebel do ręki i chustkę. Zakładając mu obrożę zapowiedziałam, że jeśli nie będzie grzeczny zażądam, aby ów knebel sobie założył sam i sam zawiązał sobie oczy. W dodatku zapowiedziałam, że nie ściągnę mu chustki przez cały wieczór.
– Leniwa jesteś. Ja bym go z miejsca…
– Tutaj nie chodziło o „zmuszenie”, a wywołanie pragnienia bycia posłusznym. Przecież zawiązując mu oczy nie wiedziałby ile kobiet będzie się nim bawić, nie mógłby nawet w trakcie trasy na mnie patrzeć. Mógł wiele stracić.
– No tak.
– W ostatnim momencie zdecydowałam się na Marcina. Jemu podałam adres chaty żeby sam dojechał.
Pojawiliśmy się na długo przed dziewczynami. Chłopcy przygotowali salonik, rozstawili krzesła, przynieśli stół.
– O boże! Potraktowałaś ich jak eksponaty?
– Tylko swojego. Nie chciałam, aby któryś z nich swoim buntem popsuł zabawę młodej pannie. Wolałam użyć sprawdzonej zabawki.
– Rozsądnie, ale wydaje mi się, że i tak byś sobie poradziła z oporem postawionym przez nowe zabawki.
– Masz rację, ale to zaburzyłoby klimat jaki chciałam stworzyć.
– Dobra… konkretny przebieg zdarzeń poproszę.

****

Poprawiłam się na fotelu, zabrałam brunetowi prawą stopę z rąk unosząc lewą i czekając na jego reakcję. Nie zawiodłam się.
Przebieg zdarzeń? – pomyślałam, przeciągając się na wspomnienie wczorajszej, wybitnie udanej zabawy. Spojrzałam na czarnowłosego, który dalej czekał. Jego ciało pokryte było gęsią skórką. Zadrżał zauważalnie pod moim wzrokiem.
– Zrób mi kawy proszę – na słowo proszę na jego twarzy pojawił się lekki grymas zaskoczenia. – Na co czekasz? – ponagliłam – Nie wszystko zawsze musi być „zrób”, „przynieś”, „daj”. Nie jesteś dla mnie rzeczą czy przedmiotem. Szacunek dla strony uległej jest ważny i załóż coś na siebie bo mi się tutaj przeziębisz.
– Tak proszę Pani – odpowiedział uśmiechając się do mnie życzliwie.
Zastanawiające jak wielu młodych, mało doświadczonych nie jest świadomym tak prostych rzeczy. Jak wielu młodych i niedoświadczonych w ogóle nie zauważy, że są traktowani przedmiotowo, a stronę dominującą nie obchodzi ich satysfakcja z zabawy czy ich emocje.

****

Wjechaliśmy do Krakowa, przed nami był jeszcze kawałek drogi. Uznałam, że siedzący z tyłu brunet nie powinien znać dalszej drogi i że fajnie to wpłynie na jego wyobraźnię.

– Tą chustką, którą ci dałam zasłonisz sobie teraz oczy – powiedziałam rzucając spojrzenie przez ramię, aby upewnić się, że uległy robi to czego od niego zażądałam.

Tak przejechaliśmy dwie kolejne godziny w kompletnej ciszy. Miałam wrażenie, że trochę się obawia tego co go czeka. Mój stały sub też to wyczuł, bo gdy już wjeżdżaliśmy na posesję rzucił do niego kilka pokrzepiających słów.

We dwóch zaczęli ustawiać krzesła w podkowę. Skrzynka z zabawkami została ustawiona pod ścianą. W zasadzie wszystko było gotowe na przyjazd dziewczyn.
Zajęliśmy się więc zwiedzaniem chaty.
W kuchni usiadłam sobie na blacie stołu i zażyczyłam sobie, aby zrobiono trzy herbaty z cytryną.
Wypiliśmy grzecznie herbatę. Wtedy Kamil zapytał.
– Myślisz, że mam się czego bać?
Mój uległy parsknął śmiechem.
– Bać? Czegoś? Nie, niczego bać się nie powinieneś – powiedział chichocząc, a po chwili dodał wskazując na mnie. – Gdybyś zapytał „kogoś”. To przyznałbym ci rację. Jej można się bać. Chociaż w stosunku do ciebie będzie raczej wyrozumiała i nie tak bardzo groźna. Nie wiem jak z resztą dziewczyn – mówiąc to spojrzał w moim kierunku.
– Nie, niczego ani nikogo bać się nie musisz. Nikt nie zrobi Ci krzywdy.

Dziewczęta zaczęły się zjeżdżać godzinę później. W tak zwanym między czasie chłopcy się przebierali w garniaczki, a ja oprowadzałam nowo przybyłe po włościach górskiej chałupy.

Nie czekałam długo aby wszystkie zaproszone kobiety się zjawiły. Łącznie było nas dwadzieścia dwoje. Czyli samych kobiet było dziewiętnaście.

Gdy wszystkie zasiadły już na swoich krzesełkach, a panna młoda na fotelu postanowiłam rozpocząć zabawę.
Wprowadziłam obu na smyczach jak psy. Szli tak fajnie i równo przy nodze, że aż zapragnęłam częściej widywać się z Kamilem. Zaczęłam się zastanawiać co powie na taki pomysł mój mąż.

Niespecjalnie starałam się zachować drapieżny klimat. Ot wcisnęłam się w strasznie dopasowaną ołówkową spódnicę, a na górę ubrałam prostą i elegancką białą koszulę. Czułam się trochę jak nauczycielka, ale właśnie takie było założenie i temat przewodni – lekcja traktowała o tym kto tak naprawdę trzyma władzę w małżeństwie.

****

– Hahahahhaha. Zabawnie, nie powiem, bardzo zabawnie. Lekcja dla przyszłej Pani domu jak ułożyć sobie męża.
– Tak, z pewnością. Jej przyszły mąż ma mało z uległego 😀
– Pewna jesteś?
– Tak, znam go. Jest totalnie „normalny”.
– Myślisz, że będzie szukała wrażeń poza domem?
– Tego nie wiem. To zależy od niej i jej podejścia.
– A jaka była wcześniej?
– Ulegająca. Chociaż ostatnio ciekawił ją femdom.

****

Scenariusz nie był zbyt rozbudowany pod kątem konkretnych czynności. Chłopcy mieli spełniać zachcianki dziewczyn.
Panna młoda bardzo chętnie uczestniczyła w przebieraniu Kamila w damskie ciuchy. Olka, jej siostra, zrobiła mu bardzo profesjonalny makijaż. Wyglądał jak męska dziwka, a sądząc po reakcjach jego ciała zdecydowanie podobała mu się feminizacja.
Mój mąż natomiast dostał w tyłek kilkoma ciekawymi przedmiotami, zaczynając od dłoni idąc dalej przez szczotki, łyżki a kończąc na klasycznej trzcince. Powiem ci, że nawet nie kwiknął. Co zdecydowanie nie przypadło mi do gustu. Sięgnęłam więc po ładowarkę od telefonu… Szybko wydobyłam z niego krzyk i błagania żebym przestała.

W połowie dojechał Marcin. Zgodnie z umową pojawił się w mundurze policjanta zgrabnie odgrywając scenkę zatrzymania panny młodej. Ale tylko dlatego, że Marcin nie jest typowym uległym.
Tak więc panna młoda miała skute dłonie za plecami i w sumie uwierzyła w to, że to prawdziwy policjant i prawdziwa pomyłka.

Zaczęłam prosić policjanta.
– Panie władzo, ale my tutaj wieczór panieński mamy, niech nam pan pozwoli chociaż dokończyć.

Marcin wykonał striptiz przed Mariolką ocierając się tu i ówdzie, traktując ją momentami jak sukę.

W międzyczasie związałam swojego męża i ułożyłam go na środku kładąc na nim deskę. Postawiłam na niej dwadzieścia dwa kieliszki i cztery butelki wina. Stolik oczywiście nie pijący.

****

– W sumie to tęż dobrze rozegrałaś, zostawiłaś sobie trzeźwego kierowcę.
– No ktoś myśleć musiał nie?
– Sporo przewidziałaś, no ale strzeżonego pan bóg strzeże.

****

Dziewczyny zażądały aby Kamil zaspokoił się na ich oczach, wcześniej używając kilku pasków by ograniczyć mu ruchy. Marcin z kolei miał inne zadanie. Doprowadzał do orgazmu oralnie te, które tego chciały.
W nocy wszyscy trzej mieli spełniać zachcianki panny młodej, ale jeszcze nie znam szczegółów tego co działo się za ścianą mojego pokoju.
Ja noc spędziłam w babskim towarzystwie odpowiadając na pytania związanych z moim małżeństwem jak i gadając na głupotach.

****

– Zazdroszczę ci. Obiecaj, że następnym razem zabierzesz mnie ze sobą. Nawet chciałabym być jako uległa w twoich rękach.

Ta prośba spowodowała szczery uśmiech na mojej twarzy. Jednak czas weekendu w górach już się kończył i należało zacząć się pakować. Przed nami długa droga do domu.