Z dedykacją dla strasznie upartego i niecierpliwego Łukasza 😉

To był jeden z tych długich zimowych wieczorów kiedy to dziewczyny łapią się za kubek gorącej czekolady albo za kakao, biorą książkę do ręki i owijają szczelnie kocykowym kokonem zatracając się w kolejnej ckliwej historii z happy endem. Natomiast faceci siadają do kolejnej strzelanki albo sięgają po coś strategicznego odcinając się zupełnie od realnego świata.

Ich układ był prosty. Ona raz czy dwa razy w miesiącu przyjeżdżała w odwiedziny do jego małego mieszkanka na obrzeżach miasta. Cicha i w większości zamieszkała przez starsze osoby, okolica nie sprzyjała zdecydowanie głośniejszym zabawom. Jednak jego Ukochana miała już poukładane życie z równie poukładanym mężem, a spotykanie się z Nią bliżej centrum niosło za sobą dość duże ryzyko, że sprawa by wyszła na jaw, a Ona sama miałaby pewnie nieprzyjemności z tego powodu.
Nie chciał tego, zasady były banalnie proste, a że w sumie i tak nie przepadał za ostrymi formami zabaw to miejsce spotkań nie miało większego znaczenia. Nawet można by powiedzieć, że jego własne terytorium sprawiało, że czuł się bezpieczniej.

Był specyficzną osobą, nie był masochistą w szerokim znaczeniu tego słowa chociaż zdecydowanie był fetyszystą. Mimo, że jeszcze nie do końca znał wszystkie zakamarki swoich upodobań, tak jak i nie znał wszystkich swoich odchyleń od przysłowiowej normy… Jedno trzeba mu przyznać – był bardzo otwarty na wszelkiego rodzaju eksperymenty czy nowości i dość szybko akceptował nowe fetysze lub bodźce, które sprawiały, że osiągał wysokie podniecenie, a czasami nawet i spełnienie.

****

W zamku zgrzytnął klucz. Cicho skrzypnęły drzwi wejściowe.
– Hej, jestem w kuchni. Masz może ochotę na coś ciepłego do picia?
– Cześć. Tak, najchętniej kawę z mlekiem.
– Nie za późno na kawę?
Kobieta nieco zdziwiona spojrzała na mężczyznę, który pod Jej wzrokiem zauważalnie się skurczył.
– Czy masz życzenie podyskutować ze mną na temat mojego wyboru cieczy, którą zamierzam wypić przed tym kiedy zacznę się tobą bawić? – Jej spojrzenie mówiło wiele. Stała oparta o framugę drzwi do kuchni. U Jej stóp leżała torba podróżna, ale jakaś większa niż zazwyczaj.
– Jedziesz gdzieś? – zapytał, starając się szybko zmienić temat.
– Nie. Dopiero wróciłam. Z dziewczynami byłam na zatowarowaniu sklepu. Zaczęłyśmy wczoraj, a do 12 musiałyśmy skończyć. Bo o tej porze otwierali galerię. Jestem wycieńczona… Brudna, śmierdząca i zapewne klejąca – mężczyzna się oblizał lubieżnie. Zalewał właśnie wrzątkiem kawę dla swojej Pani. – Pomyślałam, że spędzę u ciebie cała noc – zadrżał. Nie trafił strumieniem wrzącej wody do kubka. – Ale wpierw się wykąpię – zamarł w bezruchu. Ta myśl… To coś nowego. Coś co mógłby właśnie… Ona jak zwykle uważnie obserwowała jego reakcje i nic nie uszło Jej uwadze.
Wydawało mu się, że to cała wieczność. Bił się z myślami, serce mu waliło. Czy miałby na tyle odwagi aby poprosić o to by…
– proszę, nie kąp się – wyszeptał płonąc rumieńcem.

Kobieta uwodzicielskim krokiem podeszła do krzesła odsuwając je od stołu. Obróciła je oparciem w stronę mężczyzny i usiadła okrakiem. Przeciągnęła dłonią po skórze buta.
– Jak ci się podobają moje nowe kozaki?
– Bardzo – wyszeptał głośno przełykając ślinę. Cholewka ściśle przylegała do nogi. – Chociaż mogłyby być dłuższe, takie za kolano – kobieta się uśmiechnęła.
– Wiesz jak ciężko się prowadzi samochód w kozakach z cholewką powyżej kolana? Zakładając że robisz trasę na blisko 300 kilometrów to dość upierdliwe.
Mężczyzna wpatrywał się w rozłożone nogi kobiety. Jej czarne spodnie przypominały leginsy, ale nie był tego pewien. Jej biała koszula i marynarka sprawiały, że wyglądała trochę jak nauczycielka w szkole. Elegancko i formalnie… Budziła respekt samym strojem.
– Długo będziesz mieszał mi tę kawę?
Właśnie się zorientował, że na zbyt długo oddał się swym perwersyjnym myślom zamiast zająć się swym Gościem.

Kobieta wstała z krzesła i skierowała się w stronę mężczyzny. Położyła dłoń na jego ramieniu, a on nie stawiając oporu, zupełnie instynktownie mimo braku jakiegokolwiek nacisku z Jej strony, po prostu przed Nią klęknął. Czuł jej intensywny zapach już z odległości tych pięćdziesięciu czy sześćdziesięciu centymetrów. Zapach całego dnia. Mieszaninę zmęczenia, kurzu i intymności.
Złapała go za tył głowy i wcisnęła jego twarz między swoje uda.
– Podoba Ci się taki zapach? Podoba Ci się świadomość, że nie miałam czasu się wykąpać? Podoba Ci się zapach potu zmieszany z intymnością? – zadrżał po ostatnim zdaniu. Kobieta nagle odepchnęła go od siebie. – Boże z kim ja się zadaję! Jesteś tak zboczoną świnią, że aż brakuje mi słów aby opisać twoje perwersyjne upodobania – mężczyzna spuścił wzrok, wbijając go w lekko ubłocone kozaki, czuł się zawstydzony i poniżony. Znów zadrżał myśląc o zapachu nóg po tylu godzinach ciężkiej pracy.

– Podejdź – powiedziała siadając na krześle. – Ściągnij mi buty – mężczyzna już wyciągał swoje ręce w kierunku suwaka prawego buta… – Suwaki rozepnij ustami – kolejny raz zadrżał słysząc takie słowa w połączeniu z nieuzmysłowionymi jeszcze pragnieniami czucia zapachu Jej stóp. Kolejny raz był wdzięczny losowi za to, że ich drogi się połączyły. Tak dużo mu pokazywała, tak dużo się od Niej nauczył. Trochę żałował, że nie jest jego żoną.

Chwycił wargami zimną i metalową część suwaka wciągając przy tym jak najwięcej powietrza nosem, delektując się intensywnością zapachu skóry buta zmieszanego z delikatnie pikantnym zapachem potu. Czuł, że go to pobudza, a sam zapach jak i świadomość nieświeżości w ogóle go nie odrzuca, a wbrew przeciwnie jeszcze bardziej go nakręca.
Kobieta wyswobodziwszy jedną stopę z kozaka uniosła ją.
– Liż, wiesz jak to lubię – mężczyzna zawahał się, ale już po chwili czuł również i intensywny smak Jej skóry.

Zabawa szybko przeniosła się do pokoju. Ona już boso i bez spodni jedynie w białej rozchełstanej koszuli siadała właśnie okrakiem na jego twarzy.
– Zboczeniec! Perwers! – wykrzykiwała rytmicznie pocierając krokiem o jego twarz.
Kobieta zmieniła nieco pozycję odchylając się odrobinę tak by przy okazji nie stracić równowagi, ale aby tylna część jej ciała była centralnie nad jego ustami.
– Wyliż mi rowek – zażądała i już po chwili czuła ciepłą wilgoć między swoimi pośladkami. Szybko jednak porzuciła ten pomysł. Odwróciła się tak by widzieć jego nogi. Wypięła się żeby sięgał językiem do obu bram rozkoszy.

– Zawsze chciałam to zrobić – powiedziała, a chwilę później pierdnęła tak głośno, że nie powstydziłby się tego żaden facet.