Zmarzłam – pomyślałam, sięgając po futro. Sięgnęłam po biały koc, który szumnie został nazwany przez resztę dziewczyn futrem, faktycznie trochę je przypominał, a przy tym był cholernie ciepły i miękki. jednak patrząc z bliska pozostawał tylko białym kocem z nieco dłuższym włosiem.
Wyciągnęłam się leniwie i sięgnęłam dłonią w kierunku uroczego stoliczka, na którym zostawiłam kubek z gorącą czekoladą. Muszę przyznać, że stoliczek miał ładnie wyrzeźbione nogi, niestety resztę przykrywał krwisto czerwony obrus.
Nogą przysunęłam trochę bliżej swój podnóżek. Zarzucając wcześniej wspomniany biały kocyk na swoje nogi.

W końcu zima… za oknem śnieg ładnie przykrył werandę. Dziewczyny na podwórku lepiły bałwana… Chyba bałwana. Chociaż jak się tak bardziej przyjrzeć to ulepiona przez nie postać bardziej przypominała mężczyznę z miotłą wbitą w tyłek.
– Sadystki – pomyślałam odstawiając pusty już kubek na stolik. Otworzyłam laptopa i uśmiechając się szczerze napisałam do znajomej.

****

– Cześć kochana!
– Hej mała! Jak wyjazd?
– No powiem Ci, że super miejsce. Zadowolona jestem bardzo i dziewczyny też.
– A domek jak?
– Wspaniały. Siedzę teraz na parterze przed kominkiem. Wypiłam właśnie gorącą czekoladę. Opatuliłam się kocem, który wygląda jak futro.
– Hahaha, Wenus w futrze?
– Nie, no nie przesadzaj. To tylko kocyk.
– Dieu l’a puni et l’a mis dans les mains des femmes?
– Och, piękne słowa, piękne.
– A jakie prawdziwe : ). Byłam ostatnio ze swoim na Wenus.
– I jak? – Dociekałam, a i sama byłam ciekawa nowego filmu Polańskiego. Być może wrażenia znajomej zachęciłyby mnie by pójść w końcu na film.
– Poszliśmy w tygodniu. Uznałam, że w środku dnia będzie mało osób i mogłabym ewentualnie coś wiesz…
– No wiem, wiem. Ale Twój nie znał książki?
– Nie no co Ty. To przecież świeża krew w klimacie.
– I od razu trafił na Ciebie… Nie znam gościa, ale już mu współczuję.
– No nie przesadzaj. Delikatna przecież jestem. Przyjemności tego typu trzeba dozować, zwłaszcza jak nie miało się wcześniej styczności.
– Jak zareagował?
– Był żywo zainteresowany i fajnie reagował zmieszaniem na niektóre sceny.
– Znając Ciebie czytałaś w nim jak w otwartej księdze.
– Oj tam… Sami byliśmy w sali więc nie pozwoliłam mu się nudzić.
– Urocze.
– Ale wiesz… tak delikatnie. Bardzo delikatnie.

****

Zamknęłam na chwilę oczy. Pusta sala kinowa, błękitny półmrok i unoszący się zapach świeżo uprażonego popcornu. Ciepło przesuwających się męskich dłoni po nagiej skórze stopy.
– Mmmmm – mruknęła cicho, sięgając po kolejny kubek ze świeżą gorącą czekoladą. Upijając łyk wyczułam lekką nutkę cynamonu.

****

– A poza wypadem do kina coś ciekawego?
– Uśmiałam się ostatnio w trakcie zabawy.
– W sensie sesji? – nie byłam przyzwyczajona, że moja kumpela tak delikatnie nazywa swoje klimatyczne spotkania.
– Uhm.
– To co Cię tak rozbawiło?
– Nie co, a kto.
– No dobrze, więc kto Cię tak rozbawił? Nie zmuszaj mnie abym musiała to z Ciebie wyciągać.
– Wiesz, że lubię. No ale dobrze… Mój burek, a któż by inny. Najpierw tak się darł, że aż zaczęłam się zastanawiać czy czasem go nie za mocno leję…
– Przecież Ty jesteś delikatna – pisząc to aż zachichotałam pod nosem.
– No więc właśnie… Podeszłam z przodu i się go pytam. Czy moją sukę boli zadek? Się spojrzał na mnie tym zamglonym spojrzeniem. To powtórzyłam swoje pytanie.
– A on?
– Jak mi nie parsknie śmiechem… No oczywiście cały klimat chuj strzelił, bo mnie rozbawił. Jakoś nie miałam sumienia sama umierając ze śmiechu sprowadzić go na ziemię.
– No przecież ma być frajda, to co się przejmujesz.
– No właśnie mi mówił już po, że tak dobrze to się jeszcze nie bawił.
– Dobry chłopczyk.
– No, a innym razem poszliśmy na spacer po moim mieszkaniu… i wiesz, ja mam kota.
– Tak wiem. W głowie.
– Żywego… Wiesz…
– No no.
– Ty wyobraź sobie minę kota, który widzi psa na smyczy i przechodzi ten pies koło miski. A kot w szoku… Taki duży się zrobił… napuszył i tak dalej. Tak mi się zdaję, że chyba kotu się wydawało, że mu konkurencję do mięsnej kolacji przyprowadziłam. Później mojemu psu mleko wypił z miski. No wyobrażasz sobie? Po prostu podszedł z boku i się wepchał.
– Słodki 😀
– No. Traumę będzie miał. Do kociego psychologa chyba będę musiała go zaprowadzić.
– Nie szkoda Ci zwierzaka?
– To był przypadek.

****

Spojrzałam w okno szukając wzrokiem dziewczyn. Właśnie prowadzały jednego z uległych na smyczy, zupełnie nagiego po śniegu. Szalik my tylko założyły… Sięgnęłam ręką w kierunku telefonu… Ale właśnie w tym momencie Olka wprowadzała go do sieni.

****

– A panieński jak się udał?
– Wyśmienicie.
– Zdradzisz mi jakieś szczegóły?
– No dziewczęta bawią się do tej pory.
– Ilu zabrałaś ze sobą?
– Swojego oczywiście i wyłapałam jeszcze dwóch innych.
– Znając Ciebie to niezła zabawa była… A teraz pewnie wylegujesz się trzymając na jednym z nich stopy.
– Znasz mnie 🙂
– A co z resztą?
– Mój bawi się z dziewczynami, ja się opiekuję tymi nowymi. Jedn robi za podnóżek jak trafnie zgadłaś.
– A drugi?
– A drugi za stoliczek.
– No proszę. A o samej zabawie opowiesz?
– Tak, ale jutro ;). Teraz czas na kąpiel.

Zamknęłam laptopa i wstałam. Moje ciało przesłaniał jedynie na wpółprzezroczysty koronkowy szlafrok. Pogładziłam mężczyznę klęczącego obok fotela po nodze, zadrżał pod moją dłonią. Podnóżek szturchnęłam łydką.

– No panowie, idziemy się wykąpać.

W tylnej części chałupki było urocze jakuzzi i sauna. Zamierzałam z nich skorzystać.