Wnętrze dworku opływało luksusami. Kamienna podłoga, ułożona naprzemiennie z białego i czarnego marmuru robiła spore wrażenie. Ściany były ozdobione ogromnymi obrazami w antycznych ramach.
Kobieta miała wrażenie jakby cofnęła się w czasie, a ten widok zapierał jej oddech w piersiach.

Szły długim korytarzem mijając kolejne drzwi z ciemnego drewna. Dotarły do końca, stanęły przed szkarłatną kotarą.
– Jesteśmy na miejscu – powiedziała właścicielka sklepu. – Poczekaj na mnie w tym pomieszczeniu – dodała po chwili obserwując uważnie reakcję brunetki, odchyliła dłonią materiał.

Niewysoka brunetka weszła bez słowa za kotarę.
Pomieszczenie, w którym się znalazła przypominało salę balową z ustawionym po środku długim stołem przykrytym zamszowym i ciemno zielonym jakby obrusem. Na jednym z krańców stołu znajdowała się srebrna zastawa, nakrycie było dla trzech osób.

Kobieta za plecami usłyszała szelest, odwróciła się błyskawicznie i zobaczyła młoda kobietę.
– Życzy sobie Pani coś do picia?
– Yyy – wydukała. – Herbatę poproszę.
Drobnej budowy dziewczyna miała tak jasną cerę… jakby pracowała w piekarni. Jej ciemne włosy okrywały nagie ramiona, a błękit oczu hipnotyzowała. Ubrana była w najzwyklejszą, najbardziej klasyczną czarną spódnicę, białą bluzkę i balerinki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie cienka, skórzana obróżka. Brunetka się przez chwilę zastanawiała czy to co widziała było obrożą. Doszła jednak do wniosku, że ów pasek z pewnością nie był tym na co wyglądało. Bo niby jak? Kazać pracownikom chodzić w obrożach? Na samą myśl przebiegł ją chłodny dreszcz.
– Boże – pomyślała szybko. – Nad czym ja się w ogóle zastanawiam? Przecież mamy XXI wiek!

Lekko zawstydzona własnymi myślami postanowiła rozejrzeć się bardziej po pomieszczeniu, w którym się znalazła. Panowała tutaj cisza. Totalna, cholerna cisza. Nawet dźwięki z ogrodu nie docierały do tej części budynku.
Kobieta zdążyła już obejrzeć wszystkie wiszące na ścianach obrazy w złotych ramach, przyjrzeć się wnikliwie splotowi tkaniny leżącej na długim stole. Policzyć wszystkie czarne marmurowe kwadraciki na podłodze. Czas chyba stał w miejscu. Nie mogła się doczekać, aż wróci właścicielka sklepu.

– Mam nadzieję, że się nie nudziłaś – męski głos dobiegł zza jej pleców. Był ów ogrodnik, który wpadł jej w oko gdy szła ścieżką wśród kwiatów i krzewów w ogrodzie.
– Yyy. Nie, absolutnie nie nudziłam się – przełknęła ślinę wpatrując się w pół nagie w zasadzie ciało odziane tylko w owe ogrodniczki.
– Czymś się denerwujesz – to nie było pytanie, a stwierdzenie. Proste zdanie wypowiedziane z ust mężczyzny, które wprowadziło brunetkę w stan lekkiego zakłopotania.
– Nie jestem zdenerwowana, wydaje ci się.
– Nie wcale.
– Ano nie. Jestem oazą spokoju… jestem wręcz jak wagon tybetańskich, medytujących mnichów. Tak właśnie jestem spokojna.
– E… udajesz. Starasz się stworzyć pozór, iluzję. To zwykła maska.
A niech cię szlag jasny trafi! A niech cię diabli… – Piękna wiązanka już cisnęła się jej na usta gdy ciszę przerwała owa dziewczyna o jasnej jak śnieg skórze.
– O witaj Panie. Dla Pana to co zwykle?
– Tak, to co zwykle. Dziękuję Magdaleno – dziewczyna się zarumieniła i obróciła na pięcie pośpiesznie opuszczając salę.

Brunetka była w szoku. To co jej się wydawało… To co z pozoru było niemożliwe jednak było prawdziwe.
Zapatrzyła się w surowe drewniane drzwi najwyraźniej oddzielające salę prezentacji od czegoś w rodzaju kuchni.

– Coś się stało?
– Nie skądże? – brunetka przewróciła oczami zanim odpowiedziała odwracając się przodem do ogrodnika. Mężczyzna się wrednie uśmiechnął i oblizał wargi.
– Lubię takie – skwitował. Już, już ciemnowłosa miała ochotę odparować atak gdy do sali weszła właścicielka.

Stukot jej czółenek było słychać dudniącym echem. Przy jej boku szedł pies.

– Po co pani ten pies w takim miejscu?
– Bądź spokojna – uśmiechnęła się – on pilnuje ogrodu i dobytku razem z resztą psów.
– Resztą psów?
– Tak, mamy jeszcze tutaj trzy dobermany i wilczura.
– A co myślałaś? Że kryją tutaj nimi suki? – roześmiał się ogrodnik.
– Oj Z, mógłbyś zachować odrobinę powagi? Zawsze próbujesz mi popsuć interesy.
– A to, ta urocza dama przyszła do ciebie moja Pani jako interesantka?
– Tak, a to coś dziwnego? – oburzyła się brunetka.

Oboje spojrzeli na brunetkę lekko zaskoczeni. Właścicielka sklepu zza żywopłotu uśmiechnęła się wrednie.
– Usiądźmy do obiadu. Po nim przejdziemy to prezentacji towaru, który cię interesuje – powiedziała zajmując miejsce przy stole przy jednym z końców szczytu mebla. – Ale wydaję mi się, że powinnaś coś przemyśleć – dodała po chwili.
– Co takiego?
– Jesteś pewna, że szukasz mężczyzny?