Kobieta spojrzała na stojącego przed nią mężczyznę, który w dłoniach miał palcat. Częściowo miała nadzieję, że ostatnia lekcja go zniechęci. Jednak nadzieja jest matką głupich. Miała świadomość, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc była też pewna, że będzie chciał więcej.
W mgnieniu oka pojawił się pomysł na kolejną próbę zniechęcenia do zabaw tego typu.

Mężczyzna dalej stał trzymając w wyciągniętych dłoniach bat. Ten widok sprawiał, że ciężko było się powstrzymać od wzięcia go z jego rąk.

– Jesteś tego pewny?
– Tak.
– Dupa cię za mało boli?
Cień zmieszania przemknął przez jego twarz, a już po chwili zauważyła nieznaczne uwypuklenie dolnej części ciała.
– Bosz… z kim ja mieszkam? – pomyślała szybko próbując złapać dystans. Przeszło pięć lat wspólnego życia, a tutaj nagle ktoś perfidnie wywraca jej świat do góry nogami. Nie żeby jej to jakoś bardzo przeszkadzało…

– Rozbierz się – rzuciła niedbale odwracając się na fotelu z powrotem do komputera, gdzie rozmawiała ze znajomą.
– Już.
– Skarpetki też – nawet niespecjalnie musiała sprawdzać. Znała go nader dobrze żeby wiedzieć, że ma je na nogach. Zza pleców usłyszała cichutki pomruk. – Jakie to słodkie – pomyślała. Po chwili odwróciła się na obrotowym krześle tak by go widzieć. Stał przednią nagusieńki niczym nieskrępowany… Jakby był pewny siebie. Zdecydowanie nie spodobało jej się to.
– Na co czekasz? – mężczyzna się zmieszał. – Parter pieseczku – ton głosu był tak słodki jakby chciała nim osłodzić gorzką herbatę, którą zamierzała podać gościowi…
Ten wyraz twarzy. To spojrzenie… to ciepło oddania widziane w oczach. W życiu by nie pomyślała, że sama mogłaby zobaczyć coś tak hipnotyzującego… A to wszystko i tak trwało ułamki sekund. Jednak to co czuła trwało cały czas. Jeszcze nie do końca potrafiła to nazwać, a może jedynie nie chciała? Jedno jest pewne. Chciała go zniechęcić do zabaw tego typu.
– Nie będę szczekał – postawił ultimatum mężczyzna u jej stóp.
– Kochanie, teraz nie liczy się to czego ty chcesz, bądź nie chcesz. Pokażę ci to jak ja to widzę.

Siad, poproś nie stanowiły większego problemu. Nawet to urocze piszczenie podczas proszenia o coś jak typowy pies. Ona zawsze chciała mieć pieska, chociaż wolałaby pewnie takiego z futrem…

Nagle kobieta wstała i zażądała, aby jej pupilek podążał za nią na czworaka. Podeszła do regału i wybrała jakieś pudełko. Rozmiarami w sam raz. Popatrzyła na niego z góry i rzuciła na środek pokoju.

– Przynieś.
– No chyba żartujesz.
– Przynieś.

I już po chwili miała owe pudełko w rękach. Nawet niespecjalnie musiała się wysilać, nawet nie było konieczności użycia narzędzia prostującego zachowania. Usiadła na niskiej szafce i ponownie rzuciła pudełko tak, że wpadało za łóżko, ale jednocześnie możliwe było przyniesienie go bez użycia rąk.
Nie wytrzymała. Patrząc jak gramoli się przez łóżko wybuchła śmiechem.
Dostała obślinione pudełko do ręki wprost z jego ust.

– Siad. Poproś. Szczekaj.
– Nie będę szczekał.
– Poproś więc o to.
– Proszę.
– Prosisz o szczekanie, zatem szczekaj.

Tak więc… to było wredne. Bycie uległym wiąże się z uważaniem na słowa. Gra słów między jedną a drugą stroną bywa krótka, wredna i perfidna. Czasami nawet i bardzo bolesna, ale o tym następnym razem.