Za siedmioma górami, za siedmioma jeziorami…
Nie. To strasznie idiotyczny początek bajki o dwóch młodych kobietach, które miały dziwne upodobania i które postanowiły się spotkać pewnego dnia. Mimo, że w zasadzie to wcale się nie znały. Mimo, że dzieliły ich miliony lat świetlnych odległości i jakimś dziwnym przypadkiem pewnego dnia, jedna pojawiła się w miejscu zamieszkania drugiej.
Oj jakże szczęśliwy dzień nastał w jednej chwili.

Spotkały się na mieście z nadzieją spędzenia chwili czasu same ze sobą, aby poplotkować o tym, o czym mogłyby plotkować ze sobą dwie uległe kobiety. Jednakże swe kroki skierowawszy do Centrum Handlowego i postanowiły coś tam zjeść. Wybrały nawet jakieś miejsce o niezbyt dziwnym wyglądzie z daleka…
W zasadzie na pierwszy rzut oka restauracja nie różniła się niczym szczególnym prócz napisu, który sugerował włoską kuchnię owego przybytku znajdującego się na pierwszym poziomie CH.
Gdy weszły do środka niczego się nie spodziewając zajęły jeden ze stolików, a już po chwili pojawił się kelner. Mężczyzna był wysoki, raczej z tych postawniejszych no i oczywiście biło od niego jakieś niezrozumiałe coś, co zdecydowanie nie podobało się jednej z nich.

– Nie podoba mi się tutaj.
– Oj tam, oj tam. Marudzisz.
– Wyczuwam kłopoty. Zdecydowanie te przez duże K – kobieta o miedzianych włosach nie czuła się pewnie w miejscu, które wybrała ta druga. Jednak starała się ignorować uczucie niepokoju i strachu, które fruwało gdzieś w powietrzu i łasiło się do niej jak kotka w trakcie rui. – A właśnie. Wiesz co ostatnio słyszałam? – zapytała miedzianowłosa.
– Nie.
– Klaudia się pochwaliła co ich córcia znalazła u nich w sypialni.
– Niech zgadnę, tego kucyka na biegunach w szafie co chcieli jej dać pod choinkę?
– Gorzej. Smycz, obrożę i kaganiec – koleżanka miedzianej wybuchła śmiechem – i wyobraź sobie, że młoda nie była w stanie zrozumieć, że to, że znalazła te przedmioty nie oznacza, że kupią pieska – kobiety zaczęły głośno chichotać.
– Cóż zawsze twierdziłam, że trzymanie zabawek tego typu w pudełku w gwiazdki nie jest dobrym pomysłem przy czteroletnim dziecku.

Ruda zamilkła, czując na sobie wzrok kelnera. W jednej chwili przebiegł ją dreszcz. Znów pojawił się niepokój i dziwny strach.

– Nasz kelner się tobie przypatruje – szepnęła brunetka, uśmiechając się podejrzliwie.
– Tiaaa. Czuje, że on jest jakiś dziwny. Normalnie czuje to w każdej komórce mojego ciała.
– Że?
– Że on w jakiś dziwny sposób wyczuwa nasze dziwne upodobania, a z pewnością te… moje – miedziana oblała się rumieńcem. Po chwili wybuchła śmiechem na myśl, która pojawiła się w jej zboczonej główce.
– Co się tak parszywie uśmiechasz?
– A nic… zaraz zobaczysz.

Kobieta wstała od stołu i podeszła do stoliczka dla dzieci, na którym w koszyczku znajdowały się kredki. Upatrzyła trzy zielone odcienie i chciała je już podprowadzić by pokolorować nabazgrany wcześniej obrazek, gdy zauważyła, że grafity były połamane. Odwróciła się z nadzieją, że za jej plecami będzie stał ów kelner. Jednak nikogo tam nie było.

Wróciwszy niepocieszona do stolika powiedziała:
– Jak znów się będzie tak kręcił i gapił zapytam go o kredki.
Jej koleżanka nieco z dziwnie rozbawionym wzrokiem patrzyła na nią zastanawiając się pewnie dlaczego nie chce podjąć ciekawej znajomości.

****

Kredek nie dostała, ale skutecznie zwróciła na siebie jeszcze większą uwagę potencjalnego Kłopota zamiast go zniechęcić.

– Boże nie wytrzymam… Idźmy już, jedz szybciej.
– No przecież jem – burknęła nieco młodsza koleżanka.

W między czasie rudowłosa nabrała pewności, że owy amant to nic innego jak wredna szuja i kłopot. Ostatnio jej intuicja w takich przypadkach jej nie zawodziła. Czekając na koleżankę nabazgrała na podkładce jakąś pokrakę przypominającą konia.

– Oj jaka sugestia. Bądź moim ogierem – pękała ze śmiechu małolata.
– To klacz – skwitowała starsza. – Ostatecznie mogłaby być wałachem – dokończyła rozbawiona do łez.
Osoby postronne z pewnością się zastanawiały co takiego łyknęły te dwie młode kobiety, może nawet zazdrościli dilera. Kto to wie? Ważne, że stan tak wrednego szczęścia nie był wywołany niczym psychoaktywnym.
– Daj. Zapiszemy mu twój numer telefonu.
– No chyba cię pojebało. Na co mi kłopot przez duże K? Nie chcę. Chodźmy już.

Dwie młode kobiety, które miały dziwne upodobania i które postanowiły się spotkać pewnego dnia, mimo, że w zasadzie znały się bardzo krótko i dzieliły ich miliony lat świetlnych odległości i jakimś dziwnym przypadkiem jedna pojawiła się w miejscu zamieszkania drugiej właśnie zbierały swoje rzeczy od stoliczka i grzecznie opuszczały to pole bitwy w lokalu gastronomicznym. Oj jakże szczęśliwy jest ten dzień. Ale przyznać trzeba, że żarcie tam takie złe nie było.