Wczoraj kobieta siedziała do późna przed komputerem, a mimo to otworzyła oczy jeszcze przed ósmą rano. Patrząc na wprost widziała okna, a za oknem mgła spowijała miasto gęstą watą. Pamiętała taką watę. Gdy mimowolnie pomyślała o kimś widziała jak otacza ją taka wata, czuła ją.
Za oknem było brzydko i szaro. Kolory gdzieś uciekły… a kobieta obudziła się z twarzą zalaną łzami. Nie chciała się zgodzić na to co się zmieniało w niej, ale wiedziała do czego to może doprowadzić jeśli się nie ogarnie.
Znów świadomie śniła, znów sen był projekcją, znów był pełen emocji, znów sen był wiadomością lub ostrzeżeniem. Nie potrafiła jeszcze czytać swoich snów…
Na łóżko wskoczyła czarna kotka i usiadła w nogach kobiety.

– Nie. Nie chcę tego czuć. Dlaczego to czuję? – nerwy puściły, a z oczu wybuchła fontanna łez strachu, tęsknoty i bólu.
– Ona musi nie chcieć. Jest cząstką ciebie, dlatego czujesz jej emocje. Dlatego czujesz emocje, które dotyczą jej osoby, nawet jeśli autorem projekcji jest ktoś inny. Zrozumiesz to z czasem – czarny kot leżał na pościeli obok drżącej z płaczu kobiety.
– Potrzebuje chyba skierowania do psychiatryka i to bezpośrednio na oddział. Z moim gadaniem z tobą czy gadaniem sama ze sobą z pewnością przyjmą mnie z otwartymi ramionami.
– Nie przesadzaj. Jest dużo więcej ludzi takich jak ty.
– Takich? Czyli jakich? Aż tak stukniętych?

Kobieta na chwilę przerwała swoją wielką rozpacz i walkę z tym co czuła, chciała przypomnieć sobie sen chociaż jeszcze sama nie wiedziała jakie miały znaczenie jego strzępki, które pamiętała.

Ból głowy jaki odczuwała można było porównać do wyładowań elektrycznych, coś w rodzaju takich cewek Tesli, która wygrywa melodię na jej emocjach, więc bardzo szybko zrozumiała, że obszar głowy odpowiada konkretnej emocji. Szybko odkryła, że ból w konkretnym miejscu ciała może, ale nie musi oznaczać agresję. Zamyśliła się.

– Co pamiętasz?
– Niewiele. Głównie emocje.
– Jakie?
– Strach, żal, rozpacz, bezradność, poddanie się… a zaraz nadzieję, chęć, namiastkę szczęścia i znów rozpacz, ból i smutek, po chwili pustkę i jakby uczucie straty. Ziejącą dziurę w ziemi, po czymś co zostało brutalnie z niej wyrwane.
– Jakiś obraz?

Kobieta się zamyśliła, patrząc w mleczny widok za oknem.

– Tak. Wypadały mi włosy. Łysiałam i to w tempie ekspresowym i pamiętam kartkę – papierowy samolot z cytatem jakimś, to były moje słowa, ale ich nie pamiętam…
– Co czułaś mając w ręku tę kartkę? – kobieta przed oczyma miała obrazek. Składającą kartkę w kratkę w samolot dziewczynkę otuloną zielonym światłem. Na kartce widniało słowo „żegnaj”.
– Jakbym się z kimś żegnała kogo nigdy więcej nie zobaczę.
Po chwili ciszy kobieta zupełnie nie zwracając uwagi na kota powiedziała.
– Właśnie ją tracę, prawda? Jak kolejną łzę wypływającą z mojego oka – zamknęła oczy, aby po chwili je otworzyć.
– Dobrze, że mam ciebie kocie. Kocham cie wiesz? – wyszeptała kobieta.
Ale kobiecie nikt już nie odpowiedział. Kota nie było na łóżku, kota nie było również w mieszkaniu.
Czarny kot zniknął.
Jedynie w głowie słyszała słowa kota – Pojawiłaś się, bo będę potrzebować ochrony, silniejszej niż ta, którą mam teraz.
Pamiętała te słowa. Pamiętała treść tego opowiadania i nagle wszystko stało się jasne. Kot… nie był kotem z krwi, futra i kości, więc czym był kot? Projekcją? W dodatku niekoniecznie moją. Kobieta miała dziwne przeczucie, że znalazłaby go za obronnymi murami, ogniem, fosą i sama nie wiedziała za czym jeszcze. Wiedziała po części co tam jest, ale tylko to, co sama stworzyła. Bariery ochronne przed samą sobą by spełnić czyjąś prośbę.
Kot z pewnością jest teraz tam, za tymi murami i tymi za ogniami.