Ten ból jest taki realny. Rozdzierający ciało bezlitosnym krzykiem…
Kobieta siedzi wpatrzona w przestrzeń między nią, a ekranem komputera. Próbuje przypomnieć sobie wszystko ze snu, który miała tej nocy. Jednak każde wspomnienie budzi nieopisaną rozpacz, budzi tęsknotę i powoduje łzy. Zaparła się. Przejdzie przez to, chociaż sama jeszcze nie wie jak. Ma poczucie, że została sama. Gdzieś w środku czuje puste miejsce po kimś wyjątkowym, a mimo to w tym miejscu cały czas czuje ciepło. Nie chce się pogodzić ze stratą…

Czarny kot, otarł się o jej nogę otulając skórę włochatym ogonem. Radośnie miauknął i patrzył wyczekująco. Jest! Pokazał się, ledwo zauważalny cukier wysypał się z cukiernicy, a na twarzy kobiety pojawił się z pozoru nic nieznaczący uśmiech.

Kobieta spojrzała na sufit. Zamknęła oczy. Wyobraźnią pragnęła zobaczyć coś pięknego. Tęczę? Zorzę? Gwiazdy nocą? Nieistotne, ponieważ nic się nie pojawiło. Tak bardzo nie chciała czuć tego co czuła. Ogarniał ją niepokój, strach i sama jeszcze nie wiedziała co.

Czarny kot w między czasie już siedział na przeciwko jej twarzy, na biurku oddzielając ją od nowego i jeszcze pustego dokumentu Word’a. Wychwyciła jego wzrok wolno opuszczając głowę aby zabrać się za to co chodziło za nią od rana.
To dziwne. Złote oczy Gabrysi były jakby ciepłe i pełne miłości, pełne siły i wiary, wpatrywały się ot tak po prostu jakby czytały emocje zapisane w kobiety spojrzeniu.

****

Chłodno. Nieprzyjemne. Dziwne poczucie, że zna się osobę, która w tym śnie uczestniczy. Ewidentnie wyczuwane kłopoty, problemy i ciernie wiszące gdzieś w powietrzu – taka cisza przed burzą. Niepokój.
Chłód na skórze karku, coś prześlizgnęło się po nim. Obroża. Lekki ucisk w gardle, suchość. Cały niepokój odpływa gdzieś daleko. Jest tylko spokój i pełna akceptacja tego co się dzieje i jak.
Wypalony symbol w skórze, bez bólu, bez zapachu, bez zmysłowych wrażeń. Tylko widok liczby cztery. Czułość i gwałtowna pustka.

Cholera. Mało pamiętam z tego snu, zbyt mało bym mogła go zinterpretować.

****

Czarny kot pochrapywał leżąc zwinięty w kłębek na kolanach kobiety.
– Dobrze, że mam ciebie kocie. Kocham cię wiesz?
– Wiem – odpowiedział kobiecie kot. Kobieta przetarła oczy ze zdumienia i je gwałtownie otworzyła. Znajdowała się w fotelu, a komputer był wyłączony. Musiała zasnąć przykryta ciepłym kocem sięgnęła po kubek z herbatą, była zimna… a na jej kolanach dalej spała czarna mrucząca kotka.