Forma treści w zasadzie jest nieistotna. Liczy się efekt zatracenia, kiedy ciało staje się ciałem, a dusza duszą. Kiedy w rytm melodii wygrywanej na mym ciele dźwięki rozkoszy pieszczą zmysły Jego. Ulotne chwile rozkoszy, magia spojrzeń przepełnionych pragnieniami bycia… oddaną i kochaną. Takie bajki nigdy nie mają szczęśliwego zakończenia.

Jednakże ja naiwnie sądziłam, że ma uległość będzie tylko i wyłącznie wykorzystywana w sypialni. Nawet nie wiedziałam jak bardzo się myliłam, wprowadzając się do posiadłości mojego Władcy. Prawda była inna i brutalnie wyrwała mnie ze marzeń sennych pragnień gorących o świecie idealnym… o mym Księciu z bajki, który by porwał mnie do swego świata na białym rumaku z zaplecioną grzywą.

Mój ukochany postanowił przechytrzyć mnie i podpisał z moim ojcem umowę, która mówiła, że jeśli wytrzymam rok z nim mieszkając wtedy mnie poślubi. Mój ojciec majętny nie jest, za to mój ukochany owszem. Tak więc zaczęła się ma historia baśnią podszyta.

****

Dom Jego znajdował się na skraju lasu. Otaczał go piękny, ale zapuszczony ogród. Mieszkał w nim od lat wielu sam, zupełnie sam. Dbał jedynie o krzewy róż pięknie kwitnących każdego dnia. Dzikie róże rozsiewały zapach słodkiego umiłowanego życia. Dla Niego róże były skarbem. Wielobarwne, starannie wyselekcjonowane jednak zdziczałe przez zaniedbania z dawnych lat.

Tak o to w takim miejscu przyszło mi spędzić rok. Rok ciężkiej pracy i znoszenia Jego obecności.

Pewnego dnia zabrawszy się za przygotowanie obiadu spostrzegłam malowniczy obraz wiszący na ścianie w jadalni. Wcześniej go nie widziałam lub też nie zwracałam na niego zbytniej uwagi. Przedstawiał on targ niewolników gdzieś w ciepłych krajach sądząc po palmach w tle. Zaczęłam uważniej przyglądać się obrazom. Wszystkie nawiązywały bezpośrednio do tematyki niewolnictwa. Przeraziłam się.

Co prawda mój Pan i ja tworzyliśmy swoistego rodzaju relację mało waniliową… Ale nie aż do takiego stopnia jak te przedstawiane na malowidłach. Zniewolone, bite i krzywdzone kobiety wydawały się być dumne z tego co robią i jak są traktowane. Czyżby taka forma interesowała mojego Mężczyznę?
Skrzywiłam się i z niedowierzaniem potrząsnęłam głową. Nie chciałam dopuścić tej myśli do siebie.

****

Był to jeden z chłodniejszych, jesiennych wieczorów gdy On zaszczycił mnie swą obecnością, przychodząc do mej komnaty. Rzadko to robił. Traktował mnie raczej jak osobę opiekującą się domem. Udało mi się nawet wyprowadzić ogród, który w obecnej chwili pokrywały wielobarwne liście.
Stanął na środku pomieszczenia i patrzył na mnie.
– Wiesz czym różni się relacja, którą mieliśmy od tej, którą chcę stożyć?
Zlękłam się. Zauważył to, ale ciągnął dalej nie zwracając totalnie uwagi na mój strach. Domyślałam się do czego zmierza i cholernie bałam się to usłyszeć.
– To co było między nami, a czego już nie ma – tak… zauważyłam. Martwiło mnie to, tęskniłam za tym. Patrzył na mnie swoim przenikliwym wzrokiem. – Różnica będzie spora. Wpierw pozbawię cię tego czego lubisz. Nigdy więcej nie zostaniesz związana czy zakneblowana. – Cholera. Lubiłam to… – Nie będziesz miała słowa bezpieczeństwa. – Zbladłam. – Nie będzie ono konieczne. Wymierzane przeze mnie kary będą za prawdziwe przewinienia i mają na celu zmianę twojego postępowania. – Słuchałam go. Jednak miałam wrażenie, że to co do mnie mówi jednym uchem wpada, a drugim wypada. jednak kochałam mieć własne zdanie, kochałam mieć kontrolę nad tym co się dzieje i jak. W tym momencie stałabym się jego… jakby to powiedzieć. Hmmm niewolnicą? Taką na etacie 24 godziny na dobę.

– To coś zupełnie innego, chociaż jest podobne. To co było, było tylko grą. Teraz gdy mieszkamy razem to już przestaje być grą i wykreowanym światem. Staje się rzeczywistością. Zastanów się czy nie tego właśnie pragniesz. Daję ci czas do południa, a gry wrócę i cię nie zastanę w posiadłości znaczyć to będzie, że nie jesteś mi pisana.

****

Nie mogłam spać tej nocy. Wizja zastosowania Domestic Dyscypline w moim życiu zdecydowanie mnie przerastała. Może po prostu nie dojrzałam do takich decyzji? Może jednak świat iluzji, chwile ulotnego pragnienia i pożądania… może jednak tego pragnę? Tak. Zdecydowanie.
Nie spałam. Spakowałam się gotowa do powrotu w rodzinne strony.
Rano zaczekałam aż moja Bestia opuści dom. Chwilę po jego wyjściu zadzwoniłam po taksówkę i odjechałam zostawiając kartkę z trzema słowami – Byłeś moim szczęściem.
Zamknęłam za sobą drzwi. Spojrzałam przez ramię… będę tęsknić za Nim.
Tak jak piękna i Bestia, ale bez szczęśliwego zakończenia.